To miał być spacerek Panathinaikosu. Wicemistrzowie Grecji mieli udowodnić, że remis z zeszłego tygodnia był dziełem przypadku. Jednakże przygoda podopiecznych Jesualdo Ferreiry z Ligą Mistrzów już dobiegła końca. Niespodziewanie Odense wyeliminowało wyżej notowaną drużynę. Należy jednak oddać, że Duńczycy zasłużenie wywalczyli sobie awans do dalszej rundy. O tej tezie poświadczyć może dzisiejsze zwycięstwo.
W ubiegłym tygodniu Panathinaikos niemiłosiernie męczył się z Odense. W Danii ateńczycy tylko zremisowali. Dziś kibice zgromadzeni na Stadionie Olimpijskim nie wyobrażali sobie innego zakończenia jak zwycięstwo swoich pupili. Jednak to w pierwszych sekundach meczu wicemistrzowie Danii mieli pierwszą okazję. Bernard Mendy jako pierwszy zmusił Tzorvasa do interwencji. Po tej sytuacji Panathinaikos stworzył sobie na kilka minut optyczną przewagę. To jednak nie wystarczyło, aby powstrzymać ambitnych gości. W 12. minucie kibice na ateńskim stadionie zamarli. W polu karnym gospodarzy powstał mały chaos. Do wysoko zawieszonej piłki wyskoczył Tzorvas. Bramkarz niefortunnie piąstkował futbolówkę, że ta wpadła pod nogi Johanssona. Zawodnik silnym uderzeniem zdobył bramkę.
„Wszechateńskie Koniczynki” zaczęły grać z nożem na gardle. Piłkarze nieudolnie starali się stworzyć zagrożenie pod bramką Wesselsa. Wszystkie ataki były bardzo nieskładne. Natomiast Odense cierpliwie czekało na kolejną okazję. Taka nadarzyła się w 19. minucie. Wówczas przed polem karnym nieco więcej miejsca miał Kadrii. Zawodnik oddał strzał, po którym piłka poszybowała ponad bramką. W odpowiedzi gospodarze przeprowadzili pierwszą groźną akcję w meczu. Najbardziej aktywny zawodnik na boisku, Sebastian Leto, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zdecydował się na rajd, który zakończył celnym uderzeniem. Piłka zmierzała wprost w bramkarza gości, więc ten nie miał problemów z wybiciem jej na rzut rożny.
Panathinaikos kolejną dobrą okazję miał w 34. minucie. Wówczas na zaskakujący strzał z około 35 metrów zdecydował się Katsouranis, a piłkę delikatnym muśnięciem na rzut rożny sparował Wessels. Bramkarz Odense nie miał już nic do powiedzenia po egzekwowaniu przez Ninisa kornera. Młody Grek precyzyjnie dograł piłkę w pole karne, a tam najprzytomniej zachował się Boumsong. Francuz celnym strzałem głową doprowadził do wyrównania. Z graczy Jesualdo Perreiry spadło ciśnienie. Do końca pierwszej połowy grali spokojnie i nie porywali się na organizowanie akcji. Nieco ambitniej grali goście, ale przed przerwą wynik nie uległ zmianie.
Drugą część spotkania z większym animuszem rozpoczęli gospodarze. Chwilę po wznowieniu gry niezłą akcję prawą stroną boiska przeprowadził Ninis. Pomocnik dograł piłkę do Verdu, a Hiszpan minimalnie się pomylił. Napastnik po kilku minutach mógł się radować ze zdobycia bramki. Dośrodkowaną przez Leto piłkę odbił przed siebie Wessels. Pech bramkarza polegał na tym, że futbolówka spadła wprost pod nogi Jose Verdu. Wstydem dla napastnika byłoby nie strzelenie gola, mając przed sobą pustą bramkę. Hiszpan wywiązał się z tego zadania bez zarzutu.
Chwilę po sytuacji bramkowej mogło być 3:1 dla Panathinaikosu. Piłkę z lewego skrzydła w pole karne dograł Spiropoulos. Tam niepilnowany stał Ninis. Zawodnik jednak zamiast posłać piłkę do siatki, trafił w słupek. Jeśli nie dobija się rywala, to ten odgryza się w sposób bezlitosny. W 55. minucie Peter Utaka zwiódł w pole dwóch obrońców gospodarzy i posłał prostopadłą piłkę do Ruuda. Ten technicznym strzałem nie dał najmniejszych szans Tzorvasowi.









