Na wyższych szczeblach rozgrywek coraz bardziej prawdopodobne jest, że los skojarzy zespoły z jednego kraju. Taki przypadek ma miejsce także w tym sezonie. W środę odbędzie się kolejna bitwa o Anglię, czyli starcie Chelsea i Manchesteru United. W drugim spotkaniu o sensację na Camp Nou powalczy rewelacja rozgrywek – Szachtar Donieck.
Bitwa o Anglię

Pewne jest, że w półfinale Champions League nie zabraknie przedstawiciela z Wysp Brytyjskich. Jeżeli Tottenham nie wyeliminuje Realu, to nie ulega też wątpliwości, że Anglicy w tej fazie rozgrywek będą mieli tylko jednego reprezentanta. Los bowiem skojarzył ze sobą już w ćwierćfinale Chelsea i Manchester United. Pierwszy mecz odbędzie się na Stamford Bridge i gdyby patrzeć na pozycję w tabeli Premiership, Manchester United miałby o wiele większe szanse na korzystny rezultat. „Czerwone Diabły” wygrały cztery spotkania z rzędu i tę passę chciałyby przedłużyć w dzisiejszym spotkaniu. Z kolei „The Blues” wprawdzie nie spisują się aż tak dobrze, jednak to oni ponad miesiąc temu pokonali u siebie zespół Aleksa Fergusona 2:1 po bramkach Luiza i Lamparda. Czy zespół gospodarzy powtórzy ten rezultat? Warto dodać, że goście będą osłabieni brakiem Ferdinanda, O’Shea i Fletchera. Mają jednak kilka atutów, a zwłaszcza znajdujących się w dobrej formie Hernandeza i Rooneya, który kilka dni temu zdobył hat-tricka w meczu z West Hamem United.
Szachtar po niespodziankę na Camp Nou
Środowe mecze przyniosą też częściową odpowiedź na pytanie, czy ktokolwiek jest w stanie zatrzymać Barcelonę. Niespodziankę w starciu z zespołem Pepa Guardioli będzie chciał sprawić Szachtar Donieck. Ukraińcy pokazali w dwumeczu z Romą, że zlekceważenie ich może mieć fatalne skutki. Ponadto aktualny dominator ligi ukraińskiej (12 punktów przewagi nad Dynamem Kijów) jest świadom, że wyeliminowanie wielkiej „Blaugrany” byłoby megasensacją, co może okazać się bardzo ważnym atutem w środowym spotkaniu. Z liderem Primera Division wygrać udało się w poprzedniej fazie rozgrywek Arsenalowi, który na Emirates Stadium zwyciężył 2:1. Czy w ślady „Kanonierów” pójdzie zespół Mircei Lucescu? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Możemy być jednak pewni, że kibice, którzy dzisiejszy wieczór poświęcą na oglądanie obydwu spotkań, na brak emocji narzekać nie będą.










