Od pierwszego dnia pobytu na Anfield Road Jürgen Klopp pracował nie tylko nad aspektami sportowymi, lecz także nad wiarą drużyny w zwycięstwo i własne możliwości. W ciągu czterech lat niemiecki menedżer przeobraził Liverpool z zespołu wątpiącego w ekipę mentalnych potworów. „The Reds” odwracają losy spotkań na swoją korzyść, często w dramatycznych okolicznościach pozbawiając rywali złudzeń. Prezentując mentalność zwycięzców – atut, którego Liverpoolowi przez lata brakowało.
Poprzedni sezon Premier League stał pod znakiem fantastycznego wyścigu o mistrzostwo Anglii między Manchesterem City a Liverpoolem. Ekspertów oraz postronnych obserwatorów zachwycała szczególnie ekipa Jürgena Kloppa. Tym bardziej że przed kampanią wydawało się, iż nikt nie będzie w stanie dotrzymać kroku „The Citizens”. Zespół z Anfield Road sprostał jednak wyzwaniu, porzucając efektowny futbol na rzecz bardziej wyważonego stylu gry.
Progres podopiecznych niemieckiego szkoleniowca potwierdzały nie tylko rezultaty, lecz także okoliczności, w jakich Liverpool często odnosił zwycięstwa. Drużyna z czerwonej części Merseyside nawet mimo straconego gola potrafiła odwrócić losy spotkania na swoją korzyść. W kwietniu, po wygranym meczu z Southampton, w którym „The Reds” przegrywali już na początku rywalizacji, stali się pod tym względem najlepszym zespołem ubiegłej edycji Premier League.
– Muszę powiedzieć, że to było wspaniałe. Myślę, że chłopcy byli – być może będziecie musieli wykropkować to słowo, ale to cholerna banda mentalnych potworów, to niewiarygodne – komentował zdobycie dwóch decydujących bramek w końcówce spotkania Jürgen Klopp.
Szczęście stało się regułą
Nieprzychylni zespołowi z czerwonej części Merseyside zwycięstwa Liverpoolu, w których „The Reds” decydujące bramki zdobywali w końcowych fragmentach meczów, zaczęli określać mianem szczęścia. Ponadto minimalizmem, który niebawem miał obrócić się przeciwko drużynie z Anfield Road. W kolejnych meczach podopieczni Jürgena Kloppa udowodnili jednak, że szczęście stało się regułą.
Po porażce w pierwszym półfinałowym spotkaniu na Camp Nou z Barceloną 0:3 Liverpool czekało kolejne ważne starcie. W wyjazdowym meczu przeciwko Newcastle United „The Reds” dwukrotnie obejmowali prowadzenie, by wypuścić z rąk korzystny rezultat. Dopiero gol Divocka Origiego cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry zdecydował o zwycięstwie zespołu z Anfield Road.










