Leonid Otczenaszenko: Zrobiłem spory postęp w stosunku do tego, co było wcześniej (ROZMOWA)


Rozmawiamy z bramkarzem Stali Rzeszów

14 czerwca 2019 Leonid Otczenaszenko: Zrobiłem spory postęp w stosunku do tego, co było wcześniej (ROZMOWA)
Karol Słomka / Stal Rzeszów

Stal Rzeszów awansowała do II ligi, a jedną z kluczowych postaci drużyny był jej bramkarz, Leonid Otczenaszenko. Ustabilizował swoją pozycję w klubie, bronił pewnie i osiągnął jeden z największych sukcesów w swojej dotychczasowej karierze. My postanowiliśmy zadać mu kilka pytań. Zapraszamy!


Udostępnij na Udostępnij na

Urodził się na Ukrainie, w Łucku, ale dorastał w Polsce. Wychowanek Motoru Lublin, grał później w Wiśle Puławy i Koronie Kielce. W seniorskiej piłce prawdziwą szansę otrzymał w Stali Rzeszów, z którą właśnie świętuje awans na szczebel centralny, do II ligi.  Ma za sobą bardzo udany sezon, wystąpił w 29 meczach, będąc jednym z mocniejszych punktów rzeszowskiej jedenastki. Leonid Otczenaszenko to chłopak bardzo poukładany – mimo młodego wieku (21 lat) – i pracowity, a jeśli rozwijał się będzie w takim tempie, to trzecia w kolejności liga może stać się dla niego po prostu za mała. Korzystając z okazji, zapytaliśmy golkipera o kilka spraw…

Muszę Cię zapytać, jak zaczęła się Twoja przygoda z futbolem?

Pierwszy kontakt z piłką miałem już w wieku czterech lat, kiedy z tatą (byłym zawodowym siatkarzem) chodziliśmy pokopać na boisku obok domu. Kiedy miałem sześć lat, ojciec zaprowadził mnie na trening do Motoru Lublin i tak już zostało, to tam pobierałem moje pierwsze piłkarskie lekcje.

Później trafiłeś do kieleckiej Korony. Co dał Ci pobyt w tym klubie?

Przyszedłem do Korony, mając 16 lat, i od razu trafiłem na treningi do pierwszej drużyny. Dla młodego zawodnika takie doświadczenie jest bezcenne, by na co dzień móc pokazywać się na tle zawodników z ekstraklasy. Miałem paru naprawdę świetnych trenerów bramkarzy i z pewnością naprawdę wiele się od nich nauczyłem, szczególnie w aspektach – jak mogę to określić – bardziej seniorskich. Taktyka czy decyzyjność.

Podpatrywałeś kolegów z pierwszej drużyny?

Miałem możliwość podpatrywania i uczenia się od świetnych bramkarzy, takich jak choćby: Zbyszek Małkowski, Milan Borjan, Darek Trela czy Michal Peskovic. Zresztą to były też tak naprawdę moje początki w seniorskiej piłce, bo oprócz codziennych treningów z pierwszym zespołem miałem możliwość gry „od deski do deski” w III lidze z drużyną rezerw, co na pewno dużo mi dało jako młodemu brakarzowi. Poznałem także otoczkę i atmosferę towarzyszącą meczom w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju, będąc parę razy na ławce Korony w ekstraklasie.

Czyli kielecka przygoda była udana?

Na pewno nie był to pobyt do końca udany, nie zaliczyłem debiutu, tak jednak w piłce bywa i mimo wszystko z perspektywy czasu wiem, ile mi ten okres dał.

Przyszła pora na Stal. Jak trafiłeś do Rzeszowa?

Złożyło się na to parę czynników, ale najważniejsze było to, że po prostu Stal była najkonkretniejsza. Spodobał mi się bardzo ten projekt, na pewno nie wyglądało to na III ligę. Sztab, infrastruktura, warunki, ambicje. Mieliśmy zapewnione praktycznie wszystko i jestem bardzo wdzięczny klubowi za ten cały świetny sezon.

To prawda, że mieliście teraz bardzo dobry sezon. Dodatkowo ty indywidualnie pokazałeś się ze świetnej strony. Jak sam oceniasz swoją postawę?

Dziękuję za ciepłe słowa. Jestem typem zawodnika, jak i człowieka, który zawsze szuka rzeczy do poprawy, aby codziennie stawać się lepszym. Myślę, że było całkiem nieźle, cieszę się, że mogłem pomóc drużynie i osiągnąć cel. Zrobiłem spory postęp w stosunku do tego, co było wcześniej, ale tak jak mówiłem, chcę się ciągle rozwijać i iść naprzód.

Liga była wymagająca?

Sam fakt, że do ostatniej kolejki musieliśmy walczyć o awans, mówi chyba sam za siebie. Nasi przeciwnicy postawili naprawdę trudne warunki, 76 punktów nasze i Podhala czy 73 Motoru to na pewno bardzo dobre wyniki. W każdym meczu rywale mocno walczyli, każdy o swoje cele, jedni o awans, inni o utrzymanie, a jeszcze inni, bo po prostu grali ze Stalą i chcieli nam utrzeć nosa.

W sezonie mieliście trochę problemow z drużynami uważanymi za te mocniejsze. Zjadała Was presja?

Czy mieliśmy z nimi problemy? Nie powiedziałbym. W praktycznie każdym z tych meczów byliśmy drużyną dominującą, stwarzaliśmy więcej sytuacji. Brakowało troszkę skuteczności, czasem szczęścia, bo nagle gdzieś wpadała jakaś przypadkowa bramka po rykoszecie i na pewno grało się wtedy trudniej. Oczywiście była jakaś presja, ale zarówno zawodnicy, jak i sztab, starali się to od siebie oddalać jak tylko się da, skupiać się na najbliższym zadaniu, na małych rzeczach i tak krok po kroku szliśmy do przodu.

Czuliście wsparcie ze strony innych podmiotów? Na przykład miasta?

Chyba nie muszę nawet mówić, ile zrobił dla nas nasz główny sponsor, jak i wszyscy inni. Miasto też bardzo nas wspierało. To oni dali temu projektowi początek i to przede wszystkim dzięki nim właśnie to mogło funkcjonować.

Jak z Twojej perspektywy wyglądają oczekiwania kibiców? Czuć w mieście głód futbolu na wysokim poziomie?

Oczekiwania na pewno są duże, ale jest to uzasadnione. Rzeszów to duże miasto, są kluby z tradycjami i historią, jest stadion, są kibice, co zresztą pokazywali przez cały sezon, a szczególnie w ostatnim meczu, podczas którego frekwencja była pierwszoligowa, jeśli nie ekstraklasowa. Na pewno miejsce Rzeszowa jest o wiele wyżej w futbolowej hierarchii i mam nadzieję, że kiedyś uda się przywrócić należne mu miejsce i cieszyć się, że mogłem dołożyć do tego swoją małą cegiełkę.

Będziesz miał możliwość zagrać w derbach Rzeszowa. Jak postrzegasz rywalizację z Resovią?

Na pewno jest to dla mnie nowa sytuacja, bo sam pochodzę z Lublina, gdzie tak naprawdę jest tylko jeden klub i nie ma takiej rywalizacji w mieście. Cieszę się, że w następnym sezonie będziemy mieli derby, bo takie mecze i samo to, że gramy w jednej lidze, jeszcze bardziej „nakręcają” oba kluby, a co za tym idzie, zwiększa się zainteresowanie kibiców, bo wiemy, jakie to jest dla nich ważne i na pewno każdy piłkarz zrobi wszystko, żeby dać im upragnioną radość i dumę. 

Na koniec chcę zapytać o to, czy przytrafiły ci się jakieś nieprzyjemne sytuacje związane z tym, że grasz akurat w Stali, albo z twoich podwójnym obywatelstwem?

Nie, nigdy. Rzeszów bardzo mi się spodobał od samego początku i ludzie, jakich spotykałem, byli zawsze mili i nie miałem z nikim żadnego problemu.

 

Foto: Karol Słomka/Stal Rzeszów

Komentarze
lubelak (gość) - 1 miesiąc temu

W Lublinie jest jeden klub? Koledze chyba sie coś pomyliło.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze