Legnica świętuje awans. Miedź wygrywa z Widzewem Łódź


Miedź Legnica stawia kropkę nad i. Pokonuje Widzew, po czym świętuje z kibicami podczas publicznej fety

15 maja 2022 Legnica świętuje awans. Miedź wygrywa z Widzewem Łódź
własne

Kończą nam się powoli określenia, które pasowałyby do Miedzi Legnica. Drużyna ta rozegrała sezon praktycznie idealny, a jego zwieńczeniem było spotkanie z Widzewem. Łodzianie przez długi czas byli głównym konkurentem legniczan do zwycięstwa w lidze. Ostatecznie jednakże Miedź zdeklasowała całą ligę, a bezpośredni mecz z "Czerwono-biało-czerwonymi" tylko to potwierdził. Godzinę po zakończeniu spotkania klub wraz z kibicami świętował drugi w historii awans do ekstraklasy.


Udostępnij na Udostępnij na

Trener Wojciech Łobodziński stworzył potwora. Potwora, na którego sposób znalazł jedynie już zdegradowany Stomil Olsztyn. To już jednak historia, przyszłość z kolei będzie dla wciąż początkującego trenera niezwykle istotna – nie powtórzyć błędów z przeszłości i utrzymać „Miedziankę” w najwyższej lidze.

Miedź nie dała żadnych złudzeń Widzewowi

W zeszłej kolejce legniczanie dość pewnie rozprawili się z będącą wówczas w gazie Arką Gdynia. Było to niejako wyciągnięcie ręki do Widzewa, który konkuruje z „Żółto-niebieskimi” o drugą lokatę dającą bezpośredni awans do ekstraklasy. Łodzianie jednakże nie skorzystali z okazji, przegrywając z Resovią Rzeszów aż 1:4. Podopieczni Wojciecha Łobodzińskiego okazali się niezwykle sprawiedliwi i tym razem wygrali z czterokrotnym mistrzem Polski 1:0. Taki wynik sprawia, że sprawa bezpośredniego awansu nadal jest kwestią nierozstrzygniętą. Widzew ma punkt przewagi nad gdynianami, lecz w pięciu ostatnich meczach zanotował aż trzy porażki.

W Legnicy z kolei czuć było atmosferę święta. Zawodnicy Widzewa zrobili przed piłkarzami Miedzi szpaler, a kapitan gości, Patryk Stępiński, wręczył Szymonowi Matuszkowi kwiaty w barwach „Miedzianki”. Na tym jednak uprzejmości się skończyły, bowiem sam mecz udowodnił, że gospodarze mimo awansu nie zdejmują nogi z gazu. Pierwsza część spotkania toczyła się pod dyktando legniczan, lecz w kluczowych momentach szwankowała skuteczność. Widzew natomiast nie oddał ani jednego celnego strzału.

Znacznie więcej działo się w drugiej części spotkania. Najważniejszym momentem okazała się 79. minuta. Sędzia Tomasz Musiał podyktował wówczas rzut karny dla gości. Bohaterem stał się Mateusz Abramowicz, który drugi raz z rzędu stanął między słupkami legniczan. W tym sezonie rezerwowy golkiper obronił strzał Juliusza Letniowskiego, a na przestrzeni całego spotkania, tak jak w meczu z Arką, emanował spokojem oraz pewnością siebie.

Zaledwie dwie minuty później Widzew nadział się na zabójczą kontrę Miedzi. Goście rozegrali rzut rożny w taki sposób, że piłka znalazła się pod nogami Macieja Śliwy, który odegrał do będącego sam na sam Chuki. Hiszpan nie zmarnował tak dobrej okazji i sprawił, że święto w Legnicy nabrało jeszcze lepszego smaku.

Feta na stadionie…

Po końcowym gwizdku stadion im. Orła Białego eksplodował ze szczęścia. Tak jak w 2018 roku zawodnicy wznieśli w górę puchar, zrobili okrążenie po trybunach, natomiast chwilę później na murawę wbiegli kibice. Zaczęli sobie robić zdjęcia z zawodnikami oraz świętować, zabierając na pamiątkę fragmenty siatki z obu bramek.

Po chwili właściciel klubu, Andrzej Dadełło, wziął mikrofon i podziękował kibicom za doping. Później to samo zrobił jeden z największych bohaterów tego sezonu i – bez cienia wątpliwości – legenda, Wojciech Łobodziński. – Cztery lata temu stałem tutaj z pucharem i mówiłem, że zasłużyliśmy sobie na ten awans. Historia lubi się powtarzać, znowu tu stoję. Tym razem w innej roli, ale ten awans również jest wasz, dzięki za wsparcie – powiedział do kibiców szkoleniowiec. 

…feta w parku

Godzinę później piłkarze oraz trenerzy spotkali się z fanami w parku miejskim, zaledwie kilkaset metrów od stadionu. Niestety tym razem nie była możliwa powtórka fety z 2018 roku, kiedy to zawodnicy znajdowali się na górnej części autobusu bez dachu. Kibice mogli się poczuć niczym na festynie. Do ich dyspozycji były między innymi kiełbaski oraz piwo. Przy scenie z kolei na telebimie wyświetlano kulisy kręcone przez media klubowe na przestrzeni całego sezonu. Można było również zobaczyć skrót finału Pucharu Polski z 1992 roku oraz wszystkie strzelone w tym sezonie bramki.

W najważniejszej części spotkania na scenę wyszli po kolei odczytywani zawodnicy Miedzi. Dużą owację otrzymali piłkarze, którzy zaskarbili sobie sympatię kibiców na przestrzeni całego sezonu. Zaliczali się do nich Mateusz Abramowicz, Patryk Makuch, Maciej Śliwa czy Maxime Dominguez. Najgoręcej natomiast przywitani zostali Marcin Garuch, któremu niedawno wybiło 15 lat w klubie, a także Nemanja Mijusković, który mimo tego, że jest obcokrajowcem, nieraz pokazał, że Miedź jest dla niego bardzo ważnym klubem.

W następnej kolejności głos ponownie zabrał trener Łobodziński, który podziękował za doping oraz obecność na stadionie przez cały sezon. W sukurs poszedł za nim Mijusković, przyznając, że ma nadzieję, że Legnica będzie dla przeciwników miejscem „z małym stadionem, lecz z gorącą atmosferą.” Na koniec przemówienia wspomniał o nieobecnych: kontuzjowanym Damianie Troncie oraz Szymonie Matuszku, który musiał opuścić boisko z powodu starcia z… sędzią Musiałem. 

Następnie za mikrofon chwycił Krzysztof Drzazga, który wraz z pozostałymi piłkarzami, jak i kibicami zaczął przytaczać najpopularniejsze przyśpiewki traktujące o awansie. Marcin Garuch z kolei zapewnił, że obecny rok był dla niego najlepszym ze wszystkich piętnastu, które spędził w Legnicy. W kolejnej części świętowania głos ponownie zabrał Andrzej Dadełło, a na sam koniec drużynie pogratulował prezydent miasta, Tadeusz Krzakowski. Następnie feta przeniosła się na rynek, gdzie piłkarze kontynuowali świętowanie z kibicami.

Widzew czy Arka? Ostatnia kolejka decyduje, Miedź jedzie do Polkowic

Miedź może świętować, w Łodzi oraz Gdyni napięcie jest natomiast coraz większe. Trudno powiedzieć, która z tych drużyn ma przed sobą łatwiejsze zadanie w ostatniej kolejce. Widzewiacy podejmą bowiem na własnym stadionie Podbeskidzie Bielsko-Biała. Arkowcy z kolei, również na swoim boisku, zagrają z Sandecją Nowy Sącz. Zarówno jedni, jak i drudzy walczą jeszcze o miejsce premiowane udziałem w barażach. Gra toczy się więc o wysoką stawkę dla wszystkich czterech zespołów. 

Widzew, jak i Arka w kluczowym momencie sezonu złapali zadyszkę. „Czerwono-biało-czerwoni”, jak wspomnieliśmy, w ostatnich pięciu spotkaniach zdobyli zaledwie sześć „oczek”. – Mamy przed sobą ostatnią szansę, jeśli chodzi o bezpośredni awans, i w tym momencie najważniejsze jest to, co przed nami – mówił na konferencji pomeczowej trener Janusz Niedźwiedź. Arka natomiast po imponującej serii sześciu zwycięstw z rzędu poniosła dwie porażki oraz jeden remis. Punkt przewagi Widzewa nad gdynianami sprawia, że znajduje się on na nieznacznie lepszej pozycji. W ostatniej kolejce może się jednak wiele wydarzyć, łodzianie więc muszą się mieć na baczności do ostatnich minut.

Miedź natomiast uda się na niedługą wycieczkę do już zdegradowanego Górnika Polkowice. Spotkanie to nie ma więc żadnej wagi. W Legnicy jednakże już teraz muszą zacząć pracować nad przygotowaniem drużyny do następnego sezonu, aby nie powtórzyć błędów z kampanii 2018/2019. Wówczas „Miedzianka” prezentowała dobry futbol, lecz nie dało to utrzymania.

Komentarze
Milena (gość) - 2 miesiące temu

Widzew Łódz był mistrzem 4 razy nie 7

Odpowiedz
Paweł Szeremeta - 2 miesiące temu

Pomyłka z wicemistrzem, dziękuję za czujność :)

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze