Kończą nam się powoli określenia, które pasowałyby do Miedzi Legnica. Drużyna ta rozegrała sezon praktycznie idealny, a jego zwieńczeniem było spotkanie z Widzewem. Łodzianie przez długi czas byli głównym konkurentem legniczan do zwycięstwa w lidze. Ostatecznie jednakże Miedź zdeklasowała całą ligę, a bezpośredni mecz z „Czerwono-biało-czerwonymi” tylko to potwierdził. Godzinę po zakończeniu spotkania klub wraz z kibicami świętował drugi w historii awans do ekstraklasy.
Trener Wojciech Łobodziński stworzył potwora. Potwora, na którego sposób znalazł jedynie już zdegradowany Stomil Olsztyn. To już jednak historia, przyszłość z kolei będzie dla wciąż początkującego trenera niezwykle istotna – nie powtórzyć błędów z przeszłości i utrzymać „Miedziankę” w najwyższej lidze.
Miedź nie dała żadnych złudzeń Widzewowi
W zeszłej kolejce legniczanie dość pewnie rozprawili się z będącą wówczas w gazie Arką Gdynia. Było to niejako wyciągnięcie ręki do Widzewa, który konkuruje z „Żółto-niebieskimi” o drugą lokatę dającą bezpośredni awans do ekstraklasy. Łodzianie jednakże nie skorzystali z okazji, przegrywając z Resovią Rzeszów aż 1:4. Podopieczni Wojciecha Łobodzińskiego okazali się niezwykle sprawiedliwi i tym razem wygrali z czterokrotnym mistrzem Polski 1:0. Taki wynik sprawia, że sprawa bezpośredniego awansu nadal jest kwestią nierozstrzygniętą. Widzew ma punkt przewagi nad gdynianami, lecz w pięciu ostatnich meczach zanotował aż trzy porażki.
W Legnicy z kolei czuć było atmosferę święta. Zawodnicy Widzewa zrobili przed piłkarzami Miedzi szpaler, a kapitan gości, Patryk Stępiński, wręczył Szymonowi Matuszkowi kwiaty w barwach „Miedzianki”. Na tym jednak uprzejmości się skończyły, bowiem sam mecz udowodnił, że gospodarze mimo awansu nie zdejmują nogi z gazu. Pierwsza część spotkania toczyła się pod dyktando legniczan, lecz w kluczowych momentach szwankowała skuteczność. Widzew natomiast nie oddał ani jednego celnego strzału.
Znacznie więcej działo się w drugiej części spotkania. Najważniejszym momentem okazała się 79. minuta. Sędzia Tomasz Musiał podyktował wówczas rzut karny dla gości. Bohaterem stał się Mateusz Abramowicz, który drugi raz z rzędu stanął między słupkami legniczan. Rezerwowy w tym sezonie golkiper obronił strzał Juliusza Letniowskiego, a na przestrzeni całego spotkania, tak jak w meczu z Arką, emanował spokojem oraz pewnością siebie.













