Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek Lotto Ekstraklasy liderem pozostaje warszawska Legia. Obrońcy tytułu mają punkt przewagi nad Piastem Gliwice oraz trzy oczka nad Lechią Gdańsk. Oznacza to, że wszystko jest w rękach i nogach legionistów. Niestety dla kibiców stołecznego klubu, piłkarze Legii mają skłonność do tracenia punktów w meczach, w których nie powinno się im to zdarzyć.
Tydzień temu legioniści byli faworytami przed starciem na szczycie z Piastem Gliwice. Podopieczni Aleksandara Vukovicia grali u siebie, tydzień wcześniej pokonali pretendenta do tytułu z Gdańska, a w dodatku gliwiczanie nigdy nie wygrali wyjazdowego spotkania z Legią. “Wojskowi” rozczarowali swoich kibiców i przegrali 0:1 po golu Badii. Wynik mógłby być wyższy, ale Valencia w stuprocentowej sytuacji trafił w słupek. Legii przez cały mecz brakowało pomysłu na przełamanie przeciwnika, a gdy udawało się dojść sytuacji bramkowej, zawodziła skuteczność.
https://www.youtube.com/watch?v=EJI0z8fpMZo
Lider bez lidera
Oglądając grę Legii, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w drużynie brakuje zawodnika, który mógłby wziąć grę na siebie i pociągnąć za sobą resztę zespołu. Pamiętamy, że w swojej najnowszej historii ekipa z Łazienkowskiej 3 prezentowała się najlepiej, gdy na boisku brylowali piłkarze, którzy swoimi indywidualnymi akcjami mogli decydować o losach meczu. Tak było, gdy koszulkę z “eLką” na piersi zakładali Danijel Ljuboja czy Vadis Odjidja-Ofoe. Innym przykładem wiodącej postaci Legii w ostatnich latach jest Miroslav Radović. Serbski pomocnik przed transferem do Chin niejednokrotnie prowadził Legię do zwycięstw.
Obecnie w Legii trudno wskazać piłkarza, który byłby w stanie samodzielnie odmienić losy spotkania. Statystyki mogą wskazywać, że takim graczem może być Carlitos. Hiszpan w 33 meczach tego sezonu ekstraklasy zdobył 15 goli i zaliczył sześć asyst. Niemniej jednak myśląc o Carlitosie, mamy w pamięci poprzednie rozgrywki, kiedy to napastnik z Półwyspu Iberyjskiego zachwycał w barwach Wisły Kraków. W obecnym sezonie spisuje się naprawdę dobrze, jednak brakuje mu błysku, którym imponował w poprzedniej kampanii i który mógłby go uczynić boiskowym liderem mistrza Polski.
Od kilku lat w Warszawie pokładają wielkie nadzieje w Sebastianie Szymańskim. Młodzieżowy reprezentant Polski jest bardzo dobrze wyszkolony technicznie i ma świetnie ułożoną lewą nogę. Jednak zbyt często zdarzają mu się mecze, w których jest zupełnie niewidoczny. Z pewnością nie sprzyja mu również brak ustabilizowanej pozycji na boisku. Zarówno Sa Pinto, jak i Vuković żonglowali ustawieniem młodego pomocnika. Raz grywał na skrzydle, a raz w środku pola. Niewątpliwie Szymański jest najbardziej utalentowanym wychowankiem legijnej akademii, który w ostatnim czasie przebił się do pierwszego składu, ale wciąż nie jest to tzw. game changer.
Wydawać by się mogło, że piłkarzem, który mógłby robić różnicę na korzyść Legii, jest Iuri Medeiros. Portugalczyk ma bardzo dobre CV oraz wszelkie predyspozycje, aby stać się gwiazdą ligi. Mimo to ostatni mecz z Piastem były młodzieżowy reprezentant Portugalii zaczął na ławce. Na murawie pojawił się po przerwie, gdy trener Vuković zrozumiał, że gra mistrzom Polski się nie układa i potrzeba na boisku ożywienia. Faktycznie Medeiros rozruszał formację ofensywną Legii, a akcje z jego udziałem były najgroźniejszymi po stronie warszawian. Do końca sezonu zostały trzy kolejki i wydaje się niemożliwe, aby szkoleniowiec stołecznej drużyny nie postawił na wypożyczonego ze Sportingu CP zawodnika.











