Lechia Gdańsk odpada, ale nie ma się czego wstydzić!


Lechia Gdańsk mimo bardzo dobrego dwumeczu odpada z europejskich pucharów

1 sierpnia 2019 Lechia Gdańsk odpada, ale nie ma się czego wstydzić!
Piotr Matusewicz / PressFocus

Lechia Gdańsk niemrawo rozpoczęła sezon w ekstraklasie. Pierwsze dwa spotkania gdańszczan zakończyły się bezbramkowymi remisami. Najpierw udało im się z trudem dowieźć remis z ŁKS-em, aby tydzień później rezerwowym składem zremisować z Wisłą Kraków. Jednak nie można było tego powiedzieć o pierwszym meczu w eliminacjach do Ligi Europy. Co więcej, ekipa z Trójmiasta zdominowała duńskie Brondby i mimo wygranej 2:1 można było czuć spory niedosyt.


Udostępnij na Udostępnij na

Dlaczego niedosyt? Lechia była odważniejsza, aktywniejsza i znacznie lepiej grała w piłkę, ale koncertowo marnowała dogodne sytuacje. Wynik 2:1 przed rewanżem był dobrą zaliczką, chociaż ta zaliczka mogła być okazalsza. Mecz „Budowlanych” był jednym z najlepszych w wykonaniu naszych drużyn w europejskich pucharach w ostatnich kilku latach. Mało kto się spodziewał, że gdańszczanie tak dobrze pokażą się na tle lepszego na papierze rywala. Natomiast co mówił Piotr Stokowiec przed rewanżowym spotkaniem w Danii?

– Po tym meczu wiemy znacznie więcej o przeciwniku, ale zdajemy sobie sprawę, że będzie to diametralnie inne spotkanie od tego w Gdańsku. To była pierwsza połowa. Wiemy, że od 1. minuty czeka nas szturm ze strony gospodarzy, bo mowa o potężnym klubie, który – podobnie jak my – ma ochotę znaleźć się w kolejnej rundzie. Duńczycy będą chcieli przejąć inicjatywę, natomiast jesteśmy na to gotowi – mówił trener gdańszczan. Więcej fragmentów znajdziecie na stronie „Lechia.net”.

Niestety, ale niedosytem można też określić starcie w Danii. Podopieczni Piotra Stokowca pokazali się z dobrej strony, jednak to było za mało, by pokonać gospodarzy. Jedyną polską ekipą na arenie międzynarodowej po drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy pozostaje warszawska Legia. Lechia Gdańsk mimo odpadnięcia nie ma się czego wstydzić i w przekroju całego dwumeczu pokazała się z bardzo dobrej strony.

Szybko stracona bramka

Żółto-niebiescy od początku meczu napierali na bramkę Lechii. Chcieli jak najszybciej strzelić gola i dograć kolejne minuty ze spokojniejszą głową. Ta sztuka udała się gospodarzom już w 15. minucie spotkania. Wynik meczu po rzucie rożnym otworzył Paulus Arajuuri, który jeszcze trzy sezony temu bronił barw Lecha Poznań.

Jednak mimo straconej bramki lechiści nie podupadli i wciąż dobrze grali w piłkę. Im dalej w mecz, tym tworzyli więcej groźnych sytuacji i byli bardzo aktywni w ofensywie. Gdańszczanie byli bardzo pewni swoich umiejętności i nie spalili się w rewanżu. Dogodną sytuację zmarnował Lukas Haraslin, który strzelił wprost w bramkarza po świetnej akcji indywidualnej Mladenovicia. Niestety, ale cytując klasyka, niewykorzystane sytuacje się mszczą i Lechia do przerwy przegrywała 0:1.

Oglądanie Lechii w pierwszej połowie po meczach Piasta i przede wszystkim Legii było miłą odmianą. Gdańszczanie grali bardzo ciekawie na tle swoich rodaków. Dodatkowo mierzyli się ze znacznie mocniejszym rywalem niż dwie wcześniej wspomniane ekipy. Współczuję moim redakcyjnym kolegom, którzy musieli oglądać i opisywać spotkania w Kuopio i Rydze.

Druga połowa, która doprowadziła do dogrywki

Druga połowa nie zaczęła się najlepiej. Niespełna dziesięć minut od gwizdka rozpoczynającego drugą połowę Polak Kami Wilczek ukuł Lechię i tym samym oddalił gdańszczan od awansu. Jednak kilkanaście minut później Flavio Paixao strzelił gola kontaktowego i Lechia wyszarpała dogrywkę.

Niestety, ale pierwsza część dogrywki rozpoczęła się w identyczny sposób co druga połowa. W 94. minucie gola na 3:1 strzelił 19-letni Lindstrom i Lechia ponownie była zmuszona odrabiać straty. Piotr Stokowiec błyskawicznie wpuścił na plac boju Rafała Wolskiego i Artura Sobiecha. Lechia Gdańsk wciąż była o jedną bramkę od awansu.

Jednak nie udało się domknąć dzieła zniszczenia. Gol na 4:1 był ostatnim, który ujrzeliśmy w tym meczu, i goście pożegnali się z europejskimi pucharami. Lindstrom ustrzelił dublet w dogrywce i pozbawił nas nadziei na awans. Lechia Gdańsk zagrała dobrze w przekroju całego dwumeczu, ale to było niestety za mało.

Polski wątek w Brondby

Barw drużyny ze stolicy Danii broni polski napastnik, Kamil Wilczek. Były gracz Piasta Gliwice jest w Skandynawii bardzo ceniony i uważany za jednego z najlepszych piłkarzy w lidze. Przed rewanżem z Lechią strzelił dwie bramki Odense, tym samym zostając trzecim najlepszym strzelcem w historii Brondby w duńskiej Superligaen. Wyprzedził Teemu Pukkiego, a ustępuje tylko Ebbe Sandowi i Rubenowi Baggerowi. Jednak co ciekawe, ten ranking uwzględnia tylko graczy, którzy w Superligaen strzelali wyłącznie dla Brondby.

Natomiast wliczając wszystkie rozgrywki, Kamil od momentu przyjścia do Danii zagrał w aż 145 meczach. Strzelił łącznie, wliczając dzisiejsze trafienie z 53. minuty, 78 bramek i dodał do nich 22 asysty. Można już go powoli określać mianem małej legendy Brondby i jednym z najlepszych zawodników w historii klubu. Jednak po Kamilu Bilińskim jest to kolejny Polak, który w drugiej rundzie strzelił bramkę polskiemu zespołowi.

Dodatkowo Wilczek zbiera regularnie w Danii bardzo pochlebne i przychylne opinie na swój temat. W Polsce mimo bardzo dobrego sezonu 2014/2015 w Piaście i regularnego strzelania w Danii jest mocno niedoceniany. Jednak w Skandynawii piłkarz jest uważany za czołową postać ligi, która mimo 31 lat na karku wnosi wiele jakości.

SC Braga w zasięgu

Kolejnym rywalem Duńczyków będzie portugalska SC Braga. Klub trenuje dobrze nam znany z polskich boisk ananas w postaci Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk zasłynął głównie ze swoich kontrowersyjnych i barwnych wypowiedzi. W Warszawie przepracował pół roku, po czym pożegnał się z hukiem ze stolicą.

Ekscentryczny osobnik na początku sezonu przejął SC Braga i prawdopodobnie jest to jedna z ostatnich szans dla niego, by zaistnieć w roli trenera. Co ciekawe, portugalskie dzienniki spekulują, że były szkoleniowiec Legii chce ściągnąć w swoje szeregi Amarala i Buksę. Byłyby to bardzo ciekawe transakcje, jednak w naszym kraju, delikatnie mówiąc, Ricardo nie wyrobił sobie najlepszej opinii.

Natomiast czy Sa Pinto w nowym miejscu pracy od początku pokaże się z dobrej strony i wyeliminuje Brondby? Przekonamy się za kilkanaście dni.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski