Lechia Gdańsk niemrawo rozpoczęła sezon w ekstraklasie. Pierwsze dwa spotkania gdańszczan zakończyły się bezbramkowymi remisami. Najpierw udało im się z trudem dowieźć remis z ŁKS-em, aby tydzień później rezerwowym składem zremisować z Wisłą Kraków. Jednak nie można było tego powiedzieć o pierwszym meczu w eliminacjach do Ligi Europy. Co więcej, ekipa z Trójmiasta zdominowała duńskie Brondby i mimo wygranej 2:1 można było czuć spory niedosyt.
Dlaczego niedosyt? Lechia była odważniejsza, aktywniejsza i znacznie lepiej grała w piłkę, ale koncertowo marnowała dogodne sytuacje. Wynik 2:1 przed rewanżem był dobrą zaliczką, chociaż ta zaliczka mogła być okazalsza. Mecz „Budowlanych” był jednym z najlepszych w wykonaniu naszych drużyn w europejskich pucharach w ostatnich kilku latach. Mało kto się spodziewał, że gdańszczanie tak dobrze pokażą się na tle lepszego na papierze rywala. Natomiast co mówił Piotr Stokowiec przed rewanżowym spotkaniem w Danii?
– Po tym meczu wiemy znacznie więcej o przeciwniku, ale zdajemy sobie sprawę, że będzie to diametralnie inne spotkanie od tego w Gdańsku. To była pierwsza połowa. Wiemy, że od 1. minuty czeka nas szturm ze strony gospodarzy, bo mowa o potężnym klubie, który – podobnie jak my – ma ochotę znaleźć się w kolejnej rundzie. Duńczycy będą chcieli przejąć inicjatywę, natomiast jesteśmy na to gotowi – mówił trener gdańszczan. Więcej fragmentów znajdziecie na stronie „Lechia.net”.
Niestety, ale niedosytem można też określić starcie w Danii. Podopieczni Piotra Stokowca pokazali się z dobrej strony, jednak to było za mało, by pokonać gospodarzy. Jedyną polską ekipą na arenie międzynarodowej po drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy pozostaje warszawska Legia. Lechia Gdańsk mimo odpadnięcia nie ma się czego wstydzić i w przekroju całego dwumeczu pokazała się z bardzo dobrej strony.
Szybko stracona bramka
Żółto-niebiescy od początku meczu napierali na bramkę Lechii. Chcieli jak najszybciej strzelić gola i dograć kolejne minuty ze spokojniejszą głową. Ta sztuka udała się gospodarzom już w 15. minucie spotkania. Wynik meczu po rzucie rożnym otworzył Paulus Arajuuri, który jeszcze trzy sezony temu bronił barw Lecha Poznań.
Jednak mimo straconej bramki lechiści nie podupadli i wciąż dobrze grali w piłkę. Im dalej w mecz, tym tworzyli więcej groźnych sytuacji i byli bardzo aktywni w ofensywie. Gdańszczanie byli bardzo pewni swoich umiejętności i nie spalili się w rewanżu. Dogodną sytuację zmarnował Lukas Haraslin, który strzelił wprost w bramkarza po świetnej akcji indywidualnej Mladenovicia. Niestety, ale cytując klasyka, niewykorzystane sytuacje się mszczą i Lechia do przerwy przegrywała 0:1.











