Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Mimo jednobramkowego zwycięstwa w pierwszym meczu przed rewanżem nie brakowało głosów, że Legia nie jest „murowanym” faworytem i jeszcze wszystko może się zdarzyć. Jednakże nikt w kraju nie miał wątpliwości, że awans jest obowiązkiem wicemistrzów Polski. Mimo tego, że stylem gry legioniści wciąż nie przekonywali.
W pierwszej rundzie eliminacji do Ligi Europy podopieczni Aleksandara Vukovicia narzekali na sztuczną murawę na Gibraltarze. I nie da się ukryć, że niezbyt wygodna nawierzchnia napsuła sporo krwi warszawianom, którzy w pierwszym meczu „wymęczyli” bezbramkowy remis. W rewanżu w Warszawie legioniści udowodnili, że są lepszą drużyną i tym samym przypieczętowali awans do drugiej rundy.
Przed dzisiejszym spotkaniem szkoleniowiec wicemistrzów Polski poinformował, że jakość murawy nie ma najmniejszego znaczenia. – Nie możemy szukać wymówek, musimy zrobić swoje. Trenowaliśmy też na sztucznej murawie w Warszawie. Gra na takiej nawierzchni jest nieco inna, ale nie może być dla nas żadnym usprawiedliwieniem – przekonywał na przedmeczowej konferencji Aleksandar Vuković.
Warto również dodać, że aura powinna była dziś sprzyjać drużynie z Polski. – Sprawdzaliśmy wcześniej prognozy, ale nie do końca się one sprawdziły. Zaskoczenie jest jednak raczej pozytywne, bo mogliśmy trafić w miejsce, gdzie jest bardzo gorąco. Rzadko można powiedzieć, że przylatując z Polski, przybyliśmy z cieplejszego kraju – mówił trener Legii.
Strachu było co niemiara
Do Finlandii legioniści jechali w dobrych humorach. Bowiem kilka dni temu dość szczęśliwie, bo rzutem na taśmę, pokonali Koronę Kielce. Teraz po zwycięstwie na krajowym podwórku wszyscy mieli nadzieję, że w nadchodzącym rewanżu z fińskim KuPS Kuopio wicemistrzowie Polski bez większego problemu postawią tzw. kropkę nad i.
Niestety w pierwszej połowie nic dobrego o grze polskiego zespołu nie można było powiedzieć. Choć żadna z drużyn nie grzeszyła zbyt dużym tempem gry, to Finowie mieli więcej sytuacji do zdobycia bramki. Podopieczni Vukovicia dopiero po dwóch kwadransach oddali pierwszy celny strzał. I co również warto dodać, to legioniści musieli drżeć o rezultat w końcówce pierwszej odsłony.
Nie trzeba przekonywać, że to, co wydarzyło się w pierwszej połowie, nie miało prawa wydarzyć się po przerwie. Oczywiście drużyna Legii nie jest jeszcze w pełni zgrana, co dobitnie pokazały ostatnie spotkania z Europa FC, Pogonią czy choćby wspomniane wcześniej szczęśliwe zwycięstwo nad Koroną. Niemniej trzeba podkreślić, że awans do trzeciej rundy eliminacji do Ligi Europy był dla Legii czystą formalnością i męczenie się z drużyną z kraju, gdzie od futbolu znacznie ważniejsze są m.in. hokej czy Formuła 1, nie powinno mieć miejsca…











