Temperatura tego meczu od samego początku była bardzo wysoka. Faule, kontrowersje, gwizdy, niesamowity hałas. Lech Poznań zaczął mocno, potem pozwolił rywalowi na więcej i stracił dwubramkową przewagę. Absolutnie nikt nie miał najmniejszego prawa spodziewać się, co wydarzy się w doliczonym czasie gry. Niedzielny hit Ekstraklasy dowiózł.
Dobry początek Lecha Poznań
Lech Poznań mocno zaakcentował swoją obecność na początku meczu. Mogliśmy podziwiać kilka indywidualnych akcji Patrika Walemarka, które utrudniły życie defensywie Widzewa Łódź, a w siódmej minucie bramkę strzelił Antoni Kozubal. Oczywiście po podaniu Patrika Walemarka. Szwed w tym sezonie nieustannie zachwyca i wyrósł na czołowego gracza Lecha. Formę z eliminacji do europejskich pucharów przenosi także na ekstraklasowe boiska.
W 14. minucie Mario Garcia popisał się mocnym strzałem z dystansu. „Czerwona Armia” nabrała wiatru w żagle i oddała kilka prób, które z niemałym trudem wybronił Mateusz Lis. Po raz kolejny uwidoczniły się problemy golkipera „Kolejorza” z chwytaniem piłek. Dzięki temu Widzew miewał okazje na dobitki i stwarzał zagrożenie po stałych fragmentach gry. Lech po strzeleniu gola nieco poluźnił szyki w defensywie, dzięki czemu rywale mieli przestrzeń na konstruowanie ataków.
Coraz aktywniejszy Widzew
Widzewiacy nie byli w stanie przekształcić dobrych momentów w konkrety. Lech boleśnie karał gospodarzy, gdy ci tracili piłkę. W 22. minucie meczu kontratak poprowadził Pablo Rodriguez. Ominął dwóch zawodników rywali i posłał piłkę do Patrika Walemarka. Szwed zagrał wspólnie z Allahyarem Sayyadmaneshem, który strzelił drugiego gola dla gości. Znów Lech Poznań dał rywalowi szansę na wykazanie się. Świetnie interweniował Mateusz Lis.
Kłopoty pojawiły się w 27. minucie. Piłkę stracił Joel Pereira, odpowiednio zareagował Mariusz Fornalczyk, zagrał w pole karne do Karola Świderskiego i Widzew mógł cieszyć się z gola kontaktowego. W 35. minucie spotkania znów zrobiło się groźnie za sprawą strzału Radosława Murawskiego z dystansu. Fenomenalną interwencją popisał się Bartłomiej Drągowski.
Chwilę później sporo przestrzeni na lewej stronie znalazł sobie Mariusz Fornalczyk. Znalazł się w niezłej pozycji, ale wykończenie akcji, jak to w przypadku tego skrzydłowego często bywa, pozostawiało wiele do życzenia. W 39. minucie Widzew wywalczył rzut rożny. Utrzymał posiadanie, groźny strzał z dystansu oddał Fran Alvarez, ale znów zabrakło dokładności. Pod koniec pierwszej połowy swoją akcję po zamieszaniu w polu karnym miał Allahyar Sayyadmanesh, ale znów świetnie zachował się Bartłomiej Drągowski.










