Lech Poznań lepszy od Widzewa. Istne szaleństwo w doliczonym czasie gry!


To było jedno z wielu spotkań. Aż do doliczonego czasu gry. Istne szaleństwo w Łodzi, które doprowadza do zwycięstwa Lecha Poznań

30 sierpnia 2026 Lech Poznań lepszy od Widzewa. Istne szaleństwo w doliczonym czasie gry!
Weronika Pospiech

Temperatura tego meczu od samego początku była bardzo wysoka. Faule, kontrowersje, gwizdy, niesamowity hałas. Lech Poznań zaczął mocno, potem pozwolił rywalowi na więcej i stracił dwubramkową przewagę. Absolutnie nikt nie miał najmniejszego prawa spodziewać się, co wydarzy się w doliczonym czasie gry. Niedzielny hit Ekstraklasy dowiózł.


Udostępnij na Udostępnij na

Dobry początek Lecha

Lech Poznań mocno zaakcentował swoją obecność na początku meczu. Mogliśmy podziwiać kilka akcji indywidualnych Patrika Walemarka, które nieco utrudniły życie defensywie Widzewa Łódź, a w siódmej minucie bramkę strzelił Antoni Kozubal. Oczywiście, po podaniu Patrika Walemarka. Szwed w tym sezonie nieustannie zachwyca, wyrósł na czołowego gracza Lecha. Formę z eliminacji do europejskich pucharów przenosi także na ekstraklasowe boiska. W 14. minucie Mario Garcia popisał się mocnym strzałem z dystansu. „Czerwona Armia” nabrała wiatru w żagle, oddała parę prób, które z niemałym trudem wybronił Mateusz Lis. Po raz kolejny uwidoczniły się problemy golkipera „Kolejorza” z chwytaniem piłek. Dzięki temu Widzew miewał okazje na dobitki, zagrożenie rywalom ze stałych fragmentów gry. Lech po strzeleniu gola nieco poluźnił szyki w defensywie, dzięki czemu rywale mieli przestrzeń na konstruowanie ataków.

Coraz aktywniejszy Widzew

Widzewiacy nie byli w stanie przekształcić dobrych momentów w konkret. Lech boleśnie karał gospodarzy, gdy ci tracili piłkę. W 22. minucie meczu kontratak poprowadził Pablo Rodriguez. Ominął dwóch zawodników rywali, posłał piłkę do Patrika Walemarka. Szwed zabawił się wspólnie z Allahyarem Sayyadmaneshem, który strzelił drugiego gola dla gości. Znów, Lech Poznań dał szansę rywalowi na wykazania się. Świetnie interweniował Mateusz Lis. Kłopoty pojawiły się w 27. minucie. Piłkę stracił Joel Pereira, odpowiednio zareagował Mariusz Fornalczyk, zagrał w pole karne do Karola Świderskiego i Widzew mógł cieszyć się z gola kontaktowego.

W 35. minucie spotkania znów zrobiło się groźnie za sprawą strzału Radosława Murawskiego z dystansu. Fenomenalną interwencją popisał się Bartłomiej Drągowski. Chwilę później sporo przestrzeni na lewej stronie znalazł sobie Mariusz Fornalczyk. Znalazł się w niezłej pozycji, ale wykończenie akcji, jak to w przypadku tego skrzydłowego często bywa, pozostawiało wiele do życzenia. W 39 minucie, Widzew wywalczył rzut rożny. Utrzymał posiadanie, groźny strzał z dystansu oddał Fran Alvarez, ale znów zabrakło dokładności. Pod koniec pierwszej połowy spotkania swoją akcje po zamieszaniu w polu karnym miał Allahyar Sayyadmanesh, ale znów świetnie zachował się Bartłomiej Drągowski.

W pierwszej połowie było widać różnicę jakości między dwoma zespołami. Rzecz jasna, na korzyść mistrza Polski. Niemniej, miewał problemy w wyjściu spod pressingu i pozostawiał rywalom sporo miejsca na przedpolu, gdzie ci czuli się naprawdę swobodnie. Widzew z prezentów nie korzystał, choć strzały oddawał. Po stronie gospodarzy nie brakowało trudności w rozegraniu. Akcje, które kończyły się jakimś zagrożeniem ze strony gospodarzy zazwyczaj były następstwem straty po stronie Lecha tudzież wysokiej, dalekiej piłce zagranej przez Bartłomieja Drągowskiego.

Fornalczyk strzelił, Lis pomógł. Powrót Widzewa Łódź

Druga część rozpoczęła się kapitalną sytuacją Lecha Poznań. Przez błąd Bartłomieja Drągowskiego, pustą bramkę i piłkę przy nodze miał Yannick Agnero. Oddał jednak absurdalnie słaby strzał. Piłka w kierunku siatki toczyła się na tyle wolno, że Drągowski zdążył wrócić do bramki i bez trudności obronić strzał. Chwilę później Mariusz Fornalczyk zademonstrował swoją szybkość. Urwał się Pereirze i oddał strzał z bardzo ostrego kąta. Piłka po rękach Mateusza Lisa wpadła do bramki i mecz zaczął się od początku. Lech Poznań został ukarany za frywolność, chaos, straty i wciąż utrzymujące się problemy z fazami przejściowymi do obrony.

Po wyrównującym golu piłkarze Widzewa cofnęli się, wyczekując błędu zawodników Lecha. Uruchomili naprawdę imponujący pressing, który przeszkodził ekipie gości w tworzeniu ataków. Byli w stanie wywalczyć stałe fragmenty gry, próbowali wrzutek, ale gra w powietrzu nie była dziś mocną stroną Lecha Poznań. Gospodarze szczelnie bronili korzystnego wyniku. Zrobiło się dość sennie, aż do 76. minucie. Świetne podanie otrzymał Gustav Berggren. Szwed otrzymał świetne podanie, był bardzo dobrze ustawiony, ale minimalnie chybił. W 78. minucie po faulu goście mieli kolejną okazję z rzutu wolnego. Strzał oddał Luis Palma. Po raz kolejny bramkarski kunszt pokazał Bartłomiej Drągowski.

Dobre ustawienie Widzewa Łódź

Widzew Łódź odzyskał kontrolę nad meczem. Lech tańczył tak, jak zagrali mu gospodarze. Bardzo często droga do pola karnego wiodła jedynie przez dośrodkowania, stałe fragmenty gry, a w tych elementach „Duma Wielkopolski” mówiąc delikatnie, najlepsza nie była. Nawet, gdy goście dochodzili do sytuacji, oddawali groźne strzały, na posterunku był jednak Bartłomiej Drągowski, który rozegrał świetne spotkanie. Ratował swój zespół w bardzo trudnych momentach.

W 90 minucie spotkania wydawało się, że Widzew Łódź otrzyma rzut karny. Widzew wyciągał szampany, witał się gąską z ogródku. Wojciech Szymczak pchnął Mateusza Żyre, ale po wideoweryfikacji VAR podjęto decyzję, że jedenastki nie będzie. Gracz gospodarzy był na spalonym.

 

Do kuriozalnej sytuacji doszło w doliczonym czasie gry. Fatalny błąd popełnił Bartłomiej Drągowski. Minął się z piłką na przedpolu, przejął ją Luis Palma. Piłka uderzona przez Honduranina trafiła do siatki. W kilkadziesiąt sekund kibice Widzewa przeszli drogę z nieba do piekła. Końcówka dzisiejszego spotkania pokazała przewrotność futbolu. Jak druga połowa nie zachwycała, tak ostatnie minuty były istnym kinem akcji.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze