Nie tak miał wyglądać poprzedni tydzień w wykonaniu „Kolejorza”. Wydawało się, że poznańska lokomotywa ruszyła i będzie się już tylko rozpędzała, ale wyszły pierwsze problemy, z którymi musi bardzo szybko sobie poradzić Mariusz Rumak. To, że Lech Poznań nie wygrał ze Śląskiem i Pogonią, można jeszcze jakoś przeżyć, ale w tych spotkaniach po prostu nic nie kleiło się z przodu, co skończyło się 210 minutami bez bramki przy Bułgarskiej. Takie rzeczy nie mogą się dziać, gdy walczysz o najwyższe cele.
Napisaliśmy we wstępie, że remis ze Śląskiem i odpadnięcie z Pogonią można jakoś przeżyć. Na remis ze Śląskiem można było jeszcze machnąć ręką, drużyna miała odreagować to zaledwie kilka dni później z Pogonią. Okazało się jednak, że ten mecz był pierwszym sygnałem, że z ofensywą Lecha jest źle. Trochę zbagatelizowaliśmy nadchodzące kłopoty, bo mecz z „Portowcami” to taki mecz, który może być początkiem końca Lecha Mariusza Rumaka.
Lech Poznań z niemocą
Odpadnięcie z Pucharu Polski jest bardzo bolesne, a wszystko potęgują jeszcze bardziej okoliczności. Można powiedzieć, typowe dla Lecha. Żadne zaskoczenie, że „Kolejorz” przegrał po bramce w 119. minucie, i to po serii błędów. To było, mówiąc wprost, frajerskie. My jednak chcemy skupić się na ofensywie. Mamy wrażenie, że mecz mógł trwać kolejne 120 minut, a Lech i tak nie wbiłby tej bramki. Mariusz Rumak mógłby nawet wprowadzać wszystkich świętych z ławki rezerwowych, a to i tak by to nie pomogło.
„Kolejorz” miał niby wizualną przewagę, ale to Pogoń miała kilka sytuacji na zamknięcie meczu. Na chłodno Filip Bednarek naprawdę może podziękować piłkarzom ze Szczecina za to, że tak długo utrzymywał czyste konto. Lech coś tworzył, ale zawsze czegoś brakowało. A to jakieś złe przyjęcie Szymczaka, a to Velde nie zobaczył lepiej ustawionego partnera, a to Marchwiński za długo trzymał piłkę. Jedyną akcją, która mogła zaskoczyć Cojocaru, był strzał Velde, gdy Rumun wyciągnął się jak struna.
Trochę mało tych konkretów i trzeba przyznać, że zasłużenie się to zemściło. Zresztą bardzo podobnie wyglądał mecz ze Śląskiem. Wtedy Lech zdecydowanie przeważał, ale od zdobycia bramki był w zasadzie daleko. Expected goals „Dumy Wielkopolski” wyniosło tylko 0,96. Te problemy w ofensywie są i trzeba o tym jasno powiedzieć. Lech Poznań nie zdobywa bramek. Biorąc pod uwagę jeszcze drugą połowę spotkania z Jagiellonią, to już jest 255 minut. Ostatni raz taka seria miała miejsce w lutym 2021 roku, czyli za schyłkowego Dariusza Żurawia.











