Ostatnie miesiące nie były łatwe dla „Kolejorza”. Seria meczów bez zwycięstwa i kolejne żenujące występy zespołu Dariusza Żurawia spowodowały, że poziom frustracji osiągnął stan porównywalny z tym z końcówki ery Nenada Bjelicy, gdy Lech Poznań stracił pewne mistrzostwo. Mimo to ostatnie ligowe zwycięstwa pozwalają wierzyć, że kryzys sportowy dobiega końca. Tego samego nie możemy powiedzieć jednak o młodzieżowcach Lecha Poznań, którzy w ostatnim czasie przestali odgrywać w Lechu kluczową rolę.
Gdy mówisz Lech Poznań, myślisz wychowankowie. Poznański klub od lat chwalony jest za wprowadzanie młodych piłkarzy do dorosłego futbolu. I trudno by było inaczej, gdy w ostatnich latach kasujesz 11 milionów euro za Modera, 6 milionów euro za Bednarka, około 4 za Joźwiaka i Kownackiego, 3,30 za Linettego, 2 za Gumnego czy 1,5 miliona euro za Kędziorę. Każdy inny polski klub o takich kwotach może tylko pomarzyć.
Czy będą kolejni?
Jednak po odejściu Jakuba Modera do Brighton w wielkopolskim środowisku rozgorzała dyskusja na temat tego, że złote roczniki w Poznaniu się kończą i po grubych latach zbliżają się te chude. Ostatnimi, na których Lech może jeszcze sporo zarobić, są Puchacz i Kamiński, a potem robi się problem. Takie opinie towarzyszyły nam we wrześniu, dziś mamy luty i trudno w tym momencie znaleźć w Lechu kogokolwiek, kto mógłby latem myśleć o przeprowadzce do silniejszej ligi, a ma obecnie dwadzieścia kilka lat i jest Polakiem.
Bo nawet wspomnieni Puchacz i Kamiński w ostatnim czasie mocno obniżyli loty. Boczny obrońca mimo że gra praktycznie wszystko, to mocno odbiega od formy, którą prezentował w zeszłym sezonie lub na początku obecnego. Jego dośrodkowania często nie znajdują adresatów w polu karnym, a jeszcze częściej jego jakiekolwiek próby włączania się do akcji ofensywnych kończą się prostymi stratami. W tym sezonie ekstraklasy,ani razu nie wpisał się na listę strzelców, a tylko raz udało mu się zanotować ostatnie podanie przed bramką. Dla porównania w poprzednich rozgrywkach miał łącznie osiem punktów w klasyfikacji kanadyjskiej.
Jeśli Puchaczowi źle idzie w ofensywie, to trudno oczekiwać, by lepiej było w grze defensywnej, która zawsze nie była jego mocną stroną. Być może to właśnie przez nią nie doczekał się w swojej szczytowej formie powołania od Jerzego Brzęczka. I trudno takowego spodziewać się teraz od Paulo Sousy. Dariusz Żuraw nie ma zbyt dużych możliwości na tej pozycji. Jedyną alternatywą jest Vasyl Kravets, ale Ukrainiec nie jest piłkarzem, który prezentowałby wyższą formę od Polaka. I dlatego w pełni rozumiem trenera Żurawia, który jak ma do wyboru Polaka w średniej formie i obcokrajowca w średniej formie, to stawia na tego pierwszego.











