Z Benfiką i Rangersami był dobry futbol. Brakowało skuteczności. Jednak po pierwszych dwóch porażkach Lech w większości był chwalony. Wreszcie przed meczem ze Standardem presja była nieco większa. Eksperci i kibice przekonywali, że teraz czas na pierwsze zwycięstwo. I podopieczni Dariusza Żurawia zdołali tę presję udźwignąć. Tym samym udowodnili, że w grupie D jeszcze wszystko jest możliwe i od nich samych w pełni zależne.
Po raz kolejny mogliśmy podziwiać Lecha, który nie boi się grać w piłkę. Poznaniacy nie zamierzali murować bramki, mając dwubramkowe prowadzenie. Cały czas napierali rywala. I nawet pech, a także nietrafione decyzje sędziego nie przeszkodziły „Kolejorzowi” w pierwszym triumfie w Lidze Europy. Być może to naiwne, ale mogliśmy się przekonać o tym, że dobry futbol zawsze sam się obroni.
Nie doświadczyliśmy zbędnego murowania bramki. Tak naprawdę tylko przez moment lechici stracili kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Natomiast przez znaczną część spotkania to wicemistrzowie Polski dyktowali swoje warunki. Trudno o wczorajszym meczu pisać w kategoriach przypadku. Szczególnie że Lech ma już na koncie triumfy z dwoma czołowymi drużynami z ligi belgijskiej. Przypomnijmy, że wcześniej, bo w IV rundzie eliminacji, poznaniacy ograli w dobrym stylu faworyzowane Charleroi.
– To w pełni zasłużone nasze zwycięstwo. Zagraliśmy dobry mecz, stworzyliśmy sporo sytuacji. Gole zdobywaliśmy po ładnych, zespołowych akcjach. Mimo meczu na trudnym boisku graliśmy to, do czego przyzwyczailiśmy w ostatnim czasie. Decydujący był gol na 3:1. Może meczu wtedy jeszcze nie zamknęliśmy, ale bramka dała nam dużo spokoju. Standard nie miał argumentów, aby wrócić do gry – przekonywał na konferencji pomeczowej trener Lecha Dariusz Żuraw.
Kreatywność na europejskim poziomie
W ostatnich meczach – nie licząc wczorajszego starcia – brakowało czegoś Lechowi. Ataki poznaniaków nie były takie same. Skupione były w większości na działaniach w bocznych sektorach. Natomiast środek pola nieco kulał. Szczególnie w meczach z Cracovią czy Rangersami. Eksperci przekonywali, że zabrakło bardzo ważnego ogniwa. A był nim oczywiście Pedro Tiba.
Portugalczyk znakomicie rozumie się z Jakubem Moderem oraz Danim Ramirezem. Cała trójka – można odnieść takie wrażenie – doskonale wie, co ma robić. Problemy pojawiają się, kiedy ktoś z owego tercetu wypadnie, czego mogliśmy doświadczyć we wspomnianych meczach z Cracovią i Rangersami, a także w poniedziałkowym starciu w Fortuna Pucharze Polski przeciwko drugoligowemu Zniczowi Pruszków, nad którym to wicemistrzowie Polski ostatecznie w bólach zdołali wymęczyć zwycięstwo.
Wspaniałe zwycięstwo Kolejorza! Lech Poznań – Standard Liege 3:1
Odpowiednio zagęszczony środek pola Lecha doskonale uzupełnia się z bardzo szybkimi skrzydłami. Do tego należy dodać ofensywnie usposobionych bocznych obrońców, którzy aktywnie uczestniczą w akcjach, napędzając ataki swojej drużyny. We wczorajszym spotkaniu byliśmy świadkami niemal wzorowej współpracy bocznych obrońców ze skrzydłowymi. Marchwińskiemu wtórował po lewej stronie Puchacz, a z prawej ataki Skórasia uzupełniał Czerwiński.












