Lech Poznań w Lidze Europy gra dobrze, co oczywiście cieszy. Najważniejsze jest jednak to, że nie wygrywa. A bez zwycięstw osiągnięcie fazy pucharowej i spełnienie marzeń o 1/16 jest niemożliwe. Dlatego też domowe spotkanie z najsłabszym w grupie D Standardem było kluczowe. „Kolejorz” potrzebował zwycięstwa, aby odbić się od dna tabeli i – miejmy nadzieję – poszybować ku pucharowej chwale…
A okazja ku temu była idealna, bo do Poznania przyjechała osłabiona ekipa Standardu Liege. Benfica i Rangersi nie mieli problemu z tym, aby do zera ograć Belgów. Dlaczego więc Lech, który przecież wcześniej prezentował się świetnie, nie miałby poradzić sobie przeciwko ekipie, która nie strzeliła jeszcze bramki?
Żółtodziób Europy
Za Belgami stał na pewno argument doświadczenia, bo przecież wielu zawodników Lecha to tak zwane młokosy. Jednak ci młodzi zawodnicy już po kilkunastu minutach prowadzili ze Standardem 1:0! Młoda krew wsparta takimi nazwiskami jak Tiba – który znajduje się we wspaniałej formie – błyszczała w pierwszych minutach meczu. To właśnie on zaliczył pierwszą asystę w tym spotkaniu.
Kilka minut później i już mieliśmy 2:0. Znów mieszanka wybuchowa eksplodowała. Tymoteusz Puchacz, który jeszcze niedawno dojrzewał niczym wino w pierwszej lidze, zaliczył piękną asystę przy bramce Ishaka. Szwed swoją drogą to prawdziwe objawienie tego sezonu i można powiedzieć cudowny chłopak dla Lecha. Była to jego bramka numer 3 w tym sezonie Ligi Europy – średnio gol co mecz, a przecież była to dopiero 22. minuta tego spotkania!
Niesamowite jest to, jak wszystko dobrze funkcjonuje w ekipie poznańskiego Lecha. Dariusz Żuraw w fantastyczny sposób potrafi wyciągnąć maksimum ze swoich zawodników. Świetnie w środku pola uzupełniali się Ramirez, lubiący przytrzymać piłkę, oraz Moder, który najlepiej sprawdza się podczas kontr, szybkiej gry na małej przestrzeni.
Pierwsza część była także prawdziwym show Michała Skórasia. Strzelił pierwszą bramkę w tym sezonie dla swojej drużyny, otwierając wynik spotkania. Dał się też bardzo sprytnie sfaulować i wówczas Standard powinien był już grać w dziesiątkę, jednak sędzia popełnił błąd i nie odesłał defensora drużyny przyjezdnej na trybuny. Skóraś zagrał bez jakichkolwiek kompleksów, a ma on dopiero 20 lat. Strach pomyśleć, jak będzie grać za rok czy dwa. No i za jakie pieniądze Lech sprzeda go na Zachód – bo przecież o to w tym wszystkim chodzi. Tak grający zawodnik wysyła w świat wiadomość o treści: „Patrzcie, jestem tutaj i jestem gotowy do gry na europejskich salonach”.











