Po losowaniu wielkiej euforii nie było. Lech trafił najgorzej jak mógł, a do tego Hammarby to szwedzki zespół, a drużyny stamtąd w końcu tak bardzo nam nie leżą. Jednak tym razem teorie dotyczące kto komu leży można było odłożyć na bok. Lech Poznań pokonał Hammarby 3:0 i zameldował się w następnej rundzie eliminacji.
Hammarby IF to zespół w cieniu Malmö i IFK Göteborg, który raptem raz sięgnął po mistrzostwo Szwecji. Obecnie plasuje się na siódmej lokacie w ligowej tabeli, a w ostatnich sześciu spotkaniach odniósł tylko dwa zwycięstwa. Jednak w Polsce przed Szwedami czuliśmy spory respekt i nie było to spowodowane wyłącznie postacią współwłaściciela, którym jest Zlatan Ibrahimović.
Polskie zespoły przyzwyczaiły nas do tego, że przed ich meczami w Europie oczekiwań nie możemy mieć żadnych. Mimo że Lech w ostatnim czasie imponuje sposobem grania, to wyników poznaniakom brakuje. Przed meczem zastanawialiśmy się, czy „Kolejorz” w tak ważnym dla siebie spotkaniu również zagra bez klasycznej „szóstki”, bo trudno za taką uważać Jakuba Modera. Trener Żuraw jednak pokazał, że Szwedów się nie boi.
W porównaniu z weekendowym, szalonym meczem we Wrocławiu, trener Lecha dokonał dwóch zmian. Skóraś i Rogne rozpoczęli na ławce rezerwowych. W ich miejsce do składu wskoczyli Sykora i Satka. Natomiast zespół gospodarzy przystąpił do tej rywalizacji w zupełnie zmienionym składzie, w porównaniu ze zremisowanym w weekend spotkaniem z Helsinborgiem. Trener Billborn dokonał aż ośmiu zmian, największym osłabieniem zespołu Hammarby była kontuzja Muamera Tankovicia.
Sztuczna murawa problemem
Od pierwszych minut było to spotkanie dość otwarte, toczone w dobrym tempie. Zarówno Hammarby, jak i Lech Poznań chciały przenosić sprawnie grę do przodu, bez zbędnego podawania piłki wszerz boiska. Na murawie nie brakowało wolnych przestrzeni, które z biegiem czasu zaczęli wykorzystywać gospodarze.
Przewagę na boisku zaczął robić Paulinho, od którego to zaczynała się praktycznie każda akcja w ofensywie rywali „Kolejorza”. Pod koniec pierwszego kwadransa do dwóch dogodnych sytuacji doszedł Jóhannsson. Jednak wreszcie dobrymi interwencjami popisał się Filip Bednarek, który w ostatnim czasie był bardzo krytykowany przez opinię społeczną.










