Primera Division nie zwalnia tempa. Po meczach w środku tygodnia czeka nas kolejna porcja wrażeń. Real Madryt już w ten weekend może pobić historyczny rekord 107 goli zdobytych w jednym sezonie. Podopieczni Mourinho liczyć będą ponadto na potknięcie Barcelony w starciu z Levante.
Real Madryt – Sporting Gijon W sobotni wieczór możemy być, a nawet powinniśmy być świadkami historycznego wyczynu. Podopieczni Jose Mourinho będą walczyć nie tylko o kolejne trzy punkty i przybliżenie się do mistrzowskiego tytułu, ale także o pobicie rekordu Primera Division w liczbie strzelonych bramek. 107 – tyle goli zdobył Real Madryt Johna Toshacka. Ten trenera Mourinho ma ich tylko o trzy mniej i wydaje się, że w najbliższy weekend rekord powinien zostać pobity. Sporting to drużyna z największą liczbą porażek w tym sezonie. Mało tego, to również ekipa z największą liczbą straconych goli. To jeszcze nie wszystko – podopieczni Javiera Clemente są bowiem najsłabsi spośród wszystkich drużyna La Liga w meczach wyjazdowych. Na obcych stadionach udało się im wygrać zaledwie dwa razy. Asturyjczycy w starciu z Realem Madryt nie mają absolutnie żadnych szans. Piłkarze Mourinho dość spokojnie pokonali w środę Atletico Madryt, pokazując, że ostatnie remisy z Malagą, Villarrealem i Valencią to zaledwie potknięcia. Druga strata punktów z rzędu na Santiago Bernabeu jest po prostu niedopuszczalna.
Bramki samego Ronaldo mogą sprawić, że w sobotę pobity zostanie kolejny ligowy rekord (fot. Skysports.com)
Jose Mourinho w meczu ze Sportingiem nie będzie mógł skorzystać z usług Xabiego Alonso. Co ciekawe, Bask nie zagrał również w pierwszym starciu z ekipą z Gijonu. Wówczas także wyczyścił swoje konto kartkowe w pojedynku z Atletico, aby bezpiecznie przeczekać czas dzielący „Królewskich” od starcia z Barceloną. Portugalski trener zdecydował się ponadto nie włączać do kadry Lassa i Carvalho, którzy ostatnio borykali się z urazami, a także Hamita Altintopa. Co powinno martwić Mourinho najbardziej? Chyba sytuacja Cristiano Ronaldo. Jeśli Portugalczyk otrzymałby w sobotę żółtą kartkę, nie mógłby wystąpić w starciu z Barceloną. Tego wyobrazić sobie nie można. Dobrą wiadomością dla Portugalczyka jest za to powrót Marcelo, który nie zagrał w derbach Madrytu, ale dzisiaj trenował już z całą drużyną. Jeśli chodzi o Sporting, to Javier Clemente nie zabierze ze sobą do stolicy Barrala i Rivero. Zagrać przeciwko „Los Blancos” nie będą mogli także kontuzjowani Gregory, Pedro Orfila i Sebastian Eguren.
Choć ciągle należy obstawać przy tym, że Sporting nie wywiezie z Bernabeu nic oprócz bagażu kilku bramek, trzeba wspomnieć o wydarzeniach sprzed roku. To właśnie „Los Rojiblancos” przyczynili się do tego, że „Królewscy” nie sięgnęli po tytuł mistrzowski. W 30. kolejce ubiegłego sezonu Sporting pokonał w Madrycie Real 1:0.
Levante – Barcelona Jeśli podopieczni Pepa Guardioli mają w tym sezonie stracić jeszcze gdzieś punkty, oprócz oczywiście pojedynku z Realem Madryt, to właśnie w Walencji. Los chciał, że terminarz Barcelony w końcówce ligowego sezonu jest naprawdę w miarę dobry i spokojny. To właśnie sobotnie starcie może być dla Katalończyków tym najtrudniejszym. O sile Levante na jego obiekcie przekonywały się w tym sezonie już takie kluby jak Real czy Atletico, które kilka dni temu poległo na Ciutat de Valencia 0:2. „Barca” pozostaje faworytem tego pojedynku, ale nikt w ciemno trzech punktów jej nie dopisze. Gospodarze nadal marzą o zajęciu czwartego miejsca w lidze, które da im przepustkę do rozgrywek Ligi Mistrzów. Juan Ignacio Martinez zdaje sobie sprawę, że punktów trzeba szukać nawet w spotkaniach z najlepszymi zespołami, co jego piłkarze udowodnili, wygrywając kilka dni temu ze wspomnianym Atletico Madryt.
Santi Cazorla to obecnie motor napędowy Malagi (fot. vivafutbol.es)
Barcelona poleci do Walencji bez kontuzjowanych Davida Villi, Andreu Fontasa i Seydou Keity, który po jednym z treningów skarżył się na bóle w prawym udzie. Sztab medyczny w porozumieniu z Pepem Guardiolą zdecydował, że nie warto ryzykować zdrowia defensywnego pomocnika. Poza kadrą znalazł się ponadto Ibrahim Afellay. Powołania otrzymali za to Gerard Pique i Dani Alves, wobec których pojawiało się w tygodniu najwięcej niejasności. Jeśli chodzi o Levante, to sporo wątpliwości budzi to, jaki skład przeciwko Barcelonie wystawi Ignacio Martinez. W porównaniu z wygranym meczem z Atletico w ostatnim starciu ze Sportingiem Gijon hiszpański trener przeprowadził aż pięć zmian. Ma jednak w czym wybierać, ponieważ jedynym niedostępnym piłkarzem jest Asier del Horno, który ostatni mecz rozegrał ponad miesiąc temu.
Espanyol Barcelona – Valencia Gospodarze zapewne marzą jeszcze o zajęciu miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach, jednak trzeba być realistą i przyznać, że szanse są na to niewielkie. Wyprzedzające Katalończyków w tabeli Atletico, Athletic, Sevilla czy Levante to drużyny spisujące się w tym sezonie po prostu lepiej. Valencia również do tej grupy należy, a do tego nie może pozwolić sobie na odpuszczenie starcia w Barcelonie. „Nietoperze” są jedną z najbardziej nierówno grających ekip w lidze. Spinają się na mecze z najlepszymi, aby tracić punkty z zespołami walczącymi o spadek. W niedzielnym starciu z Espanyolem będą faworytami, którzy nie mogą zawieść. Ewentualna porażka sprawi, że podopieczni Unaia Emery’ego mogą spaść na czwarte miejsce w tabeli. Jeszcze kilka tygodni temu nikt nie wyobrażał sobie tego, by podium dla Valencii mogło być w jakikolwiek sposób zagrożone.
Gościom może dopomóc szczęście, które odwróciło się w ostatnim meczu od Espanyolu. Ekipa Mauricio Pochettino nie dość, że przegrała ostatni ligowy mecz, to jeszcze została bardzo mocno osłabiona. Przeciwko Valencii nie będą mogli zagrać zawieszeni za czerwone kartki Forlin i Coutinho. Do tego dochodzą niepewne występy Sergio Garcii, który w meczu z Osasuną musiał opuścić plac gry po 64. minutach, i Ruiego Fonte. Jeśli chodzi o Valencię, to największym brakiem może być nieobecność Roberto Soldado. Najlepszy strzelec klubu nie zagrał w ostatnim pojedynku z Rayo Vallecano, a z Realem Madryt przebywał na boisku tylko 12 minut. Wiele wskazuje na to, że Unai Emery nie zdecyduje się ryzykować jego zdrowia przed półfinałowym meczem Ligi Europy. Hiszpan dołączy tym samym do kontuzjowanych Evera Banegi i Miguela. Kibice „Los Ches” mają jednak powody do zadowolenia, bo w środowym meczu z Rayo Vallecano do gry powrócił Sergio Canales, który przez ostatnie pół roku leczył kontuzję kolana.
Co tym razem wymyśli szalony Argentyńczyk? (fot. Marca.com)
Malaga – Real Sociedad Po przegranym w dramatycznych okolicznościach meczu z Villarrealem Malaga musi zrobić absolutnie wszystko, aby zgarnąć komplet punktów z Realem Sociedad. Andaluzyjska drużyna bez wątpienia jest faworytem tego meczu i nie chodzi tylko o atut własnego boiska. W starciu z „Żółtą Łodzią Podwodną” gracze Pellegriniego przez długi czasu byli lepsi od rywala, jednak zaprzepaścili szansę na zwycięstwo czerwoną kartką dla Kameniego. Ciągle jednak wierzą, że trzecie miejsce na koniec sezonu jest możliwe. Baskowie zaś nie walczą już praktycznie o nic. Szans na europejskie puchary nie mają, spadek też im nie grozi. Można wręcz powiedzieć, że 16. drużynie w tabeli bliżej do Europy niż do Segunda Division. Nad strefą spadkową Real Sociedad ma dziesięć punktów przewagi, do szóstej Osasuny zaś traci ich „tylko” osiem.
Manuel Pellegrini ma jednak przed meczem z Sociedad spory problem. Chilijczyk nie będzie mógł skorzystać z usług dwóch swoich podstawowych bramkarzy. Z kontuzją zmaga się Willy Caballero, z kolei Kameni będzie pauzował za wspomnianą czerwoną kartkę. Oznacza to, że miejsce w bramce zajmie trzeci golkiper, Ruben Martinez. Z powodu nadmiaru żółtych kartek pauzować musi ponadto Duda, a ciągle kontuzjowani są Baptista, Toulalan i Joaquin. W ekipie gości jest więcej niewiadomych. Niepewni występu na La Rosaleda są Mikel Aranburu, Markel Bergara i Imanol Agirretxe. Na pewno nie zagra zaś kontuzjowany Vadim Demidov.
Athletic Bilbao – Mallorca To będzie dziwny mecz. To musi być dziwny mecz. Marcelo Bielsa po raz kolejny może dać odpocząć kilku swoim czołowym zawodnikom, wszak już w czwartek czeka go pierwszy mecz półfinałowy w Lidze Europy. Mallorca jak to Mallorca. U siebie może straszyć, ale na wyjazdach nie idzie już tak dobrze. Nie tak dawno wyspiarze pokonali na własnym stadionie 2:1 Atletico Madryt, ale już w Andaluzji przeciwko Sevilli polegli 1:3. Czy goście będą mieli na San Mames o co walczyć? Spadek absolutnie im nie grozi, a czy mogą marzyć o awansie do europejskich pucharów? Tam walka będzie niesamowita, dlatego rozsądek podpowiada, że Mallorca nie ma na to żadnych szans. Athletic zaś na dobre chyba odpuścił ligowy sezon. Oczywiście, podopieczni Bielsy będą chcieli zakończyć go jak przystało na profesjonalistów, ale do walki o pierwszą czwórkę już włączyć się nie powinni.
Falcao zapewne rozegra kolejny świetny mecz (fot. almion.es)
Obydwie ekipy przystąpią do niedzielnego meczu w miarę optymalnych składach, o ile trenerzy nie postanowią w czymś zamieszać, o czym już była mowa. Jest wielce prawdopodobne, że Bielsa nie będzie narażał swoich gwiazd, zwłaszcza w meczu przed własną publicznością. Argentyńczyk nie będzie miał do dyspozycji tylko Carlosa Gurpegiego, choć niepewni występu są również Inigo Perez i David Perez. Powodów do zmartwień nie ma także Joaquin Caparros, który będzie musiał poradzić sobie jedynie z brakiem Martiego.
Rayo Vallecano – Atletico Madryt Bardzo ciekawie zapowiada się ostatni niedzielny pojedynek, w którym będziemy świadkami kolejnych derbów Madrytu z udziałem Atletico. „Los Colchoneros” nie zagrali przeciwko Realowi źle. Po prostu nie mogli odpowiedzieć na geniusz Cristiano Ronaldo. Przeciwko Rayo na pewno będzie trochę łatwiej, ale tylko trochę. Ekipa Vallecano jest bardzo mocna przed własną publicznością i bez wątpienia może pokusić się o sprawienie niespodzianki. Ewentualna wpadka Atletico praktycznie pozbawi tę drużynę szans na europejskie puchary. Do końca sezonu oczywiście jeszcze sporo kolejek, ale podopieczni „Cholo” Simeone mają już naprawdę niewielki margines błędu. Gospodarze, choć do Atletico tracą zaledwie dwa oczka, o pucharach marzyć nie mogą. To jednak ciągle nie ten poziom. Możliwe jednak, że goście z Vicente Calderon mierzą w wygranie tegorocznych rozgrywek Ligi Europy, dzięki czemu start w europejskich pucharach w przyszłym sezonie mieliby już zapewniony. To jednak wydaje się niemożliwe, znając charakter zawodników „Atleti” i samego Simeone.
Gospodarze mają jednak spory problem. Diego Costa, Jorge Pulido i Joel Robles – to zawodnicy, którzy przeciwko Atletico zagrać nie będą mogli. Wszyscy są bowiem z tego klubu wypożyczeni i zawarta pomiędzy obydwoma stronami umowa im tego zabrania. Do tego dochodzi absencja kontuzjowanego Mikela Labaki. Po derbowym starciu z „Królewskimi” również Atletico nie może skarżyć się na jakiekolwiek nowe braki. Diego Simeone nie zabierze do Vallecas jedynie Antonio Lopeza i Silvio, którzy na boisku nie przebywali już od dłuższego czasu. Po wspomnianych derbach więcej za to jest dobrych wiadomości kadrowych. Kary za żółte kartki odsiedzieli bowiem Miranda, Salvio i Mario Suarez, którzy najprawdopodobniej wskoczą do wyjściowego składu. W ekipie gospodarzy po jednym meczu banicji wraz zaś „Piti”.
kwaśnica pycha
W szybkowarze rozgrzewam odrobinę tłuszczu ,
podsmażam mięso i cebulę , wkładam jarzynę i
zalewam wodą do 3/4 wysokości garnka , dodaję
przyprawy ,wędzonkę, zamykam , zagotowuję .
Wywar gotuje się ok. 30-40min. ( jeśli urzyłam
żeberek trójkątów – one gotują się dłużej ) ,
aż mięsko będzie miękkie. W tym czasie gotuję
osobno do miękka ziemniaki w lekko osolonej wodzie ,
i w wielkim garnku .
Odparowuję szybkowar , dokładam kapustę kiszoną ,
zamykam i gotuję jeszcze 10 min. ( czas liczy się
od zagotowania , głośnego syczenia ) . Wyłączam ,
odparowuję i całość przekładam do większego
garnka , w którym ugotowały się ziemniaki , razem
podgrzewam , jeśli nie dość kwaśne – dolewam soku
z kapusty , ewent. dosmaczam kostkę grzybową .
Zagęszczam lekko zasmażką .
~
~okpokp
up wszystko ok?
~
~....
Idzie facet podczas postu do konfesjonału i mówi
:
Proszę księdza całowałem.
Ależ chłopcze to rozpusta całowałeś dziewczę w
usta ?
Trochę niżej
Ależ chłopcze to występek całowałeś dziewczę w
pępek ?
Proszę księdza jeszcze niżej
Ależ chłopcze bądź przeklęty całowałeś
dziewczę w pięty ?
Trochę wyżej
Biorąc wszystko w jedną kupę całowałeś
dziewczę w … Dupę !?
Niechaj będę potępiony :/ Całowałem z drugiej
strony
~
~qfqf
Łukasz wpadaj pedale i umyj luloka buaheaehhae :*
for lukasz
Dodaj komentarz
Primera Division nie zwalnia tempa. Po meczach w środku tygodnia czeka nas kolejna porcja wrażeń. Real Madryt już w ten weekend może pobić historyczny rekord 107 goli zdobytych w jednym sezonie. Podopieczni Mourinho liczyć będą ponadto na potknięcie Barcelony w starciu z Levante.
Real Madryt – Sporting Gijon W sobotni wieczór możemy być, a nawet powinniśmy być świadkami historycznego wyczynu. Podopieczni Jose Mourinho będą walczyć nie tylko o kolejne trzy punkty i przybliżenie się do mistrzowskiego tytułu, ale także o pobicie rekordu Primera Division w liczbie strzelonych bramek. 107 – tyle goli zdobył Real Madryt Johna Toshacka. Ten trenera Mourinho ma ich tylko o trzy mniej i wydaje się, że w najbliższy weekend rekord powinien zostać pobity. Sporting to drużyna z największą liczbą porażek w tym sezonie. Mało tego, to również ekipa z największą liczbą straconych goli. To jeszcze nie wszystko – podopieczni Javiera Clemente są bowiem najsłabsi spośród wszystkich drużyna La Liga w meczach wyjazdowych. Na obcych stadionach udało się im wygrać zaledwie dwa razy. Asturyjczycy w starciu z Realem Madryt nie mają absolutnie żadnych szans. Piłkarze Mourinho dość spokojnie pokonali w środę Atletico Madryt, pokazując, że ostatnie remisy z Malagą, Villarrealem i Valencią to zaledwie potknięcia. Druga strata punktów z rzędu na Santiago Bernabeu jest po prostu niedopuszczalna.
Bramki samego Ronaldo mogą sprawić, że w sobotę pobity zostanie kolejny ligowy rekord (fot. Skysports.com)
Jose Mourinho w meczu ze Sportingiem nie będzie mógł skorzystać z usług Xabiego Alonso. Co ciekawe, Bask nie zagrał również w pierwszym starciu z ekipą z Gijonu. Wówczas także wyczyścił swoje konto kartkowe w pojedynku z Atletico, aby bezpiecznie przeczekać czas dzielący „Królewskich” od starcia z Barceloną. Portugalski trener zdecydował się ponadto nie włączać do kadry Lassa i Carvalho, którzy ostatnio borykali się z urazami, a także Hamita Altintopa. Co powinno martwić Mourinho najbardziej? Chyba sytuacja Cristiano Ronaldo. Jeśli Portugalczyk otrzymałby w sobotę żółtą kartkę, nie mógłby wystąpić w starciu z Barceloną. Tego wyobrazić sobie nie można. Dobrą wiadomością dla Portugalczyka jest za to powrót Marcelo, który nie zagrał w derbach Madrytu, ale dzisiaj trenował już z całą drużyną. Jeśli chodzi o Sporting, to Javier Clemente nie zabierze ze sobą do stolicy Barrala i Rivero. Zagrać przeciwko „Los Blancos” nie będą mogli także kontuzjowani Gregory, Pedro Orfila i Sebastian Eguren.
Choć ciągle należy obstawać przy tym, że Sporting nie wywiezie z Bernabeu nic oprócz bagażu kilku bramek, trzeba wspomnieć o wydarzeniach sprzed roku. To właśnie „Los Rojiblancos” przyczynili się do tego, że „Królewscy” nie sięgnęli po tytuł mistrzowski. W 30. kolejce ubiegłego sezonu Sporting pokonał w Madrycie Real 1:0.
Levante – Barcelona Jeśli podopieczni Pepa Guardioli mają w tym sezonie stracić jeszcze gdzieś punkty, oprócz oczywiście pojedynku z Realem Madryt, to właśnie w Walencji. Los chciał, że terminarz Barcelony w końcówce ligowego sezonu jest naprawdę w miarę dobry i spokojny. To właśnie sobotnie starcie może być dla Katalończyków tym najtrudniejszym. O sile Levante na jego obiekcie przekonywały się w tym sezonie już takie kluby jak Real czy Atletico, które kilka dni temu poległo na Ciutat de Valencia 0:2. „Barca” pozostaje faworytem tego pojedynku, ale nikt w ciemno trzech punktów jej nie dopisze. Gospodarze nadal marzą o zajęciu czwartego miejsca w lidze, które da im przepustkę do rozgrywek Ligi Mistrzów. Juan Ignacio Martinez zdaje sobie sprawę, że punktów trzeba szukać nawet w spotkaniach z najlepszymi zespołami, co jego piłkarze udowodnili, wygrywając kilka dni temu ze wspomnianym Atletico Madryt.
Santi Cazorla to obecnie motor napędowy Malagi (fot. vivafutbol.es)
Barcelona poleci do Walencji bez kontuzjowanych Davida Villi, Andreu Fontasa i Seydou Keity, który po jednym z treningów skarżył się na bóle w prawym udzie. Sztab medyczny w porozumieniu z Pepem Guardiolą zdecydował, że nie warto ryzykować zdrowia defensywnego pomocnika. Poza kadrą znalazł się ponadto Ibrahim Afellay. Powołania otrzymali za to Gerard Pique i Dani Alves, wobec których pojawiało się w tygodniu najwięcej niejasności. Jeśli chodzi o Levante, to sporo wątpliwości budzi to, jaki skład przeciwko Barcelonie wystawi Ignacio Martinez. W porównaniu z wygranym meczem z Atletico w ostatnim starciu ze Sportingiem Gijon hiszpański trener przeprowadził aż pięć zmian. Ma jednak w czym wybierać, ponieważ jedynym niedostępnym piłkarzem jest Asier del Horno, który ostatni mecz rozegrał ponad miesiąc temu.
Espanyol Barcelona – Valencia Gospodarze zapewne marzą jeszcze o zajęciu miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach, jednak trzeba być realistą i przyznać, że szanse są na to niewielkie. Wyprzedzające Katalończyków w tabeli Atletico, Athletic, Sevilla czy Levante to drużyny spisujące się w tym sezonie po prostu lepiej. Valencia również do tej grupy należy, a do tego nie może pozwolić sobie na odpuszczenie starcia w Barcelonie. „Nietoperze” są jedną z najbardziej nierówno grających ekip w lidze. Spinają się na mecze z najlepszymi, aby tracić punkty z zespołami walczącymi o spadek. W niedzielnym starciu z Espanyolem będą faworytami, którzy nie mogą zawieść. Ewentualna porażka sprawi, że podopieczni Unaia Emery’ego mogą spaść na czwarte miejsce w tabeli. Jeszcze kilka tygodni temu nikt nie wyobrażał sobie tego, by podium dla Valencii mogło być w jakikolwiek sposób zagrożone.
Gościom może dopomóc szczęście, które odwróciło się w ostatnim meczu od Espanyolu. Ekipa Mauricio Pochettino nie dość, że przegrała ostatni ligowy mecz, to jeszcze została bardzo mocno osłabiona. Przeciwko Valencii nie będą mogli zagrać zawieszeni za czerwone kartki Forlin i Coutinho. Do tego dochodzą niepewne występy Sergio Garcii, który w meczu z Osasuną musiał opuścić plac gry po 64. minutach, i Ruiego Fonte. Jeśli chodzi o Valencię, to największym brakiem może być nieobecność Roberto Soldado. Najlepszy strzelec klubu nie zagrał w ostatnim pojedynku z Rayo Vallecano, a z Realem Madryt przebywał na boisku tylko 12 minut. Wiele wskazuje na to, że Unai Emery nie zdecyduje się ryzykować jego zdrowia przed półfinałowym meczem Ligi Europy. Hiszpan dołączy tym samym do kontuzjowanych Evera Banegi i Miguela. Kibice „Los Ches” mają jednak powody do zadowolenia, bo w środowym meczu z Rayo Vallecano do gry powrócił Sergio Canales, który przez ostatnie pół roku leczył kontuzję kolana.
Co tym razem wymyśli szalony Argentyńczyk? (fot. Marca.com)
Malaga – Real Sociedad Po przegranym w dramatycznych okolicznościach meczu z Villarrealem Malaga musi zrobić absolutnie wszystko, aby zgarnąć komplet punktów z Realem Sociedad. Andaluzyjska drużyna bez wątpienia jest faworytem tego meczu i nie chodzi tylko o atut własnego boiska. W starciu z „Żółtą Łodzią Podwodną” gracze Pellegriniego przez długi czasu byli lepsi od rywala, jednak zaprzepaścili szansę na zwycięstwo czerwoną kartką dla Kameniego. Ciągle jednak wierzą, że trzecie miejsce na koniec sezonu jest możliwe. Baskowie zaś nie walczą już praktycznie o nic. Szans na europejskie puchary nie mają, spadek też im nie grozi. Można wręcz powiedzieć, że 16. drużynie w tabeli bliżej do Europy niż do Segunda Division. Nad strefą spadkową Real Sociedad ma dziesięć punktów przewagi, do szóstej Osasuny zaś traci ich „tylko” osiem.
Manuel Pellegrini ma jednak przed meczem z Sociedad spory problem. Chilijczyk nie będzie mógł skorzystać z usług dwóch swoich podstawowych bramkarzy. Z kontuzją zmaga się Willy Caballero, z kolei Kameni będzie pauzował za wspomnianą czerwoną kartkę. Oznacza to, że miejsce w bramce zajmie trzeci golkiper, Ruben Martinez. Z powodu nadmiaru żółtych kartek pauzować musi ponadto Duda, a ciągle kontuzjowani są Baptista, Toulalan i Joaquin. W ekipie gości jest więcej niewiadomych. Niepewni występu na La Rosaleda są Mikel Aranburu, Markel Bergara i Imanol Agirretxe. Na pewno nie zagra zaś kontuzjowany Vadim Demidov.
Athletic Bilbao – Mallorca To będzie dziwny mecz. To musi być dziwny mecz. Marcelo Bielsa po raz kolejny może dać odpocząć kilku swoim czołowym zawodnikom, wszak już w czwartek czeka go pierwszy mecz półfinałowy w Lidze Europy. Mallorca jak to Mallorca. U siebie może straszyć, ale na wyjazdach nie idzie już tak dobrze. Nie tak dawno wyspiarze pokonali na własnym stadionie 2:1 Atletico Madryt, ale już w Andaluzji przeciwko Sevilli polegli 1:3. Czy goście będą mieli na San Mames o co walczyć? Spadek absolutnie im nie grozi, a czy mogą marzyć o awansie do europejskich pucharów? Tam walka będzie niesamowita, dlatego rozsądek podpowiada, że Mallorca nie ma na to żadnych szans. Athletic zaś na dobre chyba odpuścił ligowy sezon. Oczywiście, podopieczni Bielsy będą chcieli zakończyć go jak przystało na profesjonalistów, ale do walki o pierwszą czwórkę już włączyć się nie powinni.
Falcao zapewne rozegra kolejny świetny mecz (fot. almion.es)
Obydwie ekipy przystąpią do niedzielnego meczu w miarę optymalnych składach, o ile trenerzy nie postanowią w czymś zamieszać, o czym już była mowa. Jest wielce prawdopodobne, że Bielsa nie będzie narażał swoich gwiazd, zwłaszcza w meczu przed własną publicznością. Argentyńczyk nie będzie miał do dyspozycji tylko Carlosa Gurpegiego, choć niepewni występu są również Inigo Perez i David Perez. Powodów do zmartwień nie ma także Joaquin Caparros, który będzie musiał poradzić sobie jedynie z brakiem Martiego.
Rayo Vallecano – Atletico Madryt Bardzo ciekawie zapowiada się ostatni niedzielny pojedynek, w którym będziemy świadkami kolejnych derbów Madrytu z udziałem Atletico. „Los Colchoneros” nie zagrali przeciwko Realowi źle. Po prostu nie mogli odpowiedzieć na geniusz Cristiano Ronaldo. Przeciwko Rayo na pewno będzie trochę łatwiej, ale tylko trochę. Ekipa Vallecano jest bardzo mocna przed własną publicznością i bez wątpienia może pokusić się o sprawienie niespodzianki. Ewentualna wpadka Atletico praktycznie pozbawi tę drużynę szans na europejskie puchary. Do końca sezonu oczywiście jeszcze sporo kolejek, ale podopieczni „Cholo” Simeone mają już naprawdę niewielki margines błędu. Gospodarze, choć do Atletico tracą zaledwie dwa oczka, o pucharach marzyć nie mogą. To jednak ciągle nie ten poziom. Możliwe jednak, że goście z Vicente Calderon mierzą w wygranie tegorocznych rozgrywek Ligi Europy, dzięki czemu start w europejskich pucharach w przyszłym sezonie mieliby już zapewniony. To jednak wydaje się niemożliwe, znając charakter zawodników „Atleti” i samego Simeone.
Gospodarze mają jednak spory problem. Diego Costa, Jorge Pulido i Joel Robles – to zawodnicy, którzy przeciwko Atletico zagrać nie będą mogli. Wszyscy są bowiem z tego klubu wypożyczeni i zawarta pomiędzy obydwoma stronami umowa im tego zabrania. Do tego dochodzi absencja kontuzjowanego Mikela Labaki. Po derbowym starciu z „Królewskimi” również Atletico nie może skarżyć się na jakiekolwiek nowe braki. Diego Simeone nie zabierze do Vallecas jedynie Antonio Lopeza i Silvio, którzy na boisku nie przebywali już od dłuższego czasu. Po wspomnianych derbach więcej za to jest dobrych wiadomości kadrowych. Kary za żółte kartki odsiedzieli bowiem Miranda, Salvio i Mario Suarez, którzy najprawdopodobniej wskoczą do wyjściowego składu. W ekipie gospodarzy po jednym meczu banicji wraz zaś „Piti”.