Kiedy przed sezonem wydajesz na wzmocnienia 130 milionów euro, to masz prawo, by aspirować do najwyższych celów. Nawet jeśli w tej samej lidze faworyci wydają dwa razy tyle, to i tak wciąż jest to drugi wynik w tej klasyfikacji.
Mowa tu oczywiście o AS Roma i włoskiej Serie A, w której od dobrych kilku sezonów trwa nieprzerwana hegemonia Juventusu Turyn. Reszta klubów (z wyjątkiem przebłysków jak Napoli) zdaje się tłem, i to mimo wspomnianych wyżej wielkich pieniędzy wydawanych na wzmocnienia. Wzmocnienia, które w teorii predestynują do walki o czołową trójkę. Jak jednak doskonale wiadomo, futbol to taka dyscyplina, w której często teorię trafia szlag, a praktyka potrafi nas porządnie zaskoczyć…
Czeski talent i młody Kluivert
Kwota, jaką Roma wydała na przedsezonowe transfery, jest imponująca. Spory wpływ na taką rozrzutność miał oczywiście rekordowy transfer Allisona do Liverpoolu. 75 milionów euro za Brazylijczyka to nowy rekord, jeśli chodzi o kwoty płacone za bramkarzy.
Nieco niżej w klasyfikacji transferów zawodników z klubu znaleźli się: Radja Nainggolan, za którego Inter zapłacił 38 milionów i Kevin Strootman kupiony przez Olympique Marsylia za 25. W tym zacnym gronie znalazł się również Polak, Łukasz Skorupski, za którego Bologna zapłaciła naprawdę sporą sumkę, bo aż 9 milionów euro.
Trudno się dziwić, że przy takich dochodach transferowych Roma ruszyła na zakupy. Co jednak najważniejsze, to rzymianom nie zabrało rozsądku przy nich. Zastępcą Nainggolana miał zostać czołowy pomocnik La Liga, Steven Nzonzi, a zadanie chociaż częściowego wypełnienia luki na bramce otrzymał Robin Olsen, mający za sobą świetny mundial. Szczyptę młodzieńczej fantazji dodać mieli syn legendarnego Patricka, Justin Kluivert, na spółkę z rozchwytywanym czeskim snajperem, Patrickiem Schickiem.
https://www.youtube.com/watch?v=RK4B2WaEAWU
Balans to nie wszystko
To wszystko wyglądało bardzo dobrze. Wydawało się, że „Giallorossi” zachowali balans w drużynie, gdyż wciąż jej szkielet stanowili tacy doświadczeni gracze jak 31-letni Federico Fazio czy 32-letni Edin Dżeko. Nic, tylko z miejsca zdobywać punkty.
Mimo wszystko kiedy traci się klasowych graczy w każdej formacji, to musi się to prędzej czy później odbić na postawie drużyny. W przypadku Romy problemy pojawiły się dość szybko, gdyż już w pierwszych kolejkach podopiecznych Eusebio Di Francesco dopadł kryzys.











