Wskutek operacji, którą niedawno przechodził Emilian Dolha, Krzysztof Kotorowski nie musi obawiać się o miejsce w składzie poznańskiego Lecha. Jego drużyna wygrała w sobotę z Łódzkim Klubem Sportowym, a ten bronił dość pewnie, choć strzałem z rzutu karnego pokonał go Madej. - Faulu nie było! Sędzia zachował się zbyt pochopnie - mówi „iGolowi” bramkarz Kolejorza.
Jak pan ocenia mecz ŁKS-Lech? Wygraliście 2:1, ale początek łatwy nie był…
– Końcówka również. Przyjechaliśmy tutaj z zamiarem zdobycia kompletu punktów i zrealizowaliśmy ten plan. Nie chcę patrzeć na to, czy był to ładny mecz, bo raczej nie był. Najważniejsze są jednak trzy punkty, które pozwalają nam utrzymać się w czołówce.
Jak z pańskiej perspektywy wyglądał gol zdobyty przez Madeja? Były jakieś szanse na obronę tego uderzenia?
– Wiadomo – rzut karny to loteria. Oceniając na gorąco, jestem zdania, że faulu w „szesnastce” nie było! Sędzia chyba zachował się zbyt pochopnie… No cóż, co się stało, to się nie odstanie.
Zwycięstwo Kolejorza zasłużone?
– Myślę, że byliśmy drużyną lepszą.
Mistrzostwo Polski nadal jest w zasięgu ręki czy ta sytuacja jednak nie jest zbyt ciekawa?
– Nie ulega wątpliwości, że Wisła nam ucieka. Nawet gdyby nam się nie udało ich dogonić, to drugie miejsce wcale nie byłoby takim złym rozwiązaniem. Wówczas gralibyśmy przecież w europejskich pucharach. Do końca sezonu zostało dużo spotkań i jeszcze wiele może się wydarzyć.
Co, pana zdaniem, należy poprawić w waszej grze?
– Mnie się wydaje, że po prostu powinni powrócić wszyscy zawodnicy. Do Łodzi nie przyjechało sześciu piłkarzy i niektórzy grali dla nietypowych dla siebie pozycjach. Jeśli wszyscy będą zdrowi, powinno być dobrze.
Potrzebne są wzmocnienia?
– To nie moja sprawa.
.... ale tylko pod warunkiem kolejnych wzmocnień.
Sczególnie jeśli chodzi o defensywę.