Lech Poznań rozegrał najlepszy mecz od dawna. W pierwszej połowie zgniecenie rywala, druga – spokój i totalna kontrola nad przebiegiem gry. Koniec końców „Kolejorz” utrzymał zwycięstwo 4:0. Pod każdym względem był lepszy od Legii Warszawa, która – do meczu z „Kolejorzem” – była niepokonana od dziesięciu spotkań. „Duma Wielkopolski” pokazuje, że musi zdobyć pierwszy od 30 lat drugi tytuł mistrzowski z rzędu.
Lech Poznań wygrał mecz w pierwszej połowie. Zdobywcami czterech bramek byli Ali Gholizadeh, Michał Gurgul i dwukrotnie Mikael Ishak. Czerwoną kartkę obejrzał Rafał Augustyniak z Legii Warszawa, co dodało jeszcze więcej chaosu w szeregach Legii. Lech bardziej chciał, był bardziej skuteczny, pokazał, że jest kilka razy bardziej jakościowym zespołem.
– Wiedzieliśmy, że grając dziesięciu na jedenastu, Legia będzie chciała jak najdłużej utrzymać wynik, a w końcówce podjąć ryzyko i powalczyć o wyrównanie. Nie pozwoliliśmy jednak na realizację tego planu, bo w naszych działaniach było dziś bardzo dużo jakości. Stąd druga, trzecia i czwarta bramka. Po czwartym golu mecz był już rozstrzygnięty. Uważam, że właśnie ta jakość była dziś kluczowa dla losów spotkania. Patrząc całościowo, możemy być bardzo zadowoleni z tego występu – opowiadał na pomeczowej konferencji Niels Frederiksen.
Legia Warszawa rozjechana przez Lecha Poznań
Mecz z Legią Warszawa, patrząc na przekrój całego sezonu, powinien być formalnością. „Wojskowi” wciąż balansowali nad strefą spadkową. Ostatnie spotkania jednak dowiodły, że Legia znalazła się na właściwej drodze. Pojawiły się zwycięstwa, odblokował się Mileta Rajović. Dobre występy pod wodzą Marka Papszuna zaliczali Kamil Piątkowski i Patryk Kun, pracowitością i intensywnością wyróżniał się Rafał Adamski. Do tego wszystkiego dochodził fakt, iż Lech wygrał zaledwie trzy mecze z drużyną prowadzoną przez Marka Papszuna. Sam Niels Frederiksen nie pokonał obecnego szkoleniowca Legii Warszawa – aż do niedzielnego hitu kolejki.
Spotkanie z Legią Warszawa nie zapowiadało się wcale aż tak przyjemnie. Lech jednak na tyle dobrze zarządzał meczem, był skuteczny, że konfrontacja z odwiecznym rywalem stała się całkiem miła. A żeby klasyk, mecz derbowy, przekonwertować na spacerek – potrzeba naprawdę dużo jakości. Nawet mając na uwadze fakt, że obecnie Legia Warszawa znajduje się w niemałym kryzysie.
Tabela stawiała więc Lecha w roli absolutnego faworyta, ale szerszy kontekst sytuacji stawiał wiele znaków zapytania dookoła tego spotkania. Koniec końców – wygrała jakość.












