17 listopada 2017 roku, Kraków. Kosta Runjaic debiutuje na ławce trenerskiej Pogoni Szczecin. Jego nowa drużyna ulega „Białej Gwieździe” 0:1, a do najsłabszych na boisku należą dwaj skrzydłowi, z którymi w Grodzie Gryfa wiązano olbrzymie nadzieje – Adam Gyurcso oraz Dariusz Formella. Dwa miesiące później obu zawodników próżno szukać w szatni szczecińskiego klubu.W styczniu 2016 roku Węgier przychodził do Pogoni jako potencjalna gwiazda. Zorganizowano nawet specjalną konferencję prasową, podczas której zaprezentowano nową „siódemkę”, a to akurat nie zdarza się zbyt często w przypadku „Dumy Pomorza”. Szybkonogi skrzydłowy liczył na to, że w ekstraklasie spędzi sezon, może półtora, po czym ruszy na podbój jednej z topowych lig europejskich. Wydawało się, że Madziar ma wszystko, co potrzebne, aby swoje założenie spełnić. Nie miał. Zabrakło mu charakteru, profesjonalizmu i momentami chłodnej głowy.
Taryfa ulgowa
Choć Adam miewał przebłyski geniuszu (wspomnijmy chociażby spotkanie z Wisłą Kraków w sezonie 2016/2017, w którym Węgier zdobył cztery gole), to zdecydowanie częściej irytował kibiców niepotrzebnymi zagraniami piętą, dryblingami, które kończyły się groźnymi stratami, czy też strzałami, po których piłki trzeba było szukać na boisku treningowym. Coraz częściej odnosiło się wrażenie, że Gyurcso znudził się Pogonią, a Pogoń Gyurcso. Pomimo to kolejni trenerzy „Portowców” wciąż stawiali na Węgra. Ile to już razy widzieliśmy sytuację, w której piłkarz – zwłaszcza w Lotto Ekstraklasie – gra za nazwisko…
Wszystko zmieniło się wraz z przejęciem drużyny przez Kostę Runjaicia. Niemiecki szkoleniowiec bardzo szybko zauważył, że skrzydłowy odpuszcza sobie grę w obronie, nie jest także w pełni skupiony na meczu. Nowy podopieczny podpadł mu już w Krakowie, zatem współpraca od samego początku nie układała się dobrze. Do końca rundy jesiennej Gyurcso uzbierał zaledwie 15 minut na boisku – czy trzeba coś jeszcze w tej kwestii dodawać? Dla wszystkich stało się jasne, że Węgier nie zagra już w granatowo-bordowych barwach. Sam zainteresowany dowiedział się o tym zresztą w sposób, który nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Trener Runjaić powiedział w obecności całej drużyny, że nie potrzebuje graczy, którzy są leniwi i nie stosują się do jego poleceń.
„Możecie mnie nienawidzić”
Los Węgra podzielił Dariusz Formella. Opiekun „Portowców” miał zastrzeżenia co do zaangażowania piłkarza wypożyczonego z Lecha Poznań. W sytuacji, w której znajdowała się wówczas Pogoń (ostatnie miejsce w tabeli po rundzie jesiennej), nie mogło być mowy o jakimkolwiek odpuszczaniu. Trener zdawał sobie z tego sprawę i bezlitośnie pozbywał się słabych ogniw. Skreślił również Mate Tsintsadze, który rok wcześniej zasilił szeregi szczecinian za 100 tys. euro i nigdy nie zdołał przekonać, że wart był wydanej kwoty. W miejsce wspomnianej trójki Pogoń ściągnęła kilku nowych graczy.
Zimą do Szczecina zawitali Dawid Błanik, Adam Buksa, Morten Rasmussen oraz Łukasz Budziłek. Opiekun „Dumy Pomorza” bardzo jasno przedstawił nowym piłkarzom reguły gry. – – mówił. Relacja zawodników z trenerem wcale nie była jednak taka chłodna. Gracze nie tylko nie nienawidzili swojego coacha, ale zaczynali wręcz traktować go jako swój autorytet. Wielu z nich wskazywało na niezwykłe kompetencje interpersonalne Runjaicia, inni doceniali jego warsztat trenerski. Kosta osiągnął swój cel – pracował z grupą ludzi, którym chciało się chcieć.











