Tiki-taka jednych zachwyca, a drugich nudzi i uważają, że ustawienie „autobusu” jest prostym przepisem na zwycięstwo z tak grającym zespołem. Nikt jednak nie zaprzeczy, że jeszcze niedawno to „klepanie” piłki przyniosło paru zespołom większe bądź mniejsze sukcesy.
Ten styl gry miał swój początek w Hiszpanii. Pierwszym trenerem, który zaczął osiągać dzięki niemu większe sukcesy, był Johan Cruyff. Z pewnością sporo osób kojarzy jego „Dream Team”. Był on pierwszym trenerem, który wygrał z FC Barcelona Ligę Mistrzów, a kolejni trenerzy „Blaugrany” mniej lub bardziej wzorowali się na tym, co robił Holender. Dziś „Barca” ma pięć Pucharów Europy i od lat jest w czołówce europejskich gigantów.
Kolejnym przykładem jest reprezentacja Hiszpanii, która w latach 2008–2012 zdominowała piłkarski świat. Zdobycie upragnionego mistrzostwa świata i dwukrotne wygranie mistrzostw Europy spowodowało, że popularne powiedzenie o Hiszpanach „gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze” stało się nieaktualne.
Jednak to „Pep Team” miał największe sukcesy. Chyba nikomu nie trzeba przypominać, co Guardiola osiągnął z „Dumą Katalonii” w okresie swojej pracy. Rekordowe 14 trofeów w ciągu czterech sezonów, tryplet – coś, co jest nieosiągalne dla większości piłkarskich potęg – czy sześć pucharów w jeden rok musi robić wrażenie i myślę, że w najbliższych latach nikt nie będzie w stanie powtórzyć takich wyników.
https://www.youtube.com/watch?v=pk1DQBruwnQ
Nic dziwnego, że kilka drużyn spoza granic Hiszpanii zaczęło się wzorować na tych z Półwyspu Iberyjskiego. – Wiadomo, podróba nie dorówna oryginałowi – tak rapował kiedyś Vienio. Czy jego słowa można odnieść do „kopii Barcelony”? Zobaczmy.
AS Roma i Celta Vigo Luisa Enrique
Luis Enrique – człowiek, który z aktualnych trenerów zaraz za Pepem chyba najbardziej pojmuje filozofię tiki-taki. Podobnie jak jego przyjaciel był piłkarzem Barcelony, a karierę trenerską rozpoczął od prowadzenia rezerw tegoż klubu. Zresztą miało to miejsce zaraz po tym, jak Guardiola objął stery pierwszej drużyny.
W jego najlepszym sezonie FC Barcelona B zajęła trzecie miejsce w Segunda Division, co jest godne podziwu. Dziś siedzi już na ławce trenerskiej na Camp Nou i może pochwalić się zdobyciem trypletu. Po drodze miał jednak jeszcze przygodę w dwóch klubach, w których próbował przenieść myśl trenerską.
Pierwsza była AS Roma. Włodarze klubu ze stolicy Włoch dostrzegli sukcesy „Lucho” i postanowili dać mu szansę. Trener zabrał z Barcelony Bojana Krkicia. Potrzebował na boisku kogoś, kto jest już przyzwyczajony do takiej gry. Wychowanek La Masii, który chciał odbudować swoją formę, wydawał się dobry wyborem. Roma dokonała jeszcze kilku transferów, jednak rewolucja na nic się zdała.
„Giallorossi” zajęli 8. miejsce, co kompletnie nie spełniło oczekiwań, a na pierwszy rzut oka widać było, że tiki-taka do Serie A po prostu się nie nadaje. W sumie można było się tego spodziewać, nawet „Blaugrana” odpadła za Guardioli w półfinale LM z Interem, a z AC Milan rozgrywała bardzo wyrównane mecze. Tiki-taka vs. włoska defensywa to raczej kiepski pomysł.











