Powiedzieć, że szkoleniowiec warszawskiej Legii jest chimeryczny, to jakby nie powiedzieć nic. Ricardo Sa Pinto znany jest ze swojego charakteru oraz rządów twardą ręką. Można nawet rzec, że ma władzę absolutną.
W kuluarach mówi się o karaniu graczy za nieodebranie telefonu od sztabu, wydawaniu pozwoleń – lub ich braku – na wywiad zawodnika z dziennikarzem czy też poleceniu, by zaczerpnąć opinii o sąsiadach zamieszkałych w tym samym apartamencie, co Portugalczyk. Nikomu nieobce są również sparingi „widma”, o których Legia Warszawa nie informuje w mediach społecznościowych, a klubowe media nie mają na nie wstępu. Te i inne, jeszcze większe, „grzeszki” każą zadać pytanie, czy sprawy w stolicy nie zabrnęły za daleko…
Złe decyzje, dobre wyniki
Charyzmatyczny szkoleniowiec od momentu przybycia na Łazienkowską 3 wprowadził jasne zasady, zaczął katorżnicze treningi i… odsunął od składu wielu doświadczonych piłkarzy (Malarz, Pazdan, Astiz, Mączyński, Radović…). Choć decyzje są kontrowersyjne, to jednak można było przymknąć na nie oko i zobaczyć, jak sprawy będą wyglądać za jakiś czas. Jak wyznał sam trener, „smutny, pozbawiony wiary i motywacji zespół”, który zastał po swoim przyjściu, dźwignął z piątej lokaty na drugą, z zaledwie trzypunktową stratą do liderującej Lechii Gdańsk. Można narzekać na styl gry, personalne decyzje, lecz wyniki go broniły.
Grzechy główne Sa Pinto
Czarę goryczy przelały sprawy, które niedawno ujrzały światło dzienne. Wyraz frustracji dał na Twitterze Arkadiusz Malarz, golkiper, który jest przy Łazienkowskiej bardzo ważną postacią, a w zdobyciu ostatnich mistrzowskich tytułów dołożył od siebie więcej niż inni. Sa Pinto zdegradował go do pozycji czwartego bramkarza, co więcej – panowie ze sobą nie rozmawiają.
Dosłownie kilkanaście godzin temu Malarz odrzucił ofertę pracy w akademii Legii, ponieważ karierę chce zakończyć w sposób, na jaki sobie z pewnością zasłużył. Arek nie ukrywa, że będzie walczył o swoją pozycję, lecz nie ma się co oszukiwać, jedyne, na co może czekać, to zwolnienie Sa Pinto. Sytuacja golkipera „Wojskowych” przypomina mi bliźniaczą sytuację z… Realu Madryt, kiedy to Jose Mourinho w podobny sposób zrezygnował z usług klubowej legendy, Ikera Casillasa.
Drugim mocno pokrzywdzonym przez trenera Legii, był Krzysztof Mączyński. „Mąka” miał przed sobą czterech konkurentów do gry w pierwszym składzie i zdaniem szkoleniowca był z nich najsłabszy. Męki pomocnika, który oznajmił, iż Sa Pinto nie jest godny podania ręki, zakończyły się na dniach, został on piłkarzem Śląska Wrocław.











