Valencia pokonała Real Madryt i przerwała jego marsz od zwycięstwa do zwycięstwa. Mecz ten miał dwa oblicza. Pierwsza połowa bardzo brzydka, ale druga nam to wynagrodziła.
Mam wrażenie, że w pierwszej połowie tego meczu było więcej przerw niż czystej gry. Sędzia w pierwszych 45 minutach pokazał aż siedem żółtych kartek, tym pięć dla piłkarzy Valencii! Gospodarze lepiej rozpoczęli ten mecz – narzucili swój styl gry, z którym piłkarze Realu nie mogli sobie poradzić. Jednak to Królewscy wyszli na prowadzenie. Przypadkowa ręka w polu karnym Negredo i pewnie wykonany rzut karny przez Ronaldo sprawiły, że Real mógł grać spokojnie. Po tej bramce to goście przejęli inicjatywę, dłużej utrzymywali się przy piłce i powinni prowadzić dwoma bramka, ale Cristiano Ronaldo, mając przed sobą praktycznie pustą bramkę, trafił w zewnętrzną część słupka. Piłkarze Valencii, zamiast skupić się na grze, ciągle mieli o coś pretensję. Komentowali każdą decyzję sędziego i to w bardzo ekspresyjny sposób.
W pierwszej połowie oglądaliśmy zatem bardzo brzydki mecz, było więcej fauli niż dobrych zagrań. Agresorami byli głównie gospodarze, którzy za wszelką cenę starali się zatrzymać piłkarzy Realu. Gareth Bale był faulowanie niemal zawsze, gdy tylko dostawał piłkę. W drużynie z Madrytu trzeba było pochwalić Isco, który harował w środku boiska, a także Pepe – pewny punkt defensywy. Pierwsza część meczu mogła zakończyć się bramką dla Valencii, ale po rykoszecie piłka trafiła w słupek bramki strzeżonej przez Casillasa.
Druga połowa była zupełnie inna. Valencia zdominowała Real. Do wyrównania doprowadził Barragan. Po jego strzale piłka odbiła się od Pepe i zupełnie zmyliła Casillasa. Valencii było jednak mało i starali się wyjść na prowadzenie. Jedna głupia sytuacja mogła sprawić, że przegrywaliby w tym spotkaniu. Gospodarze mieli rzut wolny, Orban dotknął piłkę, dopadł do niej Benzema i posłał długą piłkę do Bale, jednak ten zbyt długo czekał z oddaniem strzału i Real zmarnował tą znakomitą okazję.
Wydaje się, że piłkarze z Madrytu chcieli wygrać to spotkanie z zachowaniem jak najwięcej sił, które będą im potrzebne podczas środowego meczu z Atletico. Jednak to się na nich zemściło. Na prowadzenie gospodarzy wyprowadził strzałem głową Otamendi, zaraz później powinno być 3:1, ale fantastyczną zespołową akcję zmarnował Barragan.
https://twitter.com/Troll__Football/status/551792054791979009











