Czasami, kiedy oglądam mecz, wydaje mi się, że aby zostać dobrym piłkarzem nie wystarczy talent i predyspozycje fizyczne. Niezwykle pożądanym atrybutem okazują się umiejętności aktorskie.
Będąc jeszcze nastolatką, nie mającą żadnego pojęcia o piłce nożnej, myślałam, że jest to piękny sport, że jedną z najważniejszych zasad jest fair play, że zawodnicy z zaangażowaniem walczą o zwycięstwo. Owszem, tak pięknie było tylko na pierwszy rzut oka. Im bardziej zagłębiałam się w tajniki futbolu, tym mniej miałam złudzeń. Okazało się, że to, co dzieje się na boisku jest zasadniczo różne od tego, co opisane w regulaminie. Tym razem mam na myśli, słynne już, udawane faule.

Oczywiście, sędzia jest tylko człowiekiem i może się mylić, jednak powinien potrafić odróżniać prawdziwe faule od tych udawanych. Przyznaję jednak, że czasami, z dużej odległości, może to być bardzo trudne, gdyż niektórzy zawodnicy opanowali ten manewr do perfekcji. Mogłoby się wydawać, że teatralne zagrania nie mają racji bytu w czołowych ligach. Niestety pojawiają się one w repertuarze tzw. gwiazd piłki nożnej coraz częściej.
Nie od dziś wiadomo, że prym w tej konkurencji wiodą Włosi, którzy bywają nazywani przez kibiców „bandą symulantów”, z Materazzim na czele. Nie znaczy to wcale, że takie teatrzyki są obce dla piłkarzy z innych drużyn. W ekipie symulantów swoje miejsce znaleźli także Torres (został ochrzczony mistrzem udawanych zagrań) i Vieira. Można śmiało zasugerować, że większość zawodników, przynajmniej raz w swojej karierze, dopuściła się podobnego przewinienia. „Najsłynniejsi” to: Drogba, Robin van Persie czy Cristiano Ronaldo, który najwidoczniej ma chrapkę na mistrzowski tytuł Torresa, gdyż „przewraca się bez powodu”.
Do tej pory wydawało mi się to nawet zabawne. Najwięcej śmiechu miałam wtedy, kiedy np. zawodnik został uderzony piłką w kolano, a padł na murawę trzymając się za nos. Cieszyłam się z żółtej (lub nawet czerwonej) kartki dla symulanta, a widok jego miny był po prostu bezcenny. Jednak bardziej doświadczeni zawodnicy okazują się nieuchwytni i z reguły stawiają na swoim, wymuszając decyzje sędziów. Nijak się to ma do zasady fair play, w którą chciałam wierzyć. Wiele mówiło się również o tym, że piłkarze są szkoleni jak dobrze upaść i zasymulować faul. Ciekawa jestem ile w tym plotki, a ile prawdy. Mimo tego, że nikt się oficjalnie nie przyznaje do trenowania zawodników pod tym kątem, to patrząc na wyczyny graczy, chyba byłabym skłonna w to uwierzyć.
Osobiście wcale się nie dziwię się kiedy padają niewybredne komentarze pod adresem nieuczciwych graczy, gdyż takie wymuszanie jest wg mnie absolutnie niedopuszczalne i naganne. Ciekawa jestem również, co na to sami zawodnicy. Jak im nie wstyd? Być może to kwestia chwili, coś na zasadzie: akcja-reakcja, czyli kiedy zawodnik wie, że nie ma szans na dobre zagranie, a jest na sprzyjającej pozycji, najzwyczajniej w świecie potyka się, przewraca i rzut wolny lub (o zgrozo) karny gotowy. Jednak niezależnie od motywacji (rozumiem, że robią to w tzw. „dobrej wierze”) nie jest to zachowanie godne mężczyzny. Opowiadam się więc za surowym karaniem podobnych wyczynów, aby hasło sportowej rywalizacji znów nabrało pozytywnego znaczenia.










