W poniedziałek odbył się ostatni mecz pierwszej rundy Premier Ligi. Czas więc na podsumowanie minionych pięciu miesięcy na rosyjskich boiskach, gdzie nie brakowało emocji i zaskakujących rezultatów.
Od 12 marca rozegrano 120 ligowych potyczek, w których padły 274 bramki. Na czele tabeli znajduje się najskuteczniejszy zespół, Zenit Sankt Petersburg. Piłkarze klubu znad Newy do tej pory (stan na 4 sierpnia) wpisali się na listę strzelców 25 razy i stracili sześć bramek. Ekipa, którą pod koniec ubiegłego roku przejął Luciano Spalletti, w pierwszej rundzie wygrała 12 spotkań (w tym osiem z rzędu) i tylko trzy razy dzieliła się z przeciwnikami punktami, nie ponosząc żadnej porażki. W czym tkwi siła Zenitu? Po perturbacjach związanych z przebudową składu oraz kontuzjami kluczowych zawodników w czasach Dicka Advocaata, włoski szkoleniowiec dokonał rozsądnych transferów, dzięki czemu obecnie ma do dyspozycji dwie wyrównane jedenastki.

Zimą na Pietrowski przenieśli się doświadczeni napastnicy Aleksandr Kierżakow i Danko Lazović oraz solidny bramkarz Jurij Żewnow. Co prawda reprezentant Rosji dopiero w lipcu odzyskał dawną skuteczność, ale swym doświadczeniem pomógł wejść do zespołu młodemu Maksimowi Kannunikowowi. Latem do Sankt Petersburga trafił duet świetnych obrońców: Aleksandar Luković – Bruno Alves, którzy jeszcze zaostrzą rywalizację o miejsce w wyjściowym składzie, a także Aleksandr Bucharow, mający chrapkę na swój trzeci mistrzowski tytuł z rzędu. Być może ten zawodnik przejmie na siebie ciężar strzelania bramek, ponieważ w Zenicie brakuje snajpera, który potrafiłby zdobyć w roku 15 goli. Chyba najważniejszym atutem lidera jest Danny. Po kontuzji Portugalczyka nie ma już śladu, a on sam udowadnia, że suma 30 milionów euro, jaką zapłacono za niego dwa lata temu, nie jest przesadzona.
W grupie pościgowej za Zenitem twardo trzymają się CSKA Moskwa, obrońca tytułu mistrzowskiego Rubin Kazań oraz największa rewelacja tego sezonu, Spartak Nalczik. „Wojskowi” znacząco przebudowali swoje przednie formacje. Zawodnikami drużyny ze stolicy Rosji zostali Keisuke Honda, Zoran Tosić i Seydou Doumbia, a z wypożyczeń powrócili Vagner Love i Ouwo Moussa Maazou. Jak na razie możemy obiektywnie ocenić tylko tego pierwszego, który koszulkę z czerwoną gwiazdą na piersi przywdział w styczniu. Japoński skrzydłowy kosztował CSKA dziewięć milionów euro i były to znakomicie zainwestowane pieniądze. Po bardzo udanych w wykonaniu Hondy mistrzostwach świata, zachodnioeuropejskie potęgi zapragnęły pozyskania 24-latka w swoje szeregi, ale na razie były gracz VVV Venlo nigdzie się nie rusza. Inaczej jest z Milosem Krasiciem, który od ponad dwóch miesięcy prowadzi negocjacje z Juventusem Turyn, ale „Stara Dama” nie potrafi dojść do porozumienia z CSKA w kwestii ceny Serba. Szkoda, bo widać wyraźnie, że blondwłosy skrzydłowy nie ma już większej motywacji, aby grać w Rosji.












