Po 25. serii spotkań w rosyjskiej Premier Lidze mieliśmy poznać pierwsze ważne rozstrzygnięcia tego sezonu. Drużyny walczące zarówno o mistrzostwo kraju, jak i utrzymanie w elicie były tym razem wyjątkowo zgodne ze sobą i dzięki temu we wszystkich ważniejszych meczach padły wyniki remisowe.
Chyba cała piłkarska Rosja ostrzyła sobie zęby na niedzielne starcie trzeciego w tabeli CSKA Moskwa i wicelidera Rubinu Kazań. Obie ekipy zaprezentowały się ze świetnej strony w defensywie, lecz z przodu było już dużo gorzej. Pod nieobecność Siergieja Kornilenki w ataku „Tatarów” grał osamotniony Obafemi Martins i nie poradził sobie z pieczołowicie pilnującymi go obrońcami gospodarzy. Po drugiej stronie boiska obserwowaliśmy aktywnych Vagnera Love oraz Marka Gonzaleza i… to by było na tyle. Seydou Doumbia i Carlos Eduardo najczęściej zatrzymywali się na rywalach, a grę rezerwowych lepiej pominąć milczeniem. Najlepszym dowodem na to, że żadna z drużyn nie zasłużyła na trzy punkty była sytuacja z ostatnich minut spotkania. Wówczas to oślepiony słońcem Siergiej Ryżykow wybił piłkę wprost pod nogi stojącego pięć metrów przed pustą bramką Tomasa Necida. Reprezentant Czech fatalnie skiksował i mecz zakończył się rezultatem bezbramkowym. W tym momencie gracze Zenitu Sankt Petersburg byli już o krok o zdobycia mistrzostwa kraju.

Tymczasem podopieczni Luciano Spallettiego, mówiąc bardzo delikatnie, srodze zawiedli swych kibiców. Lider z Sankt Petersburga był murowanym faworytem spotkania w Machaczkale. I rzeczywiście, nie licząc małej wpadki w postaci bramki Jana Holendy w trzeciej minucie, aż do końcowego kwadransa wszystko układało się po myśli Danny’ego i spółki. W tym miejscu wymieniam Portugalczyka, ponieważ swoimi dwoma trafieniami wyręczył Aleksandra Bucharowa, który wciąż nie może sobie przypomnieć swoich świetnych występów w barwach Rubinu Kazań. Wtedy Zenit rozluźnił się zupełnie, w rezultacie czego Nicolae Josan i Michaił Bakajew wybili rywalom z głowy marzenia o zdobyciu kompletu punktów. Piłkarze Anży wciąż walczą o utrzymanie, a po takim meczu ich szanse na pozostanie w elicie znacznie wzrosły.
Na ostatnim miejscu w tabeli nadal znajduje się klub Wojciecha Kowalewskiego i Bartłomieja Grzelaka, Sibir Nowosybirsk. W ostatnią sobotę zespół Igora Kriuszczenki podejmował Spartaka Moskwa, który chciał się zrehabilitować za niedawną porażkę z Chelsea Londyn w Lidze Mistrzów. „Miaso” na dalekiej Syberii rozegrali jednak wyjątkowo słabe zawody i zasłużenie podzielili się punktami z outsiderem. Na uwagę zwraca wyjściowa jedenastka, jaką desygnował do gry Walery Karpin. Wygląda na to, że na Łużnikach są już pewni startu w przyszłorocznej edycji Ligi Europejskiej, skoro od pierwszej minuty występują Aleksandr Zotow i Cristian Maidana.










