Zdaniem byłego reprezentanta Polski – Andrzeja Juskowiaka – w meczu z Austrią Wiedeń o sukcesie Lecha zadecydowały wiara w końcowy sukces i świetne przygotowanie kondycyjne. Były król strzelców Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie bardzo chwali Roberta Lewandowskiego, który ma duże szanse by w przyszłości pójść w ślady popularnego „Jusko”.
Jak się podobało panu spotkanie?
– Mecz bardzo mi się podobał, najważniejsze jest to, że Lech awansował. Trochę nonszalancko drużyna Franciszka Smudy straciła bramki i to jedyny problem, jaki trzeba będzie w przyszłości poprawić. Trzeba pochwalić wolę zwycięstwa i znakomite przygotowanie kondycyjne piłkarzy. W ostatnich minutach dogrywki Austriacy chodzili po boisku, a Lech w dalszym ciągu atakował. Co prawda goście kończyli w dziesiątkę, ale atakuje się dużo trudniej i potrzeba do tego więcej sił.
Spodziewał się pan tak emocjonującej końcówki?
– Spodziewałem się, że Lech będzie grał do końca. Znając szkołę trenera Smudy było wiadomo, że zawodnicy będą dobrze przygotowani kondycyjnie i to się dzisiaj sprawdziło.
Czy Lech to drużyna gotowa na mistrzostwo? Co trzeba poprawić?

– Na pewno Lech ma problemy przy stałych fragmentach gry, to trzeba wyeliminować. Zdarzają się jeszcze słabe spotkania, jak to ligowe z Arką w Gdyni, czy pierwsze spotkanie z Austrią. Nie da się grać w każdym spotkaniu znakomicie, ale nawet jeżeli gra się słabiej, to nie wolno przegrywać.
Czyli najsłabsza formacja Lecha to defensywa? Tu potrzebne są korekty?
– Lech dobrze gra jeśli atakuje. W defensywie jest jeszcze za dużo pomyłek. Dwa indywidualne błędy w meczu z Austrią w Wiedniu zadecydowały o utracie bramek. Widać, ile zdrowia trzeba zostawić żeby awansować do fazy grupowej Pucharu UEFA. Cieszy fakt, że polski zespół zaszedł tak daleko.
Kto zasłużył na pochwały w drużynie „Kolejorza” ?
– Zdecydowanie najlepszym zawodnikiem był Sławomir Peszko. W trudnych momentach potrafił przełamać dobrze zorganizowaną i skomasowaną obronę Austriaków. Wyróżniłbym też Roberta Lewandowskiego, który się przełamał po niewykorzystanych wcześniej w lidze dosyć prostych sytuacjach podbramkowych. Pokazał się z dobrej strony na połowie rywala, ale także niesamowicie harował w obronie. Szkoda mi go, bo dzisiaj rolę środkowego napastnika pełnił Herman Rengifo, który, mimo że strzelił bramkę, to zagrał poniżej oczekiwań. To Peruwiańczyk mógł bardziej się cofać i szukać gry, a Lewandowski wejść bliżej w pole karne.
Czy Lewandowski to piłkarz, który może pójść w pańskie ślady?











