Czasami zdarza się tak, że na pierwszy rzut oka dany piłkarz nie zapisał się w statystykach i w spotkaniu furory nie zrobił. Nie zdobył hat tricka ani nawet nie zanotował asysty, a jednak można określić go zawodnikiem meczu. Takim kimś w Białymstoku był Rafał Wolski, który wrócił po zawieszeniu i udowodnił swoją jakość. Jagiellonia na szczęście miała swojego bohatera, czyli Jesusa Imaza.
Obie drużyny w tym sezonie prezentują dość ofensywnie usposobione. Duet Imaz i Gual to według dyrektora sportowego Jagiellonii najlepszy duet ofensywny z lidze, ale w piątkowy wieczór piłkarze „Jagi” zderzyli się również z inną efektywną i skuteczną parą atakujących. Wszystko skończyło się remisem, który zadowoli raczej obie strony. Jedni i drudzy w tym sezonie zaskakują, a spotkanie przy Słonecznej tylko utwierdziło w przekonaniu sympatyków PKO BP Ekstraklasy, że zarówno Wisła Płock, jak i Jagiellonia lubią zagrać piłkę miłą dla oka.
Rafał Wolski – wrócił król, niech żyje król
Przez wiele lat królem Płocka można było określić Dominika Furmana, który jako piłkarz decydował o większości rzeczy w Wiśle. Rafała Wolskiego trudno po jego drogowych wybrykach nazywać królem. Na pewno nie świeci przykładem, ale trzeba mu oddać jedno. Na boisku dzieli i rządzi. Jak na polskie realia jest po prostu magikiem i gwiazdą zespołu Pavola Stano.
Choć w Białymstoku nie zapisał się w protokole bramką ani asystą, bez niego nie byłoby gola dla wiślaków. To dzięki niemu Davo może cieszyć się z ósmego trafienia, a Damian Rasak z asysty. To właśnie wychowanek Legii zainicjował całą akcję. Najpierw dryblingiem, a później kapitalnym podaniem. A to przecież nie jedyne zagranie, którym otworzył kolegom drogę do bramki.











