Ciężko w tym sezonie narzekać na Jagiellonię. Oferuje ciekawe spotkania – jest na co rzucić okiem. Maciej Stolarczyk powoli układa sobie zespół i nie wygląda to źle. W drużynie są zawodnicy, którzy potrafią zrobić ogromną różnicę, jak Jesus Imaz i Marc Gual. Ale brakuje kogoś, kto by im dostarczał piłki, albo killera do wykorzystywania sytuacji, które wykreują. Hiszpanie niestety się nie rozdwoją, a Jagiellonia Białystok z tego powodu cierpi.
Jagiellonia Białystok po trzech, co prawda niepełnych, kolejkach ma drugi najwyższy współczynnik oczekiwanych goli, a tylko trzy punkty na koncie. Powinna mieć co najmniej pięć trafień, a są tylko dwa. I to jeszcze te z meczu z Piastem, który najprawdopodobniej był najgorszym spotkaniem „Jagi” w ofensywie. Takie mecze jak ten w Szczecinie z ostatniej kolejki nie mogą się przytrafiać. Panowie z Podlasia zrobili sobie z tego konkurs na jak największe pudło. Skończyło się na 17 oddanych strzałach. Jak nie udało się zdobyć bramki, wiedzą chyba tylko oni.
Jagiellonia Białystok traci swój potencjał
Jesus Imaz już od kilku lat bryluje w PKO BP Ekstraklasie. Na początku jeszcze w barwach Wisły Kraków, a od dwóch i pół roku świetnie radzi sobie na Podlasiu i udowadnia swoją klasę. Wynik z poprzedniego sezonu, gdy zdobył 8 bramek w 15 spotkaniach, tylko to potwierdza. Przez 17 meczów, gdy miał kontuzję, Jagiellonia wygrała tylko 4-krotnie. Na powrót Hiszpana w Białymstoku wszyscy czekali jak na zbawienie.
Gual też, choć dołączył do „Jagi” bardzo późno, od razu pokazał swoje umiejętności. Widać u niego jakość większą niż u Trubehy. Razem z Imazem może tworzyć megaduet. Na ich widok obrońcy mogą trząść spodenkami. W meczu z Piastem dali zwycięstwo – Imaz bramką, a Gual asystą.
– To są liderzy, tak samo jak liderami są Pazdan w obronie, Zlatan w bramce czy Taras w pomocy. To jest kręgosłup zespołu i na nich zawsze spoczywa odpowiedzialność. Młodzież ma się więc od kogo uczyć. Ale też chcę, by na tych liderów naciskała i walczyła o pierwszy skład – wypowiadał się dla Weszło trener Jagielloni po meczu z Piastem.
Problem w tym, że obydwaj dobrze czują się z futbolówką przy nodze. Znaczy się, to nie jest kłopot, ale z tego powodu często schodzą po piłkę niżej – linia pomocy kreatywnością swoją drogą nie grzeszy – przez co brakuje ich już w ostatniej tercji boiska. W polu karnym. To nie są typowe „dziewiątki”. W Szczecinie oddali razem dziewięć strzałów, z czego jako jedyni wystawili na próbę Dantego Stipicę. Wystawiając któregoś z nich jako napastnika, traci się ich pewne argumenty. Optymalne ustawienie „Jagi” to Hiszpanie jako „dziesiątki” i człowiek z przodu, który będzie wykorzystywał „ciasteczka” od tej dwójki.











