Każdy, kto choć średnio zna się na piłce, widząc zestawienie najlepszych graczy poszczególnych kolejek ligi hiszpańskiej, zapewne wyobraża sobie, że jest ono zdominowane przez graczy Realu i Barcelony, a tylko okazjonalnie przewagę stanowią gracze z innych klubów. Dziewiąta kolejka potwierdziła gigantyczną klasę obydwu zespołów, co znalazło odzwierciedlenie w niniejszym zestawieniu.
Diego Alves – sformułowanie „zatrzymał Atletico”, mimo iż niezbyt oryginalne, jak ulał pasuje do krótkiego streszczenia dokonań brazylijskiego golkipera Almerii. Trudno nawet wymienić najgroźniejsze sytuacje, w których Alves się wykazał, liczbę strzałów, jaką gracze z Madrytu oddali na jego bramkę, określa się popularnie mianem kanonada. Brazylijczyk nie pomylił się ani razu, a chyba najlepszą interwencję zanotował przy… straconym golu, kiedy to przed skuteczną dobitką Aguero fantastycznie sparował strzał Reyesa.

Dani Alves – powiedzieć o piłkarzu Barcelony, że zagrał dobrze i strzelił bramkę, to nie powiedzieć o nim nic. Alves jest kolejnym z brazylijskich kopaczy maratończyków, którzy w każdym meczu pokonują dziesiątki kilometrów w pogoni od jednego do drugiego pola karnego. Bramka, jaką zdobył przeciwko Sevilli, wymaga nie tylko łutu szczęścia, ale też zimnej krwi oraz niezwykłej koordynacji. O wzorowej technice nie zapominając.
Mikel San Jose – jeśli komuś w tak młodym wieku powierza się nie tylko dowodzenie obroną najwaleczniejszej drużyny w lidze, ale również kładzie się na jego barki odpowiedzialność za wykorzystywanie rzutów karnych (a San Jose jest w Athletiku wykonawcą etatowym i niemal bezbłędnym), to oprócz tego, że taki jegomość musi umieć grać w piłkę, na pewno nie brakuje mu również męskich atrybutów.
Carles Puyol – były w meczu Barcelony z Sevillą momenty, kiedy goście kilkoma szybkimi podaniami potrafili się przedostać pod pole karne Katalończyków, wskutek czego zagrozić wynikowi (gdy rezultat nie był jeszcze definitywnie rozstrzygnięty). Wtedy jednak Andaluzyjczycy jak od skały odbijali się od Puyola, który dodatkowo nie omieszkał poturbować również przeciwników w ich polu karnym (i to nie tylko przy stałym fragmencie).
Marcelo – można mieć do niego niewielkie pretensje, że niemal przez cały mecz to głównie jego stroną sunęły ataki Herculesa. Kto ma jednak przed sobą gracza takiego jak Ronaldo, któremu nie w głowie walka o piłkę czy asekuracja, a w dodatku sam lubi atakować, może nieraz zaniedbać obowiązki defensywne. Marcelo jakością w ofensywie już po raz enty zaniedbania te zrekompensował.











