Wychowanek Łódzkiego Klubu Sportowego przez swoją dotychczasową grę stał się symbolem poczynań całego zespołu w obecnym sezonie. Bardzo obiecujący początek, późniejsze załamanie formy i trwanie w piłkarskim dołku. Dziś Sobociński w hierarchii młodzieżowców jest planem C dla Kazimierza Moskala i perspektywa częstej gry w obecnej kampanii wydaje się dla niego bardzo odległa.
Gen nieszczęścia
Na pierwszy mecz sezonu, zgodnie z przewidywaniami, w podstawowej jedenastce wyszedł Sobociński. I narobił kibicom ŁKS-u spory apetyt. Pewna gra przeciwko Lechii Gdańsk, rozbijanie ataków rywali i ponadprzeciętna jak na stopera umiejętność wyprowadzenia piłki. Zaczęło się świetnie, ale czym dalej w las, tym było już gorzej. Przez kontuzję z gry wypadł Adrian Klimczak, na czym straciła cała defensywa, która niemal mecz w mecz popełniała jakiś kardynalny, często decydujący o wyniku błąd. A sam Sobociński baboli popełnił co najmniej kilka.
Po zawalonym meczu z Jagiellonią Białystok reprezentant Polski do lat 21 dostał kolejny znak świadczący o dużym kredycie zaufania ze strony trenera Moskala. Na mecz ze Śląskiem przy Alei Unii Sobociński wyszedł, dzierżąc na ramieniu opaskę kapitańską. Miało mu to dodać pewności siebie, ale efekt okazał się odwrotny. ŁKS zagrał fatalny mecz i przegrał 0:1 po samobójczym trafieniu właśnie „Soboty”. Po spotkaniu trener łódzkiego klubu wziął na siebie odpowiedzialność za decyzję o ustawieniu młodzieżowca w roli kapitana zespołu. Ktokolwiek by jednak za to nie odpowiadał, fakty były takie, że kryzys obrońcy ŁKS-u trwał nieustannie.
Do końca rundy niewiele dobrego się zadziało z defensywą Łódzkiego Klubu Sportowego. Sobociński zdobył gola przeciwko Lechii Gdańsk, ale w obronie dalej przytrafiały mu się większe bądź mniejsze błędy. Po zakończeniu rundy jesiennej działacze łódzkiego klubu postawili na duże wzmocnienie formacji obronnej. Do zespołu dołączyli bardzo doświadczony Maciej Dąbrowski oraz świetnie spisujący się w lidze szwedzkiej Carlos Moros Gracia. Mając dwóch takich rywali do miejsca w składzie, Janek musiał liczyć się z ewentualną utratą miejsca w jedenastce zespołu. Już podczas zimowego zgrupowania w Side Kazimierz Moskal próbował kilku ustawień, które nie obejmowały gry w roli młodzieżowca środkowego obrońcy „Rycerzy Wiosny”. I, jak można się było spodziewać, na pierwszy mecz wiosną przeciwko Legii ŁKS wyszedł z Gracią i Dąbrowskim na środku defensywy oraz Przemkiem Sajdakiem w roli młodzieżowca.
Nie ulega wątpliwości, że obecna sytuacja Sobocińskiego nie jest łatwa. 20-latka od dłuższego czasu prześladuje gen nieszczęścia, z którym próbuje walczyć, ale jak dotąd nieskutecznie. Rzecz jasna błędy, które mu się przytrafiają, nie mogą przysłonić znakomitych umiejętności, które wychowanek ŁKS-u posiada. Nie jest przecież dziełem przypadku to, że z Sebastianem Walukiewiczem tworzył duet podstawowych obrońców reprezentacji Polski na mistrzostwach świata do lat 20, a obecnie obaj są powoływani do kadry U-21 przez Czesława Michniewicza.











