Inter Mediolan pokonał na wyjeździe zespół Lille 0:1. Co prawda to mistrzowie Francji sprawiali na boisku lepsze wrażenie, ale nie potrafili tej przewagi udokumentować golem. Dzięki zwycięstwu mediolańczycy awansowali na pierwsze miejsce w grupie B.
Już w 3. minucie goście mogli wyjść na prowadzenie. Tuż przed polem karnym faulowany był Mauro Zarate, a do rzutu wolnego podszedł Wesley Sneijder. Strzał Holendra, mimo że niezwykle precyzyjny, nie stanowił jednak zagrożenia dla Vincenta Enyeamy. Nigeryjski golkiper mistrza Francji pewnie złapał grę i długim podaniem wznowił grę swojego zespołu. Mimo wszystko na początku meczu lepiej wyglądali gospodarze, którzy odważnie atakowali wicemistrzów Włoch, dokładnie tak, jak na konferencji przedmeczowej zapowiadał trener Garcia. Podobać mogła się zwłaszcza współpraca pary środkowych pomocników Benoit Pedretti – Rio Mavuba.

W 10. minucie do długiego podania z głębi pola nie doszedł powracający po kontuzji Moussa Sow. Gdyby senegalski snajper zdołał opanować piłkę, wyszedłby sam na sam z Julio Cesarem. Po piętnastu minutach kibice zaczęli się nieco niepokoić, gdyż żaden zespół nie zdołał jeszcze oddać celnego strzału z gry. Już chwilę później, w 21. minucie, jednak wszystko się zmieniło. Zawodnicy Interu przeprowadzili pierwszą w tym spotkaniu składną akcję i od razu zdobyli bramkę. Na listę strzelców wpisał się Giampaolo Pazzini, który strzałem z woleja umieścił piłkę obok bezradnego Enyeamy. Ta bramka przełamała passę Lille, które mogło się pochwalić trzema kolejnymi domowymi meczami bez straty gola z włoskim przeciwnikiem.
Po pół godzinie gry błysnął Eden Hazard. Jego ładna sztuczka techniczna przy linii końcowej boiska przyniosła jednak drużynie zaledwie rzut rożny. Szczelna defensywa Interu nie pozwoliła jednak żadnemu zawodnikowi francuskiego zespołu stworzyć większego zagrożenia pod bramką. W 36. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Zarate. Argentyńczyk nie potrafił jednak zachować zimnej głowy i posłał piłkę w trybuny. Od tego czasu na boisku, poza niepotrzebnymi faulami, nie działo się za wiele. Następna warta odnotowania sytuacja miała miejsce dopiero w ostatniej minucie pierwszej części gry. Potężny strzał z dystansu oddał Maicon, jednak nie trafił on nawet w światło bramki.











