Kiedy kilkanaście miesięcy temu okazało się, ze to stolica Niemiec będzie miejscem, w którym rozegrany zostanie tegoroczny finał Ligi Mistrzów, nie tylko wśród kibiców piłkarskich z kraju naszych zachodnich sąsiadów zapanowała radość. – Berlin, Berlin, wir fahren nach Berlin – zgodnym głosem zanucili pod nosem również fani futbolu z Polski.
Nie ma się zresztą co temu dziwić – kto wie, czy na kolejną piłkarską imprezę najwyższej rangi tak blisko naszej granicy nie poczekamy następnych kilkanaście lat. Chociażby z tego powodu warto było pojawić się w ten weekend w Berlinie, by sprawdzić, czy piłkarskiej rywalizacji dwóch najlepszych klubowych drużyn Europy towarzyszy równie niepowtarzalna atmosfera w całym mieście.
Strefa (nie)spełnionych marzeń

Ci, którzy zawitali do stolicy Niemiec bez biletu na spotkanie, mogli mieć mieszane uczucia. Dużo zależało na pewno od tego, czy byli nowicjuszami na tego typu imprezie czy też wcześniej mieli szanse uczestniczyć w podobnych wydarzeniach organizowanych przez UEFA. Europejska federacja piłkarska przygotowała tradycyjną strefę kibica, która przy okazji berlińskiego finału zlokalizowana była w okolicach Bramy Brandenburskiej, czyli miejsca bardzo chętnie odwiedzanego przez turystów. Do fan zone przyciągały ludzi przede wszystkim liczne konkursy i sprawdziany piłkarskich umiejętności, w których przy odrobinie szczęścia była okazja, by wygrać nagrody. Wśród nich znajdowały się też te najcenniejsze upominki, czyli wejściówki na finałowe spotkanie. Zdesperowani kibice, których nie było stać na wydanie kwoty 1750 euro za bilet (takiej podwojonej kwoty za dwie wejściówki pierwszej kategorii oczekiwał jeden z nielicznych koników spotkanych na mieście), chwytali się z nadzieją w oczach ostatniej szansy, wypełniając rozmaite kupony konkursowe czy też ściągając oficjalne aplikacje mobilne sponsorów Champions League. Zwycięzców takiej rywalizacji mogło być jednak tylko kilkunastu, toteż większość osób musiała obejść się smakiem. Na pocieszenie pozostawało im oglądać rozgrywany w strefie kibica pojedynek byłych gwiazd, strzelać na bramkę bronioną przez automatycznego golkipera (jego pokonanie było naprawdę trudne, o czym przekonał się także autor tego tekstu) czy też robić sobie zdjęcia z głównym trofeum rozrywek.
Polski akcent w stolicy Niemiec













