Lato 2016 jest szczególne nie tylko ze względu na Euro we Francji. Tegoroczna przerwa w klubowych rozgrywkach obfituje w spektakularne transfery, a prawdziwym królem polowania wydają się być Jose Mourinho i prowadzony przez niego Manchester United. Ibrahimović, Mkhitaryan – te nazwiska mówią same za siebie. Czy kiedykolwiek do jednego klubu trafili w tym samym czasie dwaj zawodnicy takiej klasy, z takimi statystykami?
Moc liczb
Na początek przyjrzyjmy się dwóm nowym nabytkom „Czerwonych Diabłów”. Zlatan Ibrahimović – bezsprzecznie żywa legenda piłki kopanej. O korzyściach płynących z jego transferu do ekipy Mourinho już pisaliśmy. Warto jednak zwrócić uwagę na statystyki tego piłkarza w jego poprzednim klubie. W 180 meczach rozegranych dla PSG Zlatan strzelił 156 goli, a do tego dorzucił 61 asyst. Kosmos. A, i żeby nie było – we wszystkich klubach, jakie reprezentował „Ibra”, jego liczby były zabójcze. Nawet w Barcelonie, w której wybitnie nie mógł się odnaleźć, w przeszło czterdziestu spotkaniach zgromadził w klasyfikacji kanadyjskiej 36 punktów.
W 180 meczach rozegranych dla PSG Zlatan strzelił 156 goli, a do tego dorzucił 61 asyst. Kosmos.
Czy jego towarzysz w drodze do Manchesteru z tego okienka transferowego jest gorszy? Biorąc pod uwagę, że Mkhitaryan jest pomocnikiem, a nie jak „Ibra”, łowcą goli, możemy śmiało powiedzieć, że Jose Mourinho wybrał z piłkarskiego oceanu okazy najrzadsze i najwspanialsze. Ormianin dla swojego poprzedniego klubu zdobył 41 goli i 49 asyst. A to wszystko w 140 meczach. Jeśli na kimś nie robi to wrażenia, to ten ktoś musi mieć wadę układu nerwowego. I są to zaledwie puste liczby, które nie oddają w pełni boiskowych poczynań Mkhitaryana.
Do Manchesteru United trafiło dwóch graczy kalibru ogromnego, swoisty „Schwerer Gustav” europejskiego futbolu. W założeniu mają oni przywrócić „Czerwonym Diabłom” dawny blask i szacunek w Europie, który drużyna ta straciła po odejściu sir Alexa Fergusona.
Czy jednak transfery takiej wagi, z takimi zawodnikami to w piłce coś nowego? Co prawda trudno jest odszukać w przeszłości przenosin piłkarzy z takimi statystykami jak powyższa dwójka, ale możemy podać kilka przykładów aspirujących do podobnego osądu.
Szalony rok 2009
W swoich wspomnieniach musieliśmy się cofnąć do roku 2009, kiedy na giełdzie piłkarskich nazwisk dochodziło do transakcji zaskakujących i niesamowitych.
Wtedy to rywal zza miedzy „Czerwonych Diabłów” – Manchester City – ściągnął do siebie niejakiego Emmanuela Adebayora i Carlosa Teveza. Ktoś, słusznie zresztą, może powiedzieć, że ta dwójka znacznie ustępuje „Ibrze” i „Mikiemu”. Istotnie, ale zarówno rosły napastnik z Togo, jak i Argentyńczyk o twarzy zabójcy liczby mieli bardzo poprawne i wzbudzali wiele respektu u rywali. Dla potwierdzenia: Adebayor w barwach Arsenalu, z którego przeniósł się do Manchesteru: 194 mecze, 82 bramki, 32 asysty. Tevez był zaś objawieniem West Hamu, w barwach którego rozegrał tylko 23 spotkania.
Poczynania „Obywateli” nijak mają się jednak do tego, co na transferowym rynku wyprawiał Real Madryt. „Królewscy” w lecie 2009 sprowadzili na Santiago Bernabeu prawdziwą konstelację gwiazd. My wymienimy tylko trzy z nich: Cristiano Ronaldo, Kaka, Karim Benzema. I to jest już jakaś konkurencja dla nowego zaciągu Manchesteru United z tego roku. Ich liczby z poprzednich klubów przedstawiamy poniżej.












