Dzień po dość smutnym zakończeniu eliminacji do mistrzostw Europy U17 cztery lata starsi piłkarze wygrali Turniej Czterech Narodów. Są to co prawda rozgrywki towarzyskie, nie są jednak pozbawione prestiżu.
Turniej Czterech Narodów odbywa się corocznie w składzie: Polska, Niemcy, Włochy i Szwajcaria, tak więc obsada jest naprawdę mocna. Pierwszy raz turniej ten odbył się czternaście lat temu. Polacy przełamali passę czterech zwycięstw kadry Niemiec pod rząd, pokonując ich w decydującym meczu na wyjeździe (w Jenie) 2:1. Na gole Mariusza Stępińskiego i Piotra Zielińskiego gospodarze byli w stanie odpowiedzieć tylko trafieniem Marka Stendery z rzutu karnego.
Pierwsza myśl po takim meczu? Niemcy musieli zagrać bardzo rezerwowym składem. Owa myśl prawdziwą nie jest, nie wystąpiły w tym meczu największe gwiazdy rocznika 1994 u Niemców (Matthias Ginter, Emre Can, czy rok młodsi Max Meyer i Leon Goretzka), ale tylko z tego powodu, że dawno już nie występują w kadrze U20. Grali za to zmagający się na co dzień z rywalami w Bundeslidze Julian Brandt, Marc-Olivier Kempf czy wspomniany wcześniej strzelec bramki, Marc Stendera. Skład uzupełniony był głównie zawodnikami regularnie grającymi w drugiej Bundeslidze oraz czekającymi na swoją szansę piłkarzami terminującymi w kadrach dużych zespołów z najwyższej klasy rozgrywkowej.
Tyle o Niemcach, Polacy wystąpili w składzie: Podleśny – Kędziora, Dawidowicz, Łasicki, Matynia – Formella, Uryga, Murawski, Zieliński, Kobylański – Stępiński, na zmiany weszli Lukowicz, Wroński i Dźwigała. Można powiedzieć, że był to skład optymalny lub bliski optymalnemu (w ostatniej chwili kontuzji nabawił się Cibicki, w przyszłości w tej kadrze bronić będzie zapewne Drągowski). Nie było w nim oczywiście Arkadiusza Milika, który razem z innymi kadrowiczami Nawałki szykuje się do meczu z Irlandią.
Nasi reprezentanci imponowali zwłaszcza grą defensywną – dobrze rozumieli się stoperzy – Łasicki i Dawidowicz. Urodzony w Niemczech Kobylański, grający na lewym skrzydle, pokazywał niejednokrotnie, że spokojnie poradziłby sobie w niemieckiej kadrze, grając efektowniej i co ważniejsze, efektywniej od swoich rywali. Na brawa zasługuje także Damian Podleśny. Broniący obecnie barw Chojniczanki Chojnice bramkarz popisał się fantastyczną interwencją po rzucie wolnym, wykonywanym przez najgroźniejszego zawodnika w niemieckiej ekipie – Stenderę. W środku pola ciągle trwała ostra walka, sędzia często przerywał spotkanie. W naszej ekipie nawet Piotr Zieliński mocno angażował się w grę obronną, z czego raczej nie jest znany.
Pierwsza bramka dla naszej ekipy padła w 69. minucie. Mariusz Stępiński otrzymał piłkę w polu karnym, ładnym zwodem oszukał niemieckiego obrońcę i celnym strzałem pokonał bramkarza. Pięć minut później ten sam zawodnik powinien podwyższyć nasze prowadzenie, ale trafił w poprzeczkę. Strzał zdołał jednak dobić Piotr Zieliński i wynik zrobił się dość sensacyjny. Nerwowo zrobiło się trzy minuty później. Stendera dośrodkowywał w nasze pole karne, po zamieszaniu w polu karnym jeden z naszych zawodników dopuścił się faulu. Jedenastkę na gola zamienił Stendera. Niemcy usiłowali doprowadzić do wyrównania, ale nie potrafili sforsować monolitu, jaki stanowiła nasza obrona, więc wynik nie uległ już zmianie.











