Spodziewaliśmy się zaciętego meczu i faktycznie tak było. Liverpool postawił faworyzowanemu Realowi twarde warunki i był wymagającym przeciwnikiem. Szybkie wykluczenie z gry Salaha i „popisy” Kariusa okazały się decydujące w ostatecznym rozrachunku. Real znów obronił tytuł i trzeba przyznać, że w ostatnich latach zdominował te rozgrywki.
Najważniejszy mecz w sezonie i każdy piłkarz chciałby w nim wystąpić w podstawowym składzie. Zidane miał ten komfort, że mógł zestawić swoją jedenastkę według upodobania. Nikt nie był wykluczony za kartki i nikogo nie trapiły kontuzje, więc Real zaczął w najmocniejszym zestawieniu. Po drugiej stronie barykady zabrakło kontuzjowanych Matipa, Gomeza i Chamberlaina. Ważne ogniwa w talii Kloppa, ale nawet bez nich Liverpool wyglądał groźnie na papierze.
W początkowych minutach obydwu bramkarzy zażegnało niebezpieczeństwo dzięki przytomnym wyjściom do piłki. Karius naprawił błąd Alexandra-Arnolda, a Navas przeciął fantastyczne podanie Firmino, które przeszyło całą linię defensywną Realu.
Zachowawcza gra i skupienie się przede wszystkim na uniknięciu zagrożenia pod własną bramką. To kluczowe założenia jednych i drugich w pierwszym kwadransie spotkania. „Królewscy” chcieli dać się wyszumieć Liverpoolowi na początku meczu, aby potem przejąć inicjatywę. Mecz był jednak bardzo wyrównany i żadna z drużyn nie była stroną przeważającą.
Przedwczesny koniec „Faraona”
Po pół godzinie gry boisko musiał opuścić Salah. Po starciu z Sergio Ramosem Egipcjanin nabawił się urazu barku i ból był na tyle silny, że nie mógł kontynuować gry. „The Reds” stracili swojego najcenniejszego gracza i ich szanse na końcowy sukces mocno się skurczyły. Miejsce Salaha zajął Lallana, więc niemiecki menadżer musiał zmienić nieco plan na resztę meczu.
Nie minęło pięć minut, a w szeregach Realu także musiało dojść do wymuszonej zmiany. Pechowcem z Madrytu był Carvajal, który ze łzami w oczach zszedł z placu gry, a zastąpił go Nacho.
Wyższy bieg „Los Blancos”
W końcówce pierwszej odsłony piłka po dobitce Benzemy znalazła się w bramce Liverpoolu, ale sędzia liniowy podniósł chorągiewkę i zasygnalizował spalonego. Jak pokazała powtórka, całkowicie słusznie, bo w momencie dośrodkowania Ronaldo znalazł się za linią obrony rywali. Real podkręcił tempo, bo jeszcze przed przerwą był bliski wyjścia na prowadzenie, ale dwukrotnie piłka mijała słupek.










