Spieszmy się kochać piłkarskich kopciuszków, tak szybko odchodzą. Ta parafraza tekstu Jana Twardowskiego ma podobnie sentymentalno-melancholijny wydźwięk co oryginał, jednak tylko w teorii. W praktyce nie odnosi się do jednorazowego wystrzału formy reprezentacji Gruzji podczas Euro, który będziemy wspominać z rozrzewnieniem. „Krzyżowcy” po mistrzostwach kontynentu grają z jeszcze większym polotem i skutecznością, co na ten moment zapewnia im pierwsze miejsce w swojej grupie w Lidze B Ligi Narodów. Gdzie Gruzja ma swój szczyt i na czym polega jej fenomen? O tym w dalszej części tekstu.
Trust the process
Federacja gruzińska potrafi robić to, czego w reprezentacji „Biało-czerwonych” dawno nie odnotowaliśmy. Po wybraniu selekcjonera osoby decyzyjne… obdarzają go zaufaniem. Tak proste, a tak nieprawdopodobne w realiach naszego małego świata. Od marca 2010 roku Gruzja miała tylko czterech selekcjonerów. I to uwzględniając w nich jeden wyjątek od reguły – Kakhabera Tskhadadzego, który był trenerem tylko dziewięć miesięcy. Z pozostałej trójki każdy szkoleniowiec prowadził „Krzyżowców” w przynajmniej 40 spotkaniach.
Można się spodziewać, że aktualny selekcjoner – Willy Sagnol – niedługo zostanie rekordzistą. Na ten moment Gruzja pod jego wodzą wybiegła na równo 40 meczów, a najwyższy do tej pory wynik należy do Vladimira Veissa, poprzednika. Słowak zarządzał drużyną w 48 pojedynkach, jednak Willy Sagnol ma aktualnie tak mocną pozycję, że jedynie dezercja do innej, mocniejszej reprezentacji mogłaby sprawić, że nie osiągnie on liczby przynajmniej 50 spotkań.
Pod jego wodzą Gruzja oprócz efektywności charakteryzuje się też efektownością i polotem. Więcej o charakterystyce gry w ostatnich miesiącach opowiada nam Luka Lagvilava, założyciel Georgian Footy.
– Przystępując do Euro, byliśmy zdecydowanie największymi outsiderami, zwłaszcza biorąc pod uwagę kaliber drużyn, z którymi przyszło nam się zmierzyć, zarówno pod względem jakości, jak i doświadczenia. Dlatego oczekiwano od nas bardziej defensywnego podejścia, które moim zdaniem zrealizowaliśmy na przyzwoitym poziomie.
– Wchodząc w rozgrywki Ligi Narodów, pierwszego meczu przeciwko Czechom nie rozpoczęliśmy najlepiej, gdyż graliśmy zbyt głęboko cofnięci, będąc pod dużą presją ze strony przeciwników. Stopniowo jednak zaczęliśmy wchodzić w mecz, co pozwoliło zawodnikom zyskać pewność siebie i grać bardziej odważnie (zdobycie trzech bramek w 14 minut w drugiej połowie również w tym pomogło). Podobna sytuacja miała miejsce z Albanią, która moim zdaniem jest drużyną o niemal identycznej jakości. Są jednak bardziej zrównoważonym zespołem, podczas gdy u nas wyróżniają się dwie, trzy wyraźne gwiazdy – opowiada Luka Lagvilava.











