To nie było spotkanie, które często oglądamy w takiej fazie rozgrywek. Do wielu interesujących akcji i sprytnych zagrywek taktycznych dorzucono przede wszystkim multum bramek. Liverpool zdołał pokonać Romę na Anfield aż 5:2, jednak końcówka spotkania zagwarantowała nam niezwykłe emocje w rewanżowym starciu. Ponownie najwięcej mówić się będzie o postawie Salaha, który miał udział przy czterech bramkach!
Zwroty akcji
Choć spotkanie na Anfield zakończyło się wysokim zwycięstwem Liverpoolu, to przebieg spotkania miał różne fazy. W mecz lepiej weszła Roma, która do momentu utraty pierwszego gola, grała bardzo solidnie i trzymała gospodarzy daleko od własnej bramki. Gdy Salah świetnym uderzeniem wyprowadził Liverpool na prowadzenie, ekipa Kloppa ruszyła do frontalnego natarcia, które trwało do 70. minuty.
Do tego czasu gospodarze – korzystając z gapiostwa defensywy Romy – wypracowali sobie aż pięć bramek przewagi. Gdy wydawało się, że drużynie z Merseyside nie może stać się już nic złego, do głosu ponownie doszli goście, którym tym razem nie zabrakło skuteczności.
W ostatnich dziesięciu minutach spotkania na Anfield Roma zdobyła dwie bramki, które sprawiły, że wygrana takim samym stosunkiem bramek jak z Barceloną, zapewni Rzymianom awans do finału Ligi Mistrzów.
Mecz niewykorzystanych szans
Po pierwszym spotkaniu półfinałowym z pewnością nikt nie będzie narzekał na brak goli, ale trafień mogło być nawet więcej. Swoje okazje marnowali zarówno gospodarze, jak i goście. W barwach Liverpoolu szczególną nieskutecznością popisał się Mane, który przy stanie 0:0 dwukrotnie zmarnował wspaniałe sytuacje bramkowe.
Pierwszą dogodną okazję w meczu dla Romy wypracował zaś Kolarov, którego piekielnie mocne uderzenie wylądowało na poprzeczce bramki Kariusa. Niemiecki bramkarz miał sporo szczęścia w tej sytuacji, bowiem gdyby futbolówka wpadła do siatki, gol z pewnością powędrowałby na konto byłego bramkarza Mainz.
Liverpool w pełni opanował boiskowy bieg zdarzeń dopiero po pierwszej bramce, zatem można domniemywać, że ewentualne trafienie Kolarova mogłoby znacznie utrudnić grę gospodarzom, którzy w początkowych fragmentach spotkania sprawiali wrażenie nieco poddenerwowanych.
Błędy w defensywie
Pomimo że to Liverpool ma aż trzy bramki zaliczki, to po spotkaniu obie defensywy będą miały sobie wiele do zarzucenia. Obrona Romy niemal przez całe spotkanie miała problem z wyprowadzeniem piłki i popełniała proste błędy w ustawieniu. Szczególnie zaskakiwać musiała wysoko ustawiona linia obronna, która nie radziła sobie z dynamicznymi skrzydłowymi Liverpoolu.
Nieco lepiej wyglądała gra defensywna gospodarzy, która jednak zawiodła w ostatnich fragmentach spotkania. Pierwsza bramka Dzeko to indywidualny błąd Lovrena, zaś później w szyki Liverpoolu wkradła się niepotrzebna nerwowość, która w dużej mierze wynikała również ze zmęczenia.
Finalnie oba bloki obronne stać na znacznie lepszą postawę, jednak nas – kibiców – z pewnością taki stan rzeczy, jaki oglądaliśmy na Anfield, nie może martwić.










