Górnik Zabrze wyruszył do Budapesztu z podobną misją jak do Stambułu, ponieważ liczył się w tej delegacji jak najkorzystniejszy wynik przed rewanżem. Zabrzanie wracają z terenu wicemistrza Węgier z jednobramkową stratą i ponownie droga do awansu jest otwarta. Michal Gasparik mówił przed tym dwumeczem, że to będzie wyrównana rywalizacja. Pierwszy akt tego starcia potwierdził słowa słowackiego szkoleniowca.
Upalny wieczór
Górnik Zabrze wybiegł na mecz z Ferencvárosi TC w składzie, który mogliśmy przewidzieć. Trener nie zaskoczył żadnym wyborem personalnym oraz planem na to spotkanie. Wicemistrz Polski czekał na swoją sytuację i bronił się nisko przez większość pierwszych 45 minut. Choć bywało gorąco w polu karnym Philippa Schulze i Zabrzanie mogli, a nawet powinni przegrywać, to szwankowała skuteczność u gospodarzy. Nie trafiony strzał Josepha z dwóch metrów obrazuje, jak blisko było Ferencvárosi TC, aby objąć prowadzenie.
Jednak triumfator Pucharu Polski potrafił odgryźć się i to odczuwalnie dla swojego przeciwnika. Dwie szanse Kacpra Urbańskiego będą się śniły w drodze powrotnej zarówno samemu zawodnikowi, jak i jego partnerom. Yvan Ikia Dimi dokręcał piłkę po bardzo dobrej kontrze, lecz zabrakło precyzji.
Skuteczność bolała obydwóch trenerów po pierwszej odsłonie. Bramkarze byli wystawiani na próby nerwów, lecz nie zostali zmuszeni do ani jednej interwencji. Ferencvárosi TC posiadało futbolówkę częściej, ale to gościom odnotowano więcej kontaktów w polu karnym. Intensywność przyjezdnych wzrosła po przerwie na nawodnienie, ponieważ mieliśmy tę chwilę wytchnienia z racji panującego upału.
Sytuacja powtarza się
Górnik Zabrze nie grał źle, ale nie był w stanie wyszarpać korzystniejszego pola startowego przed rewanżem. Tak jak w Stambule, jeden gol zadecydował o deficycie wicemistrzów Polski przed meczem na Arena Zabrze. Marius Corbu dokonał sztuki, której nie namalowali gracze Fenerbahce SK. Pomocnik Ferencvárosi TC pokonał Philippa Schulze strzałem zza pola karnego, ale zrobił to z akcji bardzo precyzyjnym, mierzonym strzałem. Pamiętamy, że rywal z Turcji trafiał do siatki tylko po stałych fragmentach gry.
W 65. minucie nastąpił moment przełomowy dla tej potyczki, ponieważ Węgrzy dopięli swego, a Zabrzanie chcieli unikać porażki. Podopieczni Michala Gasparika muszą czuć olbrzymi niedosyt po tym spotkaniu, ponieważ 36-krotny mistrz Węgier był do ukąszenia. Musi boleć fakt minuty, w którym bramkarz Ferencvárosi TC obronił swój pierwszy strzał. Było to w doliczonym czasie gry po uderzeniu Dominikańczyk wszedł w drybling parę minut wcześniej i złamał do środka oraz zgubił defensora swoim rajdem. Jednak piłka przeleciała niedaleko obok słupka… Tak możemy podsumować ten mecz z perspektywy Górnika Zabrze. Było blisko, jak w tej sytuacji uzyskania korzystnego rezultatu, ale zabrakło niewiele.










