Głośne nazwiska to nie wszystko. Osiedlowa Wieczysta Kraków


Czy Wieczysta Kraków przynosi lidze korzyści ze swojej obecności?

5 sierpnia 2026 Głośne nazwiska to nie wszystko. Osiedlowa Wieczysta Kraków
Artur Kraszewski / PressFocus

Wieczysta Kraków do ekstraklasy awansowała, dozbroiła się nowymi nabytkami i zdążyła już rozegrać w niej dwa mecze. Jest beniaminkiem specyficznym, na swój sposób unikatowym. Jednak czy jej obecność przynosi lidze korzyści?


Udostępnij na Udostępnij na

Nigdy nie podzielałem zachwytów nad niesamowitością historii Wieczystej Kraków, nie dostrzegałem jej. Gdy na nagłówkach widniała informacja, że Wieczysta wspięła się na kolejny poziom rozgrywkowy, a pod nim występowała admiracja projektem i jego wielkimi ambicjami, spoglądałem na to dość nieprzychylnie. – Cóż to za sztuka błyskawicznie awansować z ligi do ligi, posiadając budżet na poziomie ekstraklasowych klubów – pomyślałem. Mając środki kilkukrotnie (bądź kilkudziesięciokrotnie) większe od rywali, systematyczne promocje nie są niczym wspaniałym, godnym pojęcia owej „niesamowitości”.

Słowem, nigdy nie byłem jej fanem. Tak jak i nie jestem orędownikiem Paris Saint-Germain i Manchesteru City, które w krajowych ligach tworzą poniekąd swoją własną, bez wszelkich ograniczeń, z niemal nielimitowanymi funduszami. Jest to oczywiście porównanie lokalne, w skali mikro – Wieczysta posiada zaledwie okruszek tego, czym dysponują katarsko-emirackie mocarstwa piłki nożnej. Choć na niższych szczeblach miała aparycję takiej potęgi. Grała we własnej lidze.

Na najwyższy szczyt wspinała się sumiennie, deklasując rywali poziomem na boisku i finansowo poza nim. Od momentu wyjściowego, okręgówki, awanse przebiegały prawie bezbłędnie – tylko raz, w 3. Lidze, spędzili czas dłuższy niż rok. Nie mieli sobie równych. Do Wieczystej przychodziły kolejne gwiazdy, wielkie nazwiska, doświadczeni zawodnicy. Na mecze wyjazdowe jeździli, jakby byli z innej ligi. Z ekstraklasy lub jej zaplecza. Ludzie, którzy niegdyś biegali po gigantycznych stadionach, przybywali do małych, osiedlowych infrastruktur. Kosmos.

Drużyna marzeń

Dopełnili dzieła 31 maja 2026 roku, przed lekko ponad dwoma miesiącami. W finale baraży, po wcześniejszym pokonaniu Polonii Warszawa w półfinale, zmierzyli się z Chrobrym Głogów. W wyjściowym składzie wyszli między innymi: Lucas Piazon, niegdyś talent posiadany przez Chelsea, warty czternaście lat temu 7,5 miliona euro, w którym londyński klub pokładał nadzieje; Michał Pazdan, towarzyszący zespołowi od 2023 roku, jedna z głównych twarzy nadzwyczaj udanego EURO 2016, w ćwierćfinale mistrzostw kontynentu pojedynkował się nawet z samym Cristiano Ronaldo; Lisandro Semedo, w sezonie 2024/2025 zamienił ekstraklasowy Radomiak Radom na trzecioszczeblową Wieczystą Kraków; Mikel Maigaard, który jeszcze pół roku temu w innej części Krakowa biegał naprzeciwko polskim pucharowiczom. Istny pierwszoligowy dream team. Kogo na taki stać? Ostatecznie zwyciężyli z Chrobrym Głogów, który o piłkarzach o takiej renomie mógł jedynie pomarzyć, 2:1. Bramki strzelali – już wcześniej wspomniany – Lisandro Semedo i austriacki napastnik, Stefan Feiertag.

Wzmocnienia przed ligą

Do ekstraklasy wdarli się błyskawicznie. Równie szybko zaczęli się zbroić. Za 700 tysięcy euro przyszedł Tobias Christensen, do polskiej ligi wrócił Ben Lederman, po spadku Lechii wyłowili Matusa Vojtko, zasilił ich też Christopher Lungoyi z przeszłością w strukturach FC Porto i Juventusu, Antonio Milić z mistrza Polski oraz dwóch innych Chorwatów – Nikola Cavlina na wypożyczeniu oraz Duje Dujmović na stałe. Ostatnio ogłosili także Mateusza Wieteskę, który po czterech latach kończy podbój Europy i wraca do korzeni. Z góry wybaczcie za transferową wyliczankę. Spoglądając na te wzmocnienia, można by odnieść wrażenie, że obecność takiego klubu lidze może tylko sprzyjać. W końcu mało który polski klub jest w stanie sobie pozwolić na takie transfery. A co dopiero beniaminek!

W 1. Lidze, drugiej lub jeszcze niższej w zupełności to wystarczało. Osłupić rywali swoją mocą na rynku, przepłacając za kolejne nazwiska i oferując im kontrakty jak na poziom rozgrywkowy horrendalne. Udało im się to nawet rok temu, po zawirowaniach na stanowisku trenera. W październiku 2025 roku zwolniony ze swojej funkcji został Przemysław Cecherz – mimo zajmowanego wówczas miejsca wicelidera na zapleczu ekstraklasy i wyraźnego poparcia szatni. – O zakończeniu współpracy poinformował mnie dyrektor Zdzisław Kapka, który obecnie niewiele ma do przekazania. Nie powiedział mi dlaczego, tylko przekazał wiadomość o tym, że się rozstajemy – mówił dla TVP Sport.

Jego następcą został włoski szkoleniowiec, Gino Lettieri. Przybył prosto z ligi tajskiej, gdzie z Uthai Thani nie odniósł ani jednego zwycięstwa. Zresztą, podobnie jak później z Wieczystą. Stracił pracę po zaledwie 24 dniach. W następnych dwóch spotkaniach drużynę poprowadził Rafał Jędrszczyk. Dopiero pod koniec listopada znaleźli trenera, z którym współpraca potrwała dłużej, aż do dziś – Kazimierza Moskala. I pomimo tylu roszad, perturbacji i zamętu, udało im się awansować. Bo jakością kadry przewyższali wszystkich, przynajmniej o dwie półki.

Gorące krzesło

Kazimierz Moskal będzie trenerem Wieczystej co najmniej do końca obecnego sezonu – Bartosz Gleń pyta Sławomira Peszkę w segmencie „Pomidor” Ligi+ Extra. Peszko jest związany z Wieczystą Kraków od 2020 roku. Najpierw był jej piłkarzem, następnie skautem, przez ponad półtora roku także jej trenerem. Dziś jest jej wiceprezesem. Po obfitych przygodach w pierwszej lidze, można się spodziewać, że Kazimierz Moskal nie powinien być spokojny o swoją posadę. Wystarczy impuls, jedna porażka lub zła decyzja, by ją stracić. Jednak od człowieka zasiadającego w zarządzie trzeba spodziewać się wypowiedzi dyplomatycznej, taktownej, najpewniej krótkiego „tak”, by nie palić mostów z trenerem. – Nie – odpowiada Sławomir Peszko.

Ciężko jest to właściwie skomentować. Obranie stanowiska – przypomnijmy, jako wiceprezes klubu – że szkoleniowiec nie dokończy bieżącego sezonu, że zostanie prawdopodobnie zwolniony, zwyczajnie nie przystoi. Nie mam pojęcia, co pomyślałbym sobie na miejscu Moskala. Czy wiązałbym z Wieczystą perspektywy, nawet w obliczu odniesienia potencjalnego sukcesu? Wątpię. Czy zacząłbym się rozglądać za nową pracą? Tak przypuszczam. Złamanie wszelkich standardów.

Klub osiedlowy

Przez ten cały, długaśny tekst, dążę do następującego wniosku – mimo gargantuicznych zasobów finansowych, grania w najwyższej lidze, kadry o jakiej wszyscy wcześniejsi beniaminkowie nawet nie śnili i nie odważyli się śnić, Wieczysta to nadal jest klub osiedlowy. Za zawodników mogą przepłacać, oferować im gigantyczne pensje, przekonywać kolejnymi banknotami, ale pod kątem zarządzania dalej nie stali się zespołem ekstraklasowym. I nie zmienią tego nawet najgorętsze nazwiska.

Wieczysta Kraków nadal nie ma stadionu spełniającego wymogów do gry w Ekstraklasie. By móc w niej występować, musieli wynegocjować swój pobyt przy Reymonta. – Nie da się tego klubu poważnie jednak traktować jeśli chodzi o negocjacje i ich prowadzenie – pisał w mediach społecznościowych Jarosław Królewski, prezes Wisły Kraków. Wymóg formalny przekształcenia klubu w spółkę akcyjną spełnili dopiero 30 czerwca tego roku, na miesiąc przed startem rozgrywek.

I to jest właściwie odpowiedź na pytanie we wstępie, czy obecność Wieczystej przynosi korzyści lidze. Nie przynosi. Mogą ściągnąć Mateusza Wieteskę z Włoch, Antonio Milicia z Lecha Poznań, przekonywać wielkich – jak na swoje realia piłkarzy, ale nie kupią kultury organizacyjnej i charakteru klubu zarządzanego w sposób profesjonalny. Mimo swoich wielkich aspiracji, planów, inwestycji środków w siłę zespołu, pozostają niegotowi na najwyższy szczebel. Są nadal „klubem-zabawką”, gdzie wszystko zależy od kaprysu. I jeszcze długo nim pozostaną.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze