Wieczysta Kraków do PKO BP Ekstraklasy awansowała, dozbroiła się nowymi nabytkami i zdążyła już rozegrać w niej dwa mecze. Jest beniaminkiem specyficznym, na swój sposób unikatowym. Jednak czy jej obecność przynosi lidze korzyści?
Nigdy nie podzielałem zachwytów nad niesamowitością historii Wieczystej Kraków, nie dostrzegałem jej. Gdy na nagłówkach widniała informacja, że Wieczysta wspięła się na kolejny poziom rozgrywkowy, a pod nim występowała admiracja projektem i jego wielkimi ambicjami, spoglądałem na to dość nieprzychylnie. – Cóż to za sztuka błyskawicznie awansować z ligi do ligi, posiadając budżet na poziomie ekstraklasowych klubów – pomyślałem. Mając środki kilkukrotnie (bądź kilkudziesięciokrotnie) większe od rywali, systematyczne promocje nie są niczym wspaniałym, godnym pojęcia owej „niesamowitości”.
Słowem, nigdy nie byłem jej fanem. Tak jak i nie jestem orędownikiem Paris Saint-Germain i Manchesteru City, które w krajowych ligach tworzą poniekąd swoją własną, bez wszelkich ograniczeń, z niemal nielimitowanymi funduszami. Jest to oczywiście porównanie lokalne, w skali mikro – Wieczysta posiada zaledwie okruszek tego, czym dysponują katarsko-emirackie mocarstwa piłki nożnej. Choć na niższych szczeblach miała aparycję takiej potęgi. Grała we własnej lidze.
Na najwyższy szczyt wspinała się sumiennie, deklasując rywali poziomem na boisku i finansowo poza nim. Od momentu wyjściowego, okręgówki, awanse przebiegały prawie bezbłędnie – tylko raz, w 3. lidze, spędzili czas dłuższy niż rok. Nie mieli sobie równych. Do Wieczystej przychodziły kolejne gwiazdy, wielkie nazwiska, doświadczeni zawodnicy. Na mecze wyjazdowe jeździli, jakby byli z innej ligi. Z PKO BP Ekstraklasy lub jej zaplecza. Ludzie, którzy niegdyś biegali po gigantycznych stadionach, przybywali do małych, osiedlowych infrastruktur. Kosmos.
Drużyna marzeń
Dopełnili dzieła 31 maja 2026 roku, przed lekko ponad dwoma miesiącami. W finale baraży, po wcześniejszym pokonaniu Polonii Warszawa w półfinale, zmierzyli się z Chrobrym Głogów. W wyjściowym składzie wyszli między innymi: Lucas Piazon, niegdyś talent posiadany przez Chelsea, warty 14 lat temu 7,5 miliona euro, w którym londyński klub pokładał nadzieje; Michał Pazdan, towarzyszący zespołowi od 2023 roku, jedna z głównych twarzy nadzwyczaj udanego EURO 2016, w ćwierćfinale mistrzostw kontynentu pojedynkował się nawet z samym Cristiano Ronaldo; Lisandro Semedo, w sezonie 2024/2025 zamienił ekstraklasowy Radomiak Radom na trzecioszczeblową Wieczystą Kraków; Mikel Maigaard, który jeszcze pół roku temu w innej części Krakowa biegał naprzeciwko polskim pucharowiczom. Istny pierwszoligowy dream team. Kogo na taki stać? Ostatecznie zwyciężyli z Chrobrym Głogów, który o piłkarzach o takiej renomie mógł jedynie pomarzyć, 2:1. Bramki strzelali – już wcześniej wspomniany – Lisandro Semedo i austriacki napastnik, Stefan Feiertag.
Wzmocnienia przed ligą
Do PKO BP Ekstraklasy wdarli się błyskawicznie. Równie szybko zaczęli się zbroić. Za 700 tysięcy euro przyszedł Tobias Christensen, do polskiej ligi wrócił Ben Lederman, po spadku Lechii wyłowili Matusa Vojtko, zasilił ich też Christopher Lungoyi z przeszłością w strukturach FC Porto i Juventusu, Antonio Milić z mistrza Polski oraz dwóch innych Chorwatów – Nikola Cavlina na wypożyczeniu oraz Duje Dujmović na stałe. Ostatnio ogłosili także Mateusza Wieteskę, który po czterech latach kończy podbój Europy i wraca do korzeni. Z góry wybaczcie za transferową wyliczankę. Spoglądając na te wzmocnienia, można by odnieść wrażenie, że obecność takiego klubu w lidze może tylko sprzyjać. W końcu mało który polski klub jest w stanie sobie pozwolić na takie transfery. A co dopiero beniaminek!











