Hiszpańska Primera Division wraca po przerwie na mecze reprezentacji. 4. kolejka zapowiada się niezwykle ciekawie. Getafe po pokonaniu Realu Madryt będzie próbowało urwać punkty innemu gigantowi, Barcelonie. Sam Real wyjedzie na Ramon Sanchez Pizjuan, aby zmierzyć się z Sevillą.
Malaga – Levante
Getafe w poszukiwaniu kolejnej niespodzianki (fot. elmundodeportivo.es)
Odkrycie zeszłego sezonu, drużyna Levante, wybierze się po przerwie na mecze reprezentacyjne do Andaluzji, aby zmierzyć się z Malagą, która powoli zapomina już o problemach doskwierających jej jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Podopieczni Manuela Pellegriniego nie zaznali jeszcze w tym sezonie goryczy porażki i zasiadają na czwartym miejscu w ligowej tabeli z siedmioma punktami na koncie. Nie najgorszy start miała również walencka ekipa. Na inaugurację sezonu zremisowała u siebie z z bardzo groźnym Atletico Madryt. Później przydarzyła się wpadka i porażka z Realem Valladolid, ale niespełna dwa tygodnie temu Levante podniosło się z kolan i wygrało 3:2 z Espanyolem, choć przegrywało do przerwy 0:2. Na La Rosaleda o komplet punktów będzie jednak niezwykle trudno, ale drużyna Juana Martineza będzie miała i tak nieco ułatwione zadanie z powodu kontuzji, które doskwierają Andaluzyjczykom. W sobotnim meczu na pewno nie wystąpią rzecz jasna Julio Baptista i Weligton, którzy od dłuższego czasu borykają się z urazami. Do nich dołączy jednak Jeremy Toulalan, którego absencja będzie chyba najbardziej bolesna. Do treningów z całą drużyną dopiero co powrócili ponadto Isco Alcorcon, Monreal i Sebastian Fernandez, jednak do końca nie wiadomo, w jakiej kondycji fizycznej jest ta trójka. Manuel Pellegrini może nie skorzystać także z usług Martina Demichelisa – to, czy były gracz Bayernu Monachium będzie mógł przeciwko Levante zagrać, okaże się zapewne w ostatniej chwili. Wzmocnieniem Andaluzyjczyków będzie transfer Javiera Savioli, który być może zagra od pierwszej minuty. Jeśli chodzi o gości z Walencji, to Juan Martinez nie będzie mógł w sobotnie popołudnie liczyć na kontuzjowanych Nikosa Karabelasa i Pedro Riosa, a także zawieszonego za czerwoną kartkę Vicente Iborrę. Do składu wróci jednak David Navarro, który karę zawieszenia odsiadywał w poprzedniej kolejce. Nowością w drużynie może być ponadto Obafemi Martins, który trafił do Levante z rosyjskiego Rubinu Kazań.
Valencia – Celta
Dziwny – takim słowem można podsumować początek sezonu w wykonaniu Valencii. „Nietoperze” nie grają źle, ale na swoim koncie mają tylko dwa oczka i zajmują siedemnaste miejsce w tabeli. Drużynie Mauricio Pellegrino trzeba jednak oddać, że zdążyła już rozegrać wyjazdowe mecze z Realem Madryt i Barceloną. Zarówno w starciu przeciwko mistrzowi, jak i wicemistrzowi Hiszpanii mogła pokusić się o zwycięstwo. Na Bernabeu wyszarpała punkt, ale kto wie, jakim wynikiem zakończyłby się ten mecz, gdyby nie odgwizdany spalony na Roberto Soldado. Na Camp Nou z kolei Valencia zagrała szczególnie dobrze w drugiej połowie, kiedy to Katalończycy mieli olbrzymie problemy ze stwarzaniem sobie okazji bramkowych. Gdyby „Los Ches” byli nieco agresywniejsi i skuteczniejsi, to wywieźliby ze stolicy Katalonii chociaż jeden punkt. W międzyczasie ekipa z Estadio Mestalla rozegrała jeszcze szalony mecz z Deportivo, zakończony remisem 3:3. O jeden punkt więcej od Valencii ma Celta Vigo, która w ostatniej kolejce zdołała pokonać u siebie 2:0 Osasunę. W sobotnim meczu faworytem będzie jednak bez zwątpienia zespół gospodarzy. Nikt na Mestalla nie wyobraża sobie czwartego meczu z rzędu bez zwycięstwa. Problemem dla „Nietoperzy” mogą być jednak absencje. Do kontuzjowanych od dłuższego czasu Canalesa i Banegi dołączył ostatnio Pablo Piatti, którego czeka kilkutygodniowy rozbrat z piłką. Jakby tego było mało, pod dużymi znakami zapytania stoją również występy Fernando Gago i Davida Albeldy. W siłę walenckiej drużyny wierzy jednak jej napastnik, Roberto Soldado, który kilka dni temu został bohaterem Hiszpanii, zdobywając zwycięskiego gola w eliminacyjnym meczu do mistrzostw świata przeciwko Gruzji. – – powiedział „Żołnierz”. Zwycięstwo nad ekipą z Vigo bez wątpienia dodałoby „Nietoperzom” pewności siebie, zwłaszcza że ta wystąpi na Mestalla w najsilniejszym możliwym ustawieniu. Fransisco Herrera ma bowiem do dyspozycji wszystkich swoich zawodników.
Mecz z Celtą na pewno nie będzie łatwy, ale musimy w końcu zagrać dobrze i zwyciężyć. Naszym celem jest udowodnienie siły tego zespołu
Getafe – Barcelona
Llorente ma szansę stanąć przed debiutem w tegorocznych rozgrywkach La Liga (fot. Skysports.com)
Wielkich emocji możemy spodziewać się na Coliseum Alfonso Perez, gdzie Getafe podejmie Barcelonę. Przypomnijmy, że podmadrycka drużyna jako jedna z nielicznych zdołała w poprzednim sezonie wyrwać Katalończykom komplet punktów. Podopieczni wówczas Pepa Guardioli niecały rok temu przegrali po bardzo słabym meczu 0:1. Czy niespodzianka może się powtórzyć? Niewykluczone, zwłaszcza że drużyna Luisa Garcii udowodniła już w tym sezonie, iż przed własną publicznością potrafi być groźna, pokonując 2:1 Real Madryt. Na korzyść Getafe przemawia również zakończona przerwa na mecze reprezentacji. Wspomniany Luis Garcia miał w trakcie jej trwania do swojej dyspozycji praktycznie wszystkich swoich zawodników i mógł w spokoju skupić się na przygotowaniu się do meczu z Katalończykami. Tito Vilanovę opuściła z kolei zdecydowana większość piłkarzy, którzy mają teraz za sobą wyczerpujące mecze w reprezentacjach narodowych. Jeśli dodamy do tego również fakt, iż „Blaugrana” – mimo kompletu punktów w trzech meczach – nie spisywała się tak dobrze jak choćby w minionym sezonie, to absolutnie nie możemy przekreślać szans Getafe. Barcelona uda się na ten mecz oczywiście bez Abidala, Muniesy i Cuenki, ale tym razem nie są to jedyne osłabienia. Vilanova nie będzie mógł w sobotni wieczór skorzystać z usług Iniesty, Alexisa Sancheza i Jordiego Alby. W związku z tym w kadrze znalazł się Gerard Deulofeu, któremu od dłuższego już czasu wróży się świetlaną przyszłość. Na liście powołanych znalazło się ponadto miejsce także dla Carlesa Puyola, który odzyskał już pełną sprawność. Jeśli chodzi o zespół gospodarzy, to gotowi do gry są wszyscy zawodnicy, a spekuluje się, że Luis Garcia zdecyduje się postawić na identyczną jedenastkę, która zdążyła już zszokować Real Madryt.
Sevilla – Real Madryt
„Królewskich” czeka w sobotni wieczór równie trudne zadanie, o ile nawet nie trudniejsze. Drużyna Jose Mourinho udaje się bowiem na Ramon Sanchez Pizjuan. Obecność w zespole właśnie Mourinho pozwala jednak patrzeć na ten mecz optymistycznie. Przed przybyciem Portugalczyka do Madrytu stadion w Sewilli był jednym z największych przekleństw „Los Blancos”, którzy za każdym razem niemiłosiernie się tam męczyli i bardzo często przegrywali. Mourinho odmienił to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – trzy spotkania na Ramon Sanchez Pizjuan i trzy zwycięstwa, w tym dwa razy po 6:2. Jak będzie tym razem? Powodów do niepokoju Mourinho nie ma żadnych. Ze zgrupowań reprezentacji wszyscy wrócili cali i zdrowi, a w dodatku chyba w poprawionych humorach. Cristiano Ronaldo, roześmiany, trenuje na pełnych obrotach i ma za sobą niezłe mecze w kadrze. Higuain nadal strzela jak na zawołanie, a do formy zdaje wracać się Mesut Oezil. Niepokoi jedynie brak skuteczności u Karima Benzemy, a to właśnie on ma zagrać w Sewilli od pierwszych minut. Niedostępny jest jedynie Fabio Coentrao, który ciągle jest zawieszony. Szansę debiutu w białych barwach ma otrzymać za to Michael Essien. Ghańczyk wystąpi rzekomo od pierwszej minuty u boku Xabiego Alonso w środku pomocy. O takiej sielance trener Michel Gonzalez może tylko pomarzyć. Jedna kontuzja skutecznie podminowała jego nastrój. Przeciwko „Królewskim” nie będzie mógł zagrać Jose Antonio Reyes, na którego mocno się w tym sezonie liczy. Na szczęście zdrowy jest Jesus Navas, w związku z czym chociaż jedno skrzydło będzie funkcjonowało, jak trzeba. Oprócz wspomnianego Reyesa do dyspozycji trenera nie będą również Baba i Diego Perotti. Do składu wróci za to Diego Lopez, który w ostatniej kolejce odsiadywał karę zawieszenia. Oprócz zmian personalnych Michel Gonzalez będzie musiał zmienić również coś w samej grze swojej drużyny. Andaluzyjczycy przed niespełna dwoma tygodniami zaledwie zremisowali 0:0 z Rayo Vallecano, tylko przez chwilę prezentując się z dobrej strony. Taka forma na Real Madryt na pewno nie wystarczy, nawet jeśli mamy na uwadze, iż mistrz nie przypomina jeszcze mistrza z poprzedniego sezonu. PS Jeśli ktoś ma zamiar oglądać starcie „Królewskich”, ostrzegamy przed lekką dezorientacją. Podopieczni Mourinho wybiegną na murawę w… zielonych strojach. To właśnie taki kolor charakteryzuje trzeci komplet strojów madrytczyków. Przed rokiem koszulki były krwistoczerwone.
W samo niedzielne południe zmierzą się ze sobą chyba dwa największe rozczarowania początku sezonu 2012/2013. Espanyol i Athletic to drużyny, które w poprzednich rozgrywkach spisywały się naprawdę dobrze i wykazywały olbrzymi potencjał. Obydwie posiadają świetnych trenerów, obydwie mają zawodników, którzy potrafią zrobić różnicę. Tymczasem Espanyol zajmuje po trzech kolejkach dziewiętnastą lokatę, Athletic zaś jest o cztery miejsca wyżej. Zerowy dorobek punktowy Katalończyków jest wielkim zaskoczeniem. Drużyna prowadzona przez Mauricio Pochettino była blisko kompletu punktów w ostatniej kolejce, ale pomimo wspomnianego prowadzenia 2:0 z Levante dała sobie wydrzeć zwycięstwo. Wcześniej w kiepskim stylu przegrywała z Mallorcą i Realem Saragossa. Niedzielny rywal z San Mames od dna zdołał odbić się przed przerwą na mecze reprezentacyjne. Podopieczni Marcelo Bielsy pokonali u siebie beniaminka z Valladolid 2:0 i opuścili strefę spadkową. Wcześniej w hokejowych wynikach przegrali 3:5 z Realem Betis i 0:4 z Atletico Madryt. Baskowie liczyli zapewne na kolejny udany sezon, ale wygląda na to, że swoje plany będą musieli poddać gruntownej weryfikacji. Dobrą wiadomością jest powrót do kadry Fernando Llorente. Chociaż czy na pewno dobrą i czy na pewno powrót? Bask nie odszedł z klubu, więc wypadałoby myśleć, że Bielsa powoła go na ten mecz. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że rosły napastnik nie czuje się już w Bilbao zbyt dobrze i tylko czeka na zakończenie sezonu i odejście do mocniejszego klubu, jak to uczynił Javi Martinez. Jeśli jednak Llorente zachowa profesjonalną postawę do samego końca, jego obecność w składzie w meczu z Espanyolem bez wątpienia będzie dobrym prognostykiem. Bielsa na pewno nie będzie mógł skorzystać z kolei z Andera Herrery, który boryka się z kontuzją. Otwiera to drzwi do gry w pierwszym składzie dla utalentowanego Inigo Ruiza, który zbierał pochlebne recenzje, wchodząc na boisko z ławki rezerwowych. Inną opcją jest również Inigo Perez. W drużynie Barcelony oprócz Diego Colotto, Sergio Garcii i Raula Baeny, którzy jeszcze w tym sezonie wystąpić nie mieli okazji, może zabraknąć Joana Verdu.
Atletico Madryt – Rayo Vallecano
Niedzielną serię gier zamknie pojedynek na Vicente Calderon, gdzie po raz kolejny piłkarski świat będzie chciał zadziwiać Radamel Falcao. Rywal ku temu być może nie najlepszy, ale kolumbijski snajper udowodnił już, że potrafi zdobywać gole przeciwko każdej drużynie. Rayo to typowy ligowy średniak z tendencją do stwarzania problemów bardziej utytułowanym zespołom, choć… Choć w tym sezonie trzeba go uznać, przynajmniej na razie, za ekipę z czołówki. Zespół Paco Jemeza z siedmioma punktami na koncie zasiada sobie wygodnie na trzecim miejscu w ligowej tabeli. Mimo wszystko to raczej zasługa bardziej komfortowego terminarza niż fantastycznej dyspozycji Rayo. Madrycki klub jak do tej pory wygrał 1:0 z Granadą, 2:1 z Betisem i bezbramkowo zremisował z Sevillą. O żadnym z tych meczów nie można powiedzieć, żeby rzucał na kolana, ale jeśli Rayo pokonałoby teraz Atletico Madryt, to na nowo trzeba będzie przyjrzeć się poczynaniom tej drużyny. Mimo wszystko wydaje się to dość mało prawdopodobne. Atletico, jeśli chce dołączyć do grona najlepszych drużyn w La Liga, musi wygrywać wszystko, co tylko się da, na własnym obiekcie. Jak na razie ma na swoim koncie remis z Levante i wygraną z Athletikiem Bilbao. Pojedynku trzeciej kolejki „Rojiblancos” nie rozgrywali, ponieważ jego termin kolidował z meczem o Superpuchar Europy. Większych problemów przed niedzielnym spotkaniem nie mają trenerzy obydwu zespołów. W szeregach Diego Simeone jest tylko jeden zawodnik, którego występ stoi pod znakiem zapytania. To Adrian, którego zastąpi prawdopodobnie Cristian Rodriguez. W drużynie gości zabraknie również tylko jednego piłkarza – Rubena Martineza. Hiszpański golkiper otrzymał czerwoną kartkę w ostatniej kolejce i mecz z Atletico obejrzy wysokości trybun.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Hiszpańska Primera Division wraca po przerwie na mecze reprezentacji. 4. kolejka zapowiada się niezwykle ciekawie. Getafe po pokonaniu Realu Madryt będzie próbowało urwać punkty innemu gigantowi, Barcelonie. Sam Real wyjedzie na Ramon Sanchez Pizjuan, aby zmierzyć się z Sevillą.
Malaga – Levante
Getafe w poszukiwaniu kolejnej niespodzianki (fot. elmundodeportivo.es)
Odkrycie zeszłego sezonu, drużyna Levante, wybierze się po przerwie na mecze reprezentacyjne do Andaluzji, aby zmierzyć się z Malagą, która powoli zapomina już o problemach doskwierających jej jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Podopieczni Manuela Pellegriniego nie zaznali jeszcze w tym sezonie goryczy porażki i zasiadają na czwartym miejscu w ligowej tabeli z siedmioma punktami na koncie. Nie najgorszy start miała również walencka ekipa. Na inaugurację sezonu zremisowała u siebie z z bardzo groźnym Atletico Madryt. Później przydarzyła się wpadka i porażka z Realem Valladolid, ale niespełna dwa tygodnie temu Levante podniosło się z kolan i wygrało 3:2 z Espanyolem, choć przegrywało do przerwy 0:2. Na La Rosaleda o komplet punktów będzie jednak niezwykle trudno, ale drużyna Juana Martineza będzie miała i tak nieco ułatwione zadanie z powodu kontuzji, które doskwierają Andaluzyjczykom. W sobotnim meczu na pewno nie wystąpią rzecz jasna Julio Baptista i Weligton, którzy od dłuższego czasu borykają się z urazami. Do nich dołączy jednak Jeremy Toulalan, którego absencja będzie chyba najbardziej bolesna. Do treningów z całą drużyną dopiero co powrócili ponadto Isco Alcorcon, Monreal i Sebastian Fernandez, jednak do końca nie wiadomo, w jakiej kondycji fizycznej jest ta trójka. Manuel Pellegrini może nie skorzystać także z usług Martina Demichelisa – to, czy były gracz Bayernu Monachium będzie mógł przeciwko Levante zagrać, okaże się zapewne w ostatniej chwili. Wzmocnieniem Andaluzyjczyków będzie transfer Javiera Savioli, który być może zagra od pierwszej minuty. Jeśli chodzi o gości z Walencji, to Juan Martinez nie będzie mógł w sobotnie popołudnie liczyć na kontuzjowanych Nikosa Karabelasa i Pedro Riosa, a także zawieszonego za czerwoną kartkę Vicente Iborrę. Do składu wróci jednak David Navarro, który karę zawieszenia odsiadywał w poprzedniej kolejce. Nowością w drużynie może być ponadto Obafemi Martins, który trafił do Levante z rosyjskiego Rubinu Kazań.
Valencia – Celta
Dziwny – takim słowem można podsumować początek sezonu w wykonaniu Valencii. „Nietoperze” nie grają źle, ale na swoim koncie mają tylko dwa oczka i zajmują siedemnaste miejsce w tabeli. Drużynie Mauricio Pellegrino trzeba jednak oddać, że zdążyła już rozegrać wyjazdowe mecze z Realem Madryt i Barceloną. Zarówno w starciu przeciwko mistrzowi, jak i wicemistrzowi Hiszpanii mogła pokusić się o zwycięstwo. Na Bernabeu wyszarpała punkt, ale kto wie, jakim wynikiem zakończyłby się ten mecz, gdyby nie odgwizdany spalony na Roberto Soldado. Na Camp Nou z kolei Valencia zagrała szczególnie dobrze w drugiej połowie, kiedy to Katalończycy mieli olbrzymie problemy ze stwarzaniem sobie okazji bramkowych. Gdyby „Los Ches” byli nieco agresywniejsi i skuteczniejsi, to wywieźliby ze stolicy Katalonii chociaż jeden punkt. W międzyczasie ekipa z Estadio Mestalla rozegrała jeszcze szalony mecz z Deportivo, zakończony remisem 3:3. O jeden punkt więcej od Valencii ma Celta Vigo, która w ostatniej kolejce zdołała pokonać u siebie 2:0 Osasunę. W sobotnim meczu faworytem będzie jednak bez zwątpienia zespół gospodarzy. Nikt na Mestalla nie wyobraża sobie czwartego meczu z rzędu bez zwycięstwa. Problemem dla „Nietoperzy” mogą być jednak absencje. Do kontuzjowanych od dłuższego czasu Canalesa i Banegi dołączył ostatnio Pablo Piatti, którego czeka kilkutygodniowy rozbrat z piłką. Jakby tego było mało, pod dużymi znakami zapytania stoją również występy Fernando Gago i Davida Albeldy. W siłę walenckiej drużyny wierzy jednak jej napastnik, Roberto Soldado, który kilka dni temu został bohaterem Hiszpanii, zdobywając zwycięskiego gola w eliminacyjnym meczu do mistrzostw świata przeciwko Gruzji. – – powiedział „Żołnierz”. Zwycięstwo nad ekipą z Vigo bez wątpienia dodałoby „Nietoperzom” pewności siebie, zwłaszcza że ta wystąpi na Mestalla w najsilniejszym możliwym ustawieniu. Fransisco Herrera ma bowiem do dyspozycji wszystkich swoich zawodników.
Mecz z Celtą na pewno nie będzie łatwy, ale musimy w końcu zagrać dobrze i zwyciężyć. Naszym celem jest udowodnienie siły tego zespołu
Getafe – Barcelona
Llorente ma szansę stanąć przed debiutem w tegorocznych rozgrywkach La Liga (fot. Skysports.com)
Wielkich emocji możemy spodziewać się na Coliseum Alfonso Perez, gdzie Getafe podejmie Barcelonę. Przypomnijmy, że podmadrycka drużyna jako jedna z nielicznych zdołała w poprzednim sezonie wyrwać Katalończykom komplet punktów. Podopieczni wówczas Pepa Guardioli niecały rok temu przegrali po bardzo słabym meczu 0:1. Czy niespodzianka może się powtórzyć? Niewykluczone, zwłaszcza że drużyna Luisa Garcii udowodniła już w tym sezonie, iż przed własną publicznością potrafi być groźna, pokonując 2:1 Real Madryt. Na korzyść Getafe przemawia również zakończona przerwa na mecze reprezentacji. Wspomniany Luis Garcia miał w trakcie jej trwania do swojej dyspozycji praktycznie wszystkich swoich zawodników i mógł w spokoju skupić się na przygotowaniu się do meczu z Katalończykami. Tito Vilanovę opuściła z kolei zdecydowana większość piłkarzy, którzy mają teraz za sobą wyczerpujące mecze w reprezentacjach narodowych. Jeśli dodamy do tego również fakt, iż „Blaugrana” – mimo kompletu punktów w trzech meczach – nie spisywała się tak dobrze jak choćby w minionym sezonie, to absolutnie nie możemy przekreślać szans Getafe. Barcelona uda się na ten mecz oczywiście bez Abidala, Muniesy i Cuenki, ale tym razem nie są to jedyne osłabienia. Vilanova nie będzie mógł w sobotni wieczór skorzystać z usług Iniesty, Alexisa Sancheza i Jordiego Alby. W związku z tym w kadrze znalazł się Gerard Deulofeu, któremu od dłuższego już czasu wróży się świetlaną przyszłość. Na liście powołanych znalazło się ponadto miejsce także dla Carlesa Puyola, który odzyskał już pełną sprawność. Jeśli chodzi o zespół gospodarzy, to gotowi do gry są wszyscy zawodnicy, a spekuluje się, że Luis Garcia zdecyduje się postawić na identyczną jedenastkę, która zdążyła już zszokować Real Madryt.
Sevilla – Real Madryt
„Królewskich” czeka w sobotni wieczór równie trudne zadanie, o ile nawet nie trudniejsze. Drużyna Jose Mourinho udaje się bowiem na Ramon Sanchez Pizjuan. Obecność w zespole właśnie Mourinho pozwala jednak patrzeć na ten mecz optymistycznie. Przed przybyciem Portugalczyka do Madrytu stadion w Sewilli był jednym z największych przekleństw „Los Blancos”, którzy za każdym razem niemiłosiernie się tam męczyli i bardzo często przegrywali. Mourinho odmienił to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – trzy spotkania na Ramon Sanchez Pizjuan i trzy zwycięstwa, w tym dwa razy po 6:2. Jak będzie tym razem? Powodów do niepokoju Mourinho nie ma żadnych. Ze zgrupowań reprezentacji wszyscy wrócili cali i zdrowi, a w dodatku chyba w poprawionych humorach. Cristiano Ronaldo, roześmiany, trenuje na pełnych obrotach i ma za sobą niezłe mecze w kadrze. Higuain nadal strzela jak na zawołanie, a do formy zdaje wracać się Mesut Oezil. Niepokoi jedynie brak skuteczności u Karima Benzemy, a to właśnie on ma zagrać w Sewilli od pierwszych minut. Niedostępny jest jedynie Fabio Coentrao, który ciągle jest zawieszony. Szansę debiutu w białych barwach ma otrzymać za to Michael Essien. Ghańczyk wystąpi rzekomo od pierwszej minuty u boku Xabiego Alonso w środku pomocy. O takiej sielance trener Michel Gonzalez może tylko pomarzyć. Jedna kontuzja skutecznie podminowała jego nastrój. Przeciwko „Królewskim” nie będzie mógł zagrać Jose Antonio Reyes, na którego mocno się w tym sezonie liczy. Na szczęście zdrowy jest Jesus Navas, w związku z czym chociaż jedno skrzydło będzie funkcjonowało, jak trzeba. Oprócz wspomnianego Reyesa do dyspozycji trenera nie będą również Baba i Diego Perotti. Do składu wróci za to Diego Lopez, który w ostatniej kolejce odsiadywał karę zawieszenia. Oprócz zmian personalnych Michel Gonzalez będzie musiał zmienić również coś w samej grze swojej drużyny. Andaluzyjczycy przed niespełna dwoma tygodniami zaledwie zremisowali 0:0 z Rayo Vallecano, tylko przez chwilę prezentując się z dobrej strony. Taka forma na Real Madryt na pewno nie wystarczy, nawet jeśli mamy na uwadze, iż mistrz nie przypomina jeszcze mistrza z poprzedniego sezonu. PS Jeśli ktoś ma zamiar oglądać starcie „Królewskich”, ostrzegamy przed lekką dezorientacją. Podopieczni Mourinho wybiegną na murawę w… zielonych strojach. To właśnie taki kolor charakteryzuje trzeci komplet strojów madrytczyków. Przed rokiem koszulki były krwistoczerwone.
W samo niedzielne południe zmierzą się ze sobą chyba dwa największe rozczarowania początku sezonu 2012/2013. Espanyol i Athletic to drużyny, które w poprzednich rozgrywkach spisywały się naprawdę dobrze i wykazywały olbrzymi potencjał. Obydwie posiadają świetnych trenerów, obydwie mają zawodników, którzy potrafią zrobić różnicę. Tymczasem Espanyol zajmuje po trzech kolejkach dziewiętnastą lokatę, Athletic zaś jest o cztery miejsca wyżej. Zerowy dorobek punktowy Katalończyków jest wielkim zaskoczeniem. Drużyna prowadzona przez Mauricio Pochettino była blisko kompletu punktów w ostatniej kolejce, ale pomimo wspomnianego prowadzenia 2:0 z Levante dała sobie wydrzeć zwycięstwo. Wcześniej w kiepskim stylu przegrywała z Mallorcą i Realem Saragossa. Niedzielny rywal z San Mames od dna zdołał odbić się przed przerwą na mecze reprezentacyjne. Podopieczni Marcelo Bielsy pokonali u siebie beniaminka z Valladolid 2:0 i opuścili strefę spadkową. Wcześniej w hokejowych wynikach przegrali 3:5 z Realem Betis i 0:4 z Atletico Madryt. Baskowie liczyli zapewne na kolejny udany sezon, ale wygląda na to, że swoje plany będą musieli poddać gruntownej weryfikacji. Dobrą wiadomością jest powrót do kadry Fernando Llorente. Chociaż czy na pewno dobrą i czy na pewno powrót? Bask nie odszedł z klubu, więc wypadałoby myśleć, że Bielsa powoła go na ten mecz. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że rosły napastnik nie czuje się już w Bilbao zbyt dobrze i tylko czeka na zakończenie sezonu i odejście do mocniejszego klubu, jak to uczynił Javi Martinez. Jeśli jednak Llorente zachowa profesjonalną postawę do samego końca, jego obecność w składzie w meczu z Espanyolem bez wątpienia będzie dobrym prognostykiem. Bielsa na pewno nie będzie mógł skorzystać z kolei z Andera Herrery, który boryka się z kontuzją. Otwiera to drzwi do gry w pierwszym składzie dla utalentowanego Inigo Ruiza, który zbierał pochlebne recenzje, wchodząc na boisko z ławki rezerwowych. Inną opcją jest również Inigo Perez. W drużynie Barcelony oprócz Diego Colotto, Sergio Garcii i Raula Baeny, którzy jeszcze w tym sezonie wystąpić nie mieli okazji, może zabraknąć Joana Verdu.
Atletico Madryt – Rayo Vallecano
Niedzielną serię gier zamknie pojedynek na Vicente Calderon, gdzie po raz kolejny piłkarski świat będzie chciał zadziwiać Radamel Falcao. Rywal ku temu być może nie najlepszy, ale kolumbijski snajper udowodnił już, że potrafi zdobywać gole przeciwko każdej drużynie. Rayo to typowy ligowy średniak z tendencją do stwarzania problemów bardziej utytułowanym zespołom, choć… Choć w tym sezonie trzeba go uznać, przynajmniej na razie, za ekipę z czołówki. Zespół Paco Jemeza z siedmioma punktami na koncie zasiada sobie wygodnie na trzecim miejscu w ligowej tabeli. Mimo wszystko to raczej zasługa bardziej komfortowego terminarza niż fantastycznej dyspozycji Rayo. Madrycki klub jak do tej pory wygrał 1:0 z Granadą, 2:1 z Betisem i bezbramkowo zremisował z Sevillą. O żadnym z tych meczów nie można powiedzieć, żeby rzucał na kolana, ale jeśli Rayo pokonałoby teraz Atletico Madryt, to na nowo trzeba będzie przyjrzeć się poczynaniom tej drużyny. Mimo wszystko wydaje się to dość mało prawdopodobne. Atletico, jeśli chce dołączyć do grona najlepszych drużyn w La Liga, musi wygrywać wszystko, co tylko się da, na własnym obiekcie. Jak na razie ma na swoim koncie remis z Levante i wygraną z Athletikiem Bilbao. Pojedynku trzeciej kolejki „Rojiblancos” nie rozgrywali, ponieważ jego termin kolidował z meczem o Superpuchar Europy. Większych problemów przed niedzielnym spotkaniem nie mają trenerzy obydwu zespołów. W szeregach Diego Simeone jest tylko jeden zawodnik, którego występ stoi pod znakiem zapytania. To Adrian, którego zastąpi prawdopodobnie Cristian Rodriguez. W drużynie gości zabraknie również tylko jednego piłkarza – Rubena Martineza. Hiszpański golkiper otrzymał czerwoną kartkę w ostatniej kolejce i mecz z Atletico obejrzy wysokości trybun.