Kontuzja Wasilewskiego jest straszna, niepodważalnie. Straszna nie tylko dla „Wasyla” jako piłkarza, ale przede wszystkim jako człowieka, który najbliższe miesiące spędzi o kulach. To jednak nie powód, by krzyżować 20-letniego Axela Witsela, jak czynią to teraz polskie media.
Zanim posypią się na mnie gromy za powyższe sentencje radzę zastanowić się, za co w ogóle cenimy Marcina Wasilewskiego. Jest to jeden z najbardziej walecznych piłkarzy w europejskiej piłce, ktoś pokroju chociażby przereklamowanego według mnie Gennaro Gattuso (to jednak on na świecie uchodzi za uosobienie waleczności).
Oprócz tego o reprezentancie Polski można powiedzieć, że, w odróżnieniu od innych Polaków za granicą, faktycznie wzmocnił swój klub i utrzymuje tam równą, wysoką formę, pozwalającą mu wyróżnić się na tle kolegów z drużyny.
Jednak największym problemem byłego zawodnika Lecha Poznań jest to, co równocześnie czyni go tym unikalnym – on nigdy nie cofa nogi. I paradoksalnie w ostatni weekend spotkało go to, co sam powinien wymierzyć już dawno – poważna kontuzja.
To zrozumiałe, że w każdej podobnej sytuacji obwinia się tego, który „wymierzył sprawiedliwość”. Warto jednak zauważyć, że młody Witsel zachował się dokładnie tak, jak „Wasyl” – nogi nie cofnął, kontakt był więc nieunikniony i stała się tragedia. I to w pełnym tego słowa znaczeniu, bo oglądając cały ten incydent kilkakrotnie człowiek nabiera obrzydzenia do tego, jak jego własne ciało może być deformowane.
To dzieciak
Ale w tym felietonie nie chcę rozpamiętywać, jak do tego wszystkiego doszło. Denerwuje mnie coś zupełnie innego. Mianowicie cała polska medialna nagonka na zwykłego 20-latka, który choć uznawany jest w Belgii za dość spory talent, to jest póki co nieopierzonym młokosem, nawet mimo tych swoich występów w tamtejszej reprezentacji.
W całym polowaniu przoduje Włodzimierz Lubański, razem ze „swoim” Lokeren: – (…) okazało się, że ludzie wydający decyzję w sprawie Witsela patrzyli przez pryzmat Standardu Liege i samego zawodnika, uznawanego w Belgii za wielki talent. To ważny gracz dla belgijskiego futbolu, dlatego potraktowano go łagodnie. Kara jest za niska. W futbolu nie powinno być miejsca dla takich zawodników – powiedział „Gazecie”.
Przypomnę tylko, że mamy obecnie początek września, a Witsel został zawieszony (we wszystkich rozgrywkach!) do 23 listopada. Oprócz tego dopadnie go oczywiście groszowa kara pieniężna, mająca tutaj znaczenie drugorzędne. Ale najważniejsze jest to, że w porównaniu z podobnymi przypadkami, chociażby tego słynnego Eduardo, kara jest to naprawdę wysoka. I nie twierdzę przy tym, że niesprawiedliwa, w końcu to on jest winowajcą.
Nie znoszę tylko ludzi pokroju Lubańskiego, którzy w każdej podobnej sytuacji wypatrują chęć eksterminacji narodu polskiego przez zagranicznego oprawcę. Jak widać, myślenie „a la PRL” wciąż jest w naszym kraju obecne.
A to piłka
Na poparcie moich słów nie mam zamiaru przytaczać jakichkolwiek wypowiedzi Witsela czy też opisywać jego zachowania w szatni, bowiem jego własna osoba w tej sprawie znaczenie ma tak naprawdę drugorzędne. Warto zwrócić z kolei uwagę na wypowiedź pewnego belgijskiego dziennikarza: – e – mówi.










