Przed obecnym sezonem mówiło się o Chelsea w kontekście walki o mistrzostwo Anglii. Potężne wzmocnienia, na które wydano ogromne pieniądze, oraz dobra gra w zeszłych rozgrywkach zwiastowały walkę „The Blues” o najwyższe cele. Dziś jednak w tym zespole na próżno szukać nadziei na triumf w Premier League, a na dodatek z zespołu zwolniony został Frank Lampard. Menedżer, któremu wróżono świetlaną przyszłość.
O tym, że cierpliwość Romana Abramowicza w przypadku słabych wyników kończy się szybko, wiadomo nie od dzisiaj. Inaczej nie było i w tym przypadku, nawet jeżeli miał on zwolnić prawdziwą legendę klubu ze Stamford Bridge. Już od jakiegoś czasu wiadome było, że Frankowi w Chelsea idzie co najmniej nie po myśli. Kiepska gra z topowymi drużynami i słaba dyspozycja niektórych piłkarzy kupionych w letnim okienku transferowym nie zapowiadały nic dobrego. Dzisiaj piłkarski świat obiegła informacja o zwolnieniu „Lampsa” ze stanowiska szkoleniowca pierwszego zespołu Chelsea.
Od dłuższego czasu było coś nie tak
O ile można było chwalić dobrze zorganizowaną defensywę Chelsea jeszcze dwa miesiące temu, o tyle w ostatnich meczach grała ona poniżej przeciętnej. Podobnie jak reszta zespołu. Przy Fulham Road brakowało zwyczajnie pomysłu na grę. Może wydawać się, że sam menedżer w pewnym momencie pogubił się w swoich założeniach.
Nie grało ze sobą wszystko. Od nowych twarzy w formacji ofensywnej po samego trenera. Wydając tak ogromne pieniądze na transfery, jak zrobili to „The Blues” podczas ubiegłego lata, oczekuje się natychmiastowych wyników. Tych niestety dla kibiców z niebieskiej części Londynu zabrakło. Obecnie Chelsea zajmuje 8. miejsce w Premier League z kompletem 19 spotkań. W przypadku wygranej Manchesteru City w zaległym meczu „The Blues” będą mieli 12 punktów straty do lidera angielskiej ekstraklasy.











