Już w najbliższą sobotę przekonamy się, który z kapitanów podniesie na stadionie Wembley puchar Ligi Mistrzów. Czy będzie to Carles Puyol czy Nemanja Vidić? Na łamach iGola chcemy zaprezentować własną prognozę tego hiszpańsko-angielskiego starcia.
Barcelonie niestraszna była chmura wulkanicznego pyłu wydobywającego się z jednego z islandzkich wulkanów i w najmocniejszym składzie stawiła się na murawie stadionu Wembley. Manchester United nie miał tak długiej podróży, musiał bowiem przebyć kilkaset kilometrów, jakie dzielą Manchester od Londynu. W 1588 roku w bitwie u wybrzeży kanału La Manche Anglicy pokonali słynną hiszpańską „Wielką Armadę”, która przez kilkanaście lat dzieliła i rządziła na oceanach świata. Podobna chwała opiewa również teraźniejszą FC Barcelona, która przez wielu specjalistów jest uważana za faworyta tego spotkania. Jednak przeciwko sobie będą mieli „Czerwone Diabły”, które zawsze grają do końca i których nigdy nie należy lekceważyć.
Już od pierwszego gwizdka sędziego Barcelona chciała w typowy dla siebie sposób przejąć całkowicie inicjatywę i grać swoją piłkę. W 6. minucie Daniel Alves świetnie wypatrzył Leo Messiego w polu karnym, Argentyńczyk przyjął piłkę, jednak tę wślizgiem w ostatnim momencie wybił na aut Patrice Evra. „Duma Katalonii” nie zamierzała zwalniać tempa, całkowicie spychając podopiecznych sir Aleksa Fergusona na ich połowę. Znowu głównym motorem akcji ofensywnych był Daniel Alves, który raz po raz próbował zagrywać w pole karne w kierunku czy to Leo Messiego, czy Davida Villi. Większość z tych dośrodkowań padała jednak łupem Vidicia i Ferdinanda lub lądowała w rękawicach Edwina Van der Sara. Ozdobą spotkania stały się pojedynki Patrice’a Evry z Leo Messim, Francuz zapewne otrzymał polecenie od szkockiego menadżera, by ani na krok nie opuszczał filigranowego Argentyńczyka, który nie potrafił znaleźć sposobu na oszukanie i zgubienie doświadczonego defensora. Gdy prawa strona cały czas zawodziła, za rozgrywanie piłki wzięli się Xavi z Iniestą, którzy z typowym dla siebie spokojem prostopadłymi podaniami próbowali zagrać do Villi i Pedro.
Sztuka ta udała się dopiero w 16. minucie spotkania, Xavi wypatrzył w polu karnym Pedro, który sprintem wyprzedził Ferdinanda i stanął oko w oko z Edwinem Van der Sarem. Holender popisał się świetną interwencją, parując w bok uderzenie Hiszpana, ale do bezpańskiej piłki doskoczył Villa i wpakował ją do siatki. Moment nieuwagi ze strony defensorów Manchesteru United zaowocował bramką dla Barcelony. Utracony gol pozytywnie wpłynął na „Czerwone Diabły”, które zamierzały dość szybko odgryźć się Katalończykom.
W 22. minucie Ryan Giggs wykorzystał zbyt duże zaangażowanie się Daniela Alvesa w akcje ofensywne i pomknął lewą stroną boiska, dośrodkowując w pole karne. Tam najwyżej wyskoczył Wayne Rooney, ale jego strzał głową przeniósł nad poprzeczką Victor Valdes. Trzy minuty później podobną akcję tylko po drugiej stronie boiska stworzył Nani, Portugalczyk minął Erica Abidala i zagrał w pole karne, tym razem najwyżej wyskoczył Gerard Pique i wybił piłkę na rzut rożny. Do narożnika podszedł Nani i dośrodkował w pole karne, nieomylny jak na razie Victor Valdes popełnił fatalny błąd i źle obliczył lot piłki, mijając się z nią, ta trafiła wprost na głowę Vidicia, który nie miał problemu z wbiciem jej do bramki.
Podrażniona utratą gola „Duma Katalonii” znowu przejęła inicjatywę w tym spotkaniu, starając się jak najszybciej znowu objąć prowadzenie. Świetną okazję miał w 30. minucie Leo Messi, Argentyńczyk uciekł Evrze i po indywidualnej akcji, w której minął i Ferdinanda, i Vidicia, huknął z jedenastu metrów na bramkę, ale holenderski golkiper wyciągnął się jak struna i sprawował uderzenie na rzut rożny. Z minuty na minutę impet Barcelony spadał, a gra przeniosła się na środek pola, obie drużyny wyraźnie oszczędzały energię na drugą połowę. Do przerwy na Wembley był remis 1:1.
Po zmianie stron widać było, że obaj trenerzy wyciągnęli wnioski z pierwszej połowy. FC Barcelona cały czas była w posiadaniu piłki, jednak jej ataki były bardziej przemyślane i zachowawcze, a Daniel Alves skupił się na grze obronnej, co jakiś czas zapuszczając się pod pole karne „Czerwonych Diabłów”. Manchester United za to znacznie zwiększył pressing, próbując już na wysokości środka boiska odebrać piłkę Katalończykom, rozbijając ich ataki w zalążku.
Taktyka ta przynosiła oczekiwany skutek, w 50. minucie meczu Michael Carrick wyłuskał bowiem piłkę od Xaviego i zagrał ją do Wayne’a Rooneya. Anglik bez problemu minął Sergio Busquetsa i wypatrzył wbiegającego w wolne pole Naniego, do którego podał. Eric Abidal nie zdążył zrobić kroku w przód i złapać go w pułapkę ofsajdową. Portugalczyk stanął oko w oko z Valdesem, oddał płaski strzał w długi róg, jednak piłka minimalnie minęła słupek, a 24-latek skrył twarz w swoich dłoniach. Jak mówi stare piłkarskie przysłowie, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tym razem nie było inaczej.
W 62. minucie Xavi otrzymał podanie od Iniesty i zdecydował się na indywidualną akcję. Hiszpan minął Carricka i coraz bardziej zbliżał się do pola karnego gospodarzy, lider „Blaugrany” dojrzał, że Leo Messi wbiega w pole karne i od razu do niego zagrał. Filigranowy pomocnik ten jeden raz umknął Evrze i stanął oko w oko z Van der Sarem, jednak gdy przymierzał się do strzału, Francuz dogonił go i wślizgiem zaatakował jego nogi. Arbiter bez wahania wskazał na jedenasty metr, karcąc byłego zawodnika AS Monaco żółtą kartką. Długo trwały w obozie Barcelony negocjacje między Xavim, Messim a Villą, kto ma wykonać rzut karny. Ostatecznie do piłki podszedł ten pierwszy i mocnym strzałem w lewe okienko pokonał holenderskiego bramkarza.
Widząc to, co się dzieje na boisku, sir Aleks Ferguson od razu zdecydował się na podwójną zmianę, stawiając wszystko na jedną kartę. Z boiska zeszli niewidoczny Park Ji Sung oraz Darren Fletcher, a na placu gry pojawili się Javier Hernandez oraz Dimitar Berbatov, którzy mieli odmienić losy tego spotkania. Bułgarski snajper swoją okazję miał już trzy minuty po tym, jak wszedł na boisko, kiedy po otrzymaniu piłki od Ryana Giggsa zdecydował się na strzał, ale jego kąśliwe uderzenie zdołał wybronić Valdes. „Duma Katalonii” postanowiła pójść za ciosem i dobić rywala, strzelając mu trzecią bramkę. Znakomitą sytuację w 75. minucie miał Pedro, który przedarł się w pole karne „Czerwonych Diabłów”, jednak umiejętnie spychany przez Vidicia, uderzył bardzo niecelnie. Josep Guardiola zauważył, że młody Hiszpan ma wyraźne problemy z minięciem defensorów angielskiego zespołu i zdecydował się wpuścić na boisko Ibrahima Afellaya. Do końca spotkania pozostało tylko dziesięć minut, plus dwie, trzy minuty które doliczy arbiter, a Manchester wciąż nie potrafił znaleźć sposobu na dobrze dysponowanych w tym dniu Pique i Puyola.
W 82. minucie Nani podał do Javiera Hernandeza, który zdecydował się na indywidualną akcję, efektowny rajd Meksykanina przerwał wślizgiem tuż przed polem karnym Sergio Busquets. Do rzutu wolnego, który mógł zmienić losy tego spotkania, podszedł Wayne Rooney. Anglik spojrzał na bramkę, potem na mur, wziął głęboki oddech i strzelił. Piłka zakręciła nad murem i trafiła wprost w okienko. Victor Valdes bezradnie opuścił dłonie i wyjął piłkę z siatki. Na boisku coraz bardziej było widać zmęczenie piłkarzy obu drużyn, tym pełnym emocji i walki spotkaniu. „Blaugrana” miała jeszcze siły na ostatni zryw, Iniesta dostał piłkę w środku pola od Gerarda Pique i powoli zbliżał się pod pole karne „Czerwonych Diabłów”. Hiszpan zagrał do Ibrahima Afellaya, który będąc w pełni sił, bez trudu minął zmęczonego Rio Ferdinanda i wbiegł w pole karne. Holender minął Van der Sara i skierował piłkę w stronę bramki, jednak tę tuż przed linią zdążył wybić Nemanja Vidić, który cały czas podążał za akcją. Serb swoim wślizgiem naprawił błąd kolegi i uchronił swój zespół przed stratą bramki. Manchester United nie zamierzał atakować i chciał spokojnie wyczekać końcowego gwizdka, by oszczędzić jak najwięcej sił na dogrywkę.
Sir Aleks Ferguson tuż przed gwizdkiem rozpoczynającym dogrywkę zdecydował się wpuścić Luisa Antonio Valencię w miejsce mocno zmęczonego już Ryana Giggsa. Pep Guardiola również skorzystał z możliwości zmiany i zastąpił ogrywanego dzisiaj niemiłosiernie Sergio Busquetsa, za którego na placu gry pojawił się Seydou Keita.
Pierwsza część dodatkowych 15 minut przebiegła bardzo spokojnie, obie drużyny grały bardzo zachowawczo, a gra toczyła się najczęściej w środku pola. Mecz ponownie się ożywił w drugiej części dogrywki, gdy akcje przenosiły się z jednego pola karnego na drugie. Pep Guadriola postanowił zaryzykować i znowu polecił, aby Daniel Alves coraz częściej włączał się w akcje ofensywne. Jednak i to nie pomogło, Manchester United grał bardzo uważnie i pewnie w obronie. Patrice Evra skutecznie zniechęcał do gry Leo Messiego, Vidić nie pozwalał na zbyt dużo Davidowi Villi, a młodziutki Afellay nie umiał przejść Johna O’Shea, który każdą piłkę kierowaną do Holendra, bez trudu przejmował. Zdawało się, że angielski klub czeka na rzuty karne, jednak nic bardziej mylnego, ciężar rozgrywania akcji wziął na siebie Wayne Rooney. Anglik odebrał piłkę Andreasowi Inieście i pognał na bramkę rywala, spojrzał w pole karne, jednak tam Carles Puyol oraz Gerard Pique ani na krok nie opuszczali Hernadeza i Berbatova, więc 25-latek zdecydował się na strzał zza pola karnego. Piłka nabrała niesamowitej rotacji, Victor Valdes, tylko obserwował jej lot, na jego szczęście piłka odbiła się od spojenia i poleciała w trybuny. Angielski napastnik pokręcił tylko głową, nie wierząc, że futbolówka nie znalazła się w siatce. Trzy minuty później sędzia zagwizdał po raz ostatnim i o tym, kto zdobędzie puchar Ligi Mistrzów, zdecydują rzuty karne. Sir Aleks Ferguson już dawno miał przygotowaną karteczkę z pięcioma piłkarzami, którzy wykonają rzuty karne, jednak Guardiola, wciąż miał problem, ale wkrótce wyznaczył swoją piątkę.
Pierwszy do rzutu karnego podszedł Davida Villa, spojrzał na bramkę i zdecydował się na uderzenie w prawy róg, pokonując Holendra, który rzucił się w przeciwną stronę. Teraz była kolej na Valencię, Hiszpan stanął w lekkim rozkroku, spojrzał na futbolówkę i huknął w lewe okienko, nie dając najmniejszych szans Valdesowi na interwencję.
Kolejnym, który miał uderzać na bramkę, był Seydou Keita, on również zmylił Van der Sara, posyłając piłkę w lewy róg tuż przy słupku. Drugim wykonawcą rzutu karnego dla „Czerwonych Diabłów” był Hernandez, Meksykanin, wziął głębszy oddech i strzelił w sam środek bramki. Valdes wyczuł jego intencję, ale piłka przeszła pod brzuchem hiszpańskiego golkipera i zatrzepotała w siatce.
Tym razem do piłki podszedł Andreas Iniesta, który technicznym strzałem chciał pokonać Holendra, jednak ten rzucił się w dobry róg i sparował uderzenie. Kolejnym wykonawcą „jedenastki” był Nani, który strzałem tuż przy słupku wyprowadził „Czerwone Diabły” na prowadzenie.
Teraz oczy kibiców Barcelony skierowały się na Leo Messiego. Argentyńczyk nie spojrzał ani na bramkę, ani w stronę Edwina Van der Sara i strzelił w lewe okienko, doprowadzając do wyrównania. Przedostatnim na liście sir Aleksa Fergusona był Dimitar Berbatov, Bułgar jednak zbyt nonszalancko podszedł do swojego zadania i oddał słaby strzał, z którym bez problemu poradził sobie Victor Valdes, broniąc uderzenie nogami.
Znowu był remis, a o tym, kto zwycięży, mieli zdecydować liderzy: Wayne Rooney oraz Xavi Hernandez. Teraz była kolej tego drugiego, Hiszpan postanowił siłowo rozstrzygnąć ostatni rzut karny, ale jego strzał odbił się od słupka i wyszedł w pole. Kapitan „Blaugrany” skrył swoją twarz w dłoniach, chociaż było widać, że lecą mu łzy.
Oczy prawie 90 tysięcy kibiców były utkwione w Waynie Rooneyu. 25-latek ustawił sobie piłkę na jedenastym metrze, stanął w rozkroku i wziął głębszy oddech, łagodnie wypuścił powietrze z ust i strzelił na bramkę. Victor Valdes rzucił się w przeciwną stronę i piłka zatrzepotała w siatce.
„Czerwone Diabły” podobnie jak na finale w Łużnikach zachowały zimną krew i wygrały w rzutach karnych z FC Barcelona 4:3. Sięgnęły tym samym po swój czwarty puchar Ligi Mistrzów.
Już w najbliższą sobotę przekonamy się, który z kapitanów podniesie na stadionie Wembley puchar Ligi Mistrzów. Czy będzie to Carles Puyol czy Nemanja Vidić? Na łamach iGola chcemy zaprezentować własną prognozę tego hiszpańsko-angielskiego starcia.
Barcelonie niestraszna była chmura wulkanicznego pyłu wydobywającego się z jednego z islandzkich wulkanów i w najmocniejszym składzie stawiła się na murawie stadionu Wembley. Manchester United nie miał tak długiej podróży, musiał bowiem przebyć kilkaset kilometrów, jakie dzielą Manchester od Londynu. W 1588 roku w bitwie u wybrzeży kanału La Manche Anglicy pokonali słynną hiszpańską „Wielką Armadę”, która przez kilkanaście lat dzieliła i rządziła na oceanach świata. Podobna chwała opiewa również teraźniejszą FC Barcelona, która przez wielu specjalistów jest uważana za faworyta tego spotkania. Jednak przeciwko sobie będą mieli „Czerwone Diabły”, które zawsze grają do końca i których nigdy nie należy lekceważyć.
Już od pierwszego gwizdka sędziego Barcelona chciała w typowy dla siebie sposób przejąć całkowicie inicjatywę i grać swoją piłkę. W 6. minucie Daniel Alves świetnie wypatrzył Leo Messiego w polu karnym, Argentyńczyk przyjął piłkę, jednak tę wślizgiem w ostatnim momencie wybił na aut Patrice Evra. „Duma Katalonii” nie zamierzała zwalniać tempa, całkowicie spychając podopiecznych sir Aleksa Fergusona na ich połowę. Znowu głównym motorem akcji ofensywnych był Daniel Alves, który raz po raz próbował zagrywać w pole karne w kierunku czy to Leo Messiego, czy Davida Villi. Większość z tych dośrodkowań padała jednak łupem Vidicia i Ferdinanda lub lądowała w rękawicach Edwina Van der Sara. Ozdobą spotkania stały się pojedynki Patrice’a Evry z Leo Messim, Francuz zapewne otrzymał polecenie od szkockiego menadżera, by ani na krok nie opuszczał filigranowego Argentyńczyka, który nie potrafił znaleźć sposobu na oszukanie i zgubienie doświadczonego defensora. Gdy prawa strona cały czas zawodziła, za rozgrywanie piłki wzięli się Xavi z Iniestą, którzy z typowym dla siebie spokojem prostopadłymi podaniami próbowali zagrać do Villi i Pedro.
Sztuka ta udała się dopiero w 16. minucie spotkania, Xavi wypatrzył w polu karnym Pedro, który sprintem wyprzedził Ferdinanda i stanął oko w oko z Edwinem Van der Sarem. Holender popisał się świetną interwencją, parując w bok uderzenie Hiszpana, ale do bezpańskiej piłki doskoczył Villa i wpakował ją do siatki. Moment nieuwagi ze strony defensorów Manchesteru United zaowocował bramką dla Barcelony. Utracony gol pozytywnie wpłynął na „Czerwone Diabły”, które zamierzały dość szybko odgryźć się Katalończykom.
W 22. minucie Ryan Giggs wykorzystał zbyt duże zaangażowanie się Daniela Alvesa w akcje ofensywne i pomknął lewą stroną boiska, dośrodkowując w pole karne. Tam najwyżej wyskoczył Wayne Rooney, ale jego strzał głową przeniósł nad poprzeczką Victor Valdes. Trzy minuty później podobną akcję tylko po drugiej stronie boiska stworzył Nani, Portugalczyk minął Erica Abidala i zagrał w pole karne, tym razem najwyżej wyskoczył Gerard Pique i wybił piłkę na rzut rożny. Do narożnika podszedł Nani i dośrodkował w pole karne, nieomylny jak na razie Victor Valdes popełnił fatalny błąd i źle obliczył lot piłki, mijając się z nią, ta trafiła wprost na głowę Vidicia, który nie miał problemu z wbiciem jej do bramki.
Podrażniona utratą gola „Duma Katalonii” znowu przejęła inicjatywę w tym spotkaniu, starając się jak najszybciej znowu objąć prowadzenie. Świetną okazję miał w 30. minucie Leo Messi, Argentyńczyk uciekł Evrze i po indywidualnej akcji, w której minął i Ferdinanda, i Vidicia, huknął z jedenastu metrów na bramkę, ale holenderski golkiper wyciągnął się jak struna i sprawował uderzenie na rzut rożny. Z minuty na minutę impet Barcelony spadał, a gra przeniosła się na środek pola, obie drużyny wyraźnie oszczędzały energię na drugą połowę. Do przerwy na Wembley był remis 1:1.
Po zmianie stron widać było, że obaj trenerzy wyciągnęli wnioski z pierwszej połowy. FC Barcelona cały czas była w posiadaniu piłki, jednak jej ataki były bardziej przemyślane i zachowawcze, a Daniel Alves skupił się na grze obronnej, co jakiś czas zapuszczając się pod pole karne „Czerwonych Diabłów”. Manchester United za to znacznie zwiększył pressing, próbując już na wysokości środka boiska odebrać piłkę Katalończykom, rozbijając ich ataki w zalążku.
Taktyka ta przynosiła oczekiwany skutek, w 50. minucie meczu Michael Carrick wyłuskał bowiem piłkę od Xaviego i zagrał ją do Wayne’a Rooneya. Anglik bez problemu minął Sergio Busquetsa i wypatrzył wbiegającego w wolne pole Naniego, do którego podał. Eric Abidal nie zdążył zrobić kroku w przód i złapać go w pułapkę ofsajdową. Portugalczyk stanął oko w oko z Valdesem, oddał płaski strzał w długi róg, jednak piłka minimalnie minęła słupek, a 24-latek skrył twarz w swoich dłoniach. Jak mówi stare piłkarskie przysłowie, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tym razem nie było inaczej.
W 62. minucie Xavi otrzymał podanie od Iniesty i zdecydował się na indywidualną akcję. Hiszpan minął Carricka i coraz bardziej zbliżał się do pola karnego gospodarzy, lider „Blaugrany” dojrzał, że Leo Messi wbiega w pole karne i od razu do niego zagrał. Filigranowy pomocnik ten jeden raz umknął Evrze i stanął oko w oko z Van der Sarem, jednak gdy przymierzał się do strzału, Francuz dogonił go i wślizgiem zaatakował jego nogi. Arbiter bez wahania wskazał na jedenasty metr, karcąc byłego zawodnika AS Monaco żółtą kartką. Długo trwały w obozie Barcelony negocjacje między Xavim, Messim a Villą, kto ma wykonać rzut karny. Ostatecznie do piłki podszedł ten pierwszy i mocnym strzałem w lewe okienko pokonał holenderskiego bramkarza.
Widząc to, co się dzieje na boisku, sir Aleks Ferguson od razu zdecydował się na podwójną zmianę, stawiając wszystko na jedną kartę. Z boiska zeszli niewidoczny Park Ji Sung oraz Darren Fletcher, a na placu gry pojawili się Javier Hernandez oraz Dimitar Berbatov, którzy mieli odmienić losy tego spotkania. Bułgarski snajper swoją okazję miał już trzy minuty po tym, jak wszedł na boisko, kiedy po otrzymaniu piłki od Ryana Giggsa zdecydował się na strzał, ale jego kąśliwe uderzenie zdołał wybronić Valdes. „Duma Katalonii” postanowiła pójść za ciosem i dobić rywala, strzelając mu trzecią bramkę. Znakomitą sytuację w 75. minucie miał Pedro, który przedarł się w pole karne „Czerwonych Diabłów”, jednak umiejętnie spychany przez Vidicia, uderzył bardzo niecelnie. Josep Guardiola zauważył, że młody Hiszpan ma wyraźne problemy z minięciem defensorów angielskiego zespołu i zdecydował się wpuścić na boisko Ibrahima Afellaya. Do końca spotkania pozostało tylko dziesięć minut, plus dwie, trzy minuty które doliczy arbiter, a Manchester wciąż nie potrafił znaleźć sposobu na dobrze dysponowanych w tym dniu Pique i Puyola.
W 82. minucie Nani podał do Javiera Hernandeza, który zdecydował się na indywidualną akcję, efektowny rajd Meksykanina przerwał wślizgiem tuż przed polem karnym Sergio Busquets. Do rzutu wolnego, który mógł zmienić losy tego spotkania, podszedł Wayne Rooney. Anglik spojrzał na bramkę, potem na mur, wziął głęboki oddech i strzelił. Piłka zakręciła nad murem i trafiła wprost w okienko. Victor Valdes bezradnie opuścił dłonie i wyjął piłkę z siatki. Na boisku coraz bardziej było widać zmęczenie piłkarzy obu drużyn, tym pełnym emocji i walki spotkaniu. „Blaugrana” miała jeszcze siły na ostatni zryw, Iniesta dostał piłkę w środku pola od Gerarda Pique i powoli zbliżał się pod pole karne „Czerwonych Diabłów”. Hiszpan zagrał do Ibrahima Afellaya, który będąc w pełni sił, bez trudu minął zmęczonego Rio Ferdinanda i wbiegł w pole karne. Holender minął Van der Sara i skierował piłkę w stronę bramki, jednak tę tuż przed linią zdążył wybić Nemanja Vidić, który cały czas podążał za akcją. Serb swoim wślizgiem naprawił błąd kolegi i uchronił swój zespół przed stratą bramki. Manchester United nie zamierzał atakować i chciał spokojnie wyczekać końcowego gwizdka, by oszczędzić jak najwięcej sił na dogrywkę.
Sir Aleks Ferguson tuż przed gwizdkiem rozpoczynającym dogrywkę zdecydował się wpuścić Luisa Antonio Valencię w miejsce mocno zmęczonego już Ryana Giggsa. Pep Guardiola również skorzystał z możliwości zmiany i zastąpił ogrywanego dzisiaj niemiłosiernie Sergio Busquetsa, za którego na placu gry pojawił się Seydou Keita.
Pierwsza część dodatkowych 15 minut przebiegła bardzo spokojnie, obie drużyny grały bardzo zachowawczo, a gra toczyła się najczęściej w środku pola. Mecz ponownie się ożywił w drugiej części dogrywki, gdy akcje przenosiły się z jednego pola karnego na drugie. Pep Guadriola postanowił zaryzykować i znowu polecił, aby Daniel Alves coraz częściej włączał się w akcje ofensywne. Jednak i to nie pomogło, Manchester United grał bardzo uważnie i pewnie w obronie. Patrice Evra skutecznie zniechęcał do gry Leo Messiego, Vidić nie pozwalał na zbyt dużo Davidowi Villi, a młodziutki Afellay nie umiał przejść Johna O’Shea, który każdą piłkę kierowaną do Holendra, bez trudu przejmował. Zdawało się, że angielski klub czeka na rzuty karne, jednak nic bardziej mylnego, ciężar rozgrywania akcji wziął na siebie Wayne Rooney. Anglik odebrał piłkę Andreasowi Inieście i pognał na bramkę rywala, spojrzał w pole karne, jednak tam Carles Puyol oraz Gerard Pique ani na krok nie opuszczali Hernadeza i Berbatova, więc 25-latek zdecydował się na strzał zza pola karnego. Piłka nabrała niesamowitej rotacji, Victor Valdes, tylko obserwował jej lot, na jego szczęście piłka odbiła się od spojenia i poleciała w trybuny. Angielski napastnik pokręcił tylko głową, nie wierząc, że futbolówka nie znalazła się w siatce. Trzy minuty później sędzia zagwizdał po raz ostatnim i o tym, kto zdobędzie puchar Ligi Mistrzów, zdecydują rzuty karne. Sir Aleks Ferguson już dawno miał przygotowaną karteczkę z pięcioma piłkarzami, którzy wykonają rzuty karne, jednak Guardiola, wciąż miał problem, ale wkrótce wyznaczył swoją piątkę.
Pierwszy do rzutu karnego podszedł Davida Villa, spojrzał na bramkę i zdecydował się na uderzenie w prawy róg, pokonując Holendra, który rzucił się w przeciwną stronę. Teraz była kolej na Valencię, Hiszpan stanął w lekkim rozkroku, spojrzał na futbolówkę i huknął w lewe okienko, nie dając najmniejszych szans Valdesowi na interwencję.
Kolejnym, który miał uderzać na bramkę, był Seydou Keita, on również zmylił Van der Sara, posyłając piłkę w lewy róg tuż przy słupku. Drugim wykonawcą rzutu karnego dla „Czerwonych Diabłów” był Hernandez, Meksykanin, wziął głębszy oddech i strzelił w sam środek bramki. Valdes wyczuł jego intencję, ale piłka przeszła pod brzuchem hiszpańskiego golkipera i zatrzepotała w siatce.
Tym razem do piłki podszedł Andreas Iniesta, który technicznym strzałem chciał pokonać Holendra, jednak ten rzucił się w dobry róg i sparował uderzenie. Kolejnym wykonawcą „jedenastki” był Nani, który strzałem tuż przy słupku wyprowadził „Czerwone Diabły” na prowadzenie.
Teraz oczy kibiców Barcelony skierowały się na Leo Messiego. Argentyńczyk nie spojrzał ani na bramkę, ani w stronę Edwina Van der Sara i strzelił w lewe okienko, doprowadzając do wyrównania. Przedostatnim na liście sir Aleksa Fergusona był Dimitar Berbatov, Bułgar jednak zbyt nonszalancko podszedł do swojego zadania i oddał słaby strzał, z którym bez problemu poradził sobie Victor Valdes, broniąc uderzenie nogami.
Znowu był remis, a o tym, kto zwycięży, mieli zdecydować liderzy: Wayne Rooney oraz Xavi Hernandez. Teraz była kolej tego drugiego, Hiszpan postanowił siłowo rozstrzygnąć ostatni rzut karny, ale jego strzał odbił się od słupka i wyszedł w pole. Kapitan „Blaugrany” skrył swoją twarz w dłoniach, chociaż było widać, że lecą mu łzy.
Oczy prawie 90 tysięcy kibiców były utkwione w Waynie Rooneyu. 25-latek ustawił sobie piłkę na jedenastym metrze, stanął w rozkroku i wziął głębszy oddech, łagodnie wypuścił powietrze z ust i strzelił na bramkę. Victor Valdes rzucił się w przeciwną stronę i piłka zatrzepotała w siatce.
„Czerwone Diabły” podobnie jak na finale w Łużnikach zachowały zimną krew i wygrały w rzutach karnych z FC Barcelona 4:3. Sięgnęły tym samym po swój czwarty puchar Ligi Mistrzów.
Komentarze4
~
~wragawr
oby tak bylo
~
~xxx
jak wcześniej, oby tak było.
~
~lawec
ciekawy finał lecz wątpię,żeby tak było.jestem
kibicem Barcy i chciałbym aby wygrała Blaugrana ale
jesli dojdzie do rzutów karnych wszystko może się
zdarzyć…
jedna pomyłka:od kiedy Valencia jest Hiszpanem???
~
~realfan
myślę że jeśli barcelona chce wogóle pokonać
manchester to tylko w 90 min. bo roonay w dogrywce
zabiegałby obrońców barcy. jego kondycja naprawdę
robi wrażenie. ale to jest finał wszystko może
się zdarzyć(stambuł,2006).