Rezultat finałowego spotkania Pucharu Ligi Angielskiej (Carling Cup) pomiędzy ekipą Cardiff City a Liverpoolem rozstrzygnięty został dopiero po serii rzutów karnych. Tę lepiej wykonywali gracze „The Reds” i to im przypadł triumf w rozgrywkach. Należy jednak pochwalić ich rywali – pokazali niebywałą wolę walki i ambicję. Udowodnili, że stać ich na równą rywalizację z czołowymi drużynami Premier League.
Spotkanie na Wembley z impetem rozpoczęli gracze Liverpoolu. W 3. minucie mieli oni doskonałą okazję do zdobycia bramki. Strzał Glena Johnsona zatrzymał się jednak na poprzeczce bramki strzeżonej przez Toma Heatona. Centymetry dzieliły zatem podopiecznych Kenny’ego Dalglisha od szczęścia…
Mimo początkowej przewagi „The Reds” zawodnicy Cardiff City również nie próżnowali. Groźnie strzelał Kenny Miller. Jego uderzeniu brakowało jednak dokładności – piłka poszybowała wysoko nad bramką rywali. W 19. minucie spotkania Szkot popisał się jednak fenomenalnie precyzyjnym zagraniem. Jego podanie w uliczkę do szarżującego Masona było światowej klasy. Dzięki przytomności Millera lewoskrzydłowy „The Bluebirds” znalazł się w sytuacji sam na sam z Jose Reiną. Płaskim strzałem nie dał on szans hiszpańskiemu golkiperowi na skuteczną interwencję!
Rozdrażniony stratą bramki Liverpool zdecydowanie przycisnął. W 32. minucie potężnie huknął Adam, ale jego uderzenie z lewej nogi okazało się niecelne. Nieco później dobrą okazję miał Henderson – w kluczowym momencie akcji nie trafił on jednak w piłkę. Kanonadę „The Reds” mógł wreszcie wyjaśnić Suarez. Urugwajczyk z kolei uderzył wprost w Heatona. Golkiper Walijczyków miał wiele roboty w pierwszej odsłonie finałowego spotkania Carling Cup. Ze swoich obowiązków wywiązywał się jednak celująco.
Podopieczni Kenny’ego Dalglisha mieli sporą przewagę, jednak nie przełożyła się ona na rezultat spotkania. Graczom Liverpoolu brakowało zimnej krwi i precyzji, ich zagraniom towarzyszyła spora doza chaosu. Tuż przed przerwą ukłuć mógł jeszcze Skrtel, ale z pięciu metrów oddał strzał, który nie miał prawa zaskoczyć golkipera „The Bluebirds”. Do przerwy zatem 1:0 dla Cardiff City i to Walijczycy byli bliżsi gry w przyszłorocznej edycji rozgrywek Ligi Europy.
Po wznowieniu gry jako pierwsi dobrą okazję do zdobycia gola mieli podopieczni Malky’ego Mackaya. W 49. minucie na bramkę rywali strzelał Kenny Miller, piłka poszybowała jednak pół metra obok bramki Reiny. Chwilę później zakotłowało się z kolei polu karnym „The Bluebirds”. Fatalny błąd popełnił Hudson – Luis Suarez znalazł się w sytuacji sam na sam z Heatonem, musiał jednak uznać wyższość dobrze dysponowanego golkipera.
W 58. minucie na boisko wszedł Craig Bellamy, który cały ubiegły sezon spędził na wypożyczeniu właśnie w walijskim klubie. Zmienił on słabo spisującego się dziś Hendersona. Chwilę później było już 1:1. Choć nie za sprawą Bellamy’ego… Zamieszanie, które miało miejsce w polu karnym „The Bluebirds”, skutecznie wykorzystał Skrtel. Słowacki obrońca z najbliższej odległości pokonał Heatona. Piłka po jego uderzeniu przemknęła pomiędzy nogami golkipera The Cardiff i wpadła do siatki. Na pół godziny przed końcem regulaminowego czasu gry zawodnicy Liverpoolu zdołali wyrównać rezultat meczu.










