Latem 2015 roku Ferland Mendy został przeniesiony do pierwszego zespołu Le Havre. W pierwszym sezonie rozegrał tylko 11 meczów. Cztery lata później podpisał kontrakt z Realem Madryt. A przecież niewiele brakowało, aby Francuz, gdy był jeszcze nastolatkiem, zakończył karierę przez problemy ze zdrowiem. Musiał nauczyć się chodzić od nowa. Dziś jest najpewniejszym punktem obrony „Królewskich”. Historia lewego obrońcy to gotowy scenariusz na hollywoodzki film.
PSG świetnie szkoli młodych piłkarzy, którzy ściągani są do paryskiej akademii z całej Francji. Ferland Mendy, gdy miał zaledwie dziewięć lat, został dostrzeżony przez skautów ze stolicy. Nie był wybitnie wyróżniającym się zawodnikiem, ale konsekwentnie się rozwijał. W Paryżu spędził osiem lat, skąd później przeszedł do ówczesnego czwartoligowca, FC Mantois.
Zanim jednak Francuz tam trafił, borykał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Gdy był jeszcze juniorem w PSG, doznał urazu biodra. Okazało się to na tyle groźne, że początkowo lekarze nie dawali mu szans na powrót do profesjonalnego uprawiania sportu. Nie przeraziło to młodego Ferlanda Mendy’ego, który tak mocno zaprał się w sobie, że wrócił do gry i dziś jest czołowym piłkarzem Realu Madryt. Cud poparty ciężką pracą i niesamowitym wysiłkiem zaprowadził go na sam szczyt. Powrót do zdrowia trwał jakieś dziewięć, dziesięć miesięcy. Po wyjęciu nogi z gipsu poruszał się na wózku, a później przy pomocy balkonika. Brzmi to bardzo dramatycznie, i na pewno też takie było, ale tym bardziej należy mu się szacunek.
Później wszystko potoczyło się jak w domino. Szybko jego talent został zauważony przez włodarzy Le Havre. Pierwszy sezon nie był usłany różami. Wystąpił tylko w 11 meczach, w siedmiu z nich zagrał od pierwszej minuty. Druga kampania także nie zapowiadała się najlepiej. Ferland Mendy to nie tylko pracowitość, determinacja i wielka ambicja. Jest też druga strona medalu. Francuz nie do końca był grzecznym chłopcem. Podczas przygotowań do sezonu w 2016 roku postanowił z kolegą zapalić sziszę, co uruchomiło hotelowy alarm. Cóż, każdy popełnia błędy w młodości.
Dylan Louiserre został za to zesłany na wypożyczenie do trzecioligowca. Dla Mendy’ego zaś był to paradoksalnie moment przełomowy. Klub nie miał zbyt wielu alternatyw na lewej obronie, dlatego został i w kampanii 2016/2017 wystąpił w 38 spotkaniach, w których zanotował pięć asyst i dwie bramki. Dobre występy zaowocowały transferem do Lyonu. OL zapłaciło za niego 5 milionów euro. Tam też sprawiał problemy wychowawcze, ale na boisku pokazywał swoją wartość. Nic więc dziwnego, że po kolejnych dwóch latach zgłosił się Real Madryt.
Jak gra?
Do „Królewskich” przyszedł jako alternatywa dla powoli odchodzącego w cień Marcelo. Brazylijczyk przez lata był podstawowym graczem klubu z Madrytu. Kibicom kojarzy się z najlepszymi czasami, z okresem sukcesów. Wydawało się, że trochę to potrwa, zanim Ferland Mendy na stałe wygryzie Marcelo. Jak pokazał nam czas, brazylijski obrońca Realu przestał dojeżdżać na mecze, nie prezentował się już tak jak przed laty i tak naprawdę wyciągnął rękę do Francuza, dokonując pokoleniowej zmiany na lewej obronie ekipy z Santiago Bernabeu.











