Za nami ostatnia kolejka fazy grupowej mistrzostw Europy do lat 21. Genialna dyspozycja Anglików w meczu z polską reprezentacją zaowocowała awansem z pierwszego miejsca, Hiszpanie po skromnym zwycięstwie nad Serbami także meldują się w kolejnej fazie, w której jest także miejsce dla Włochów i Niemców.
Grupa A
Jedyna grupa, w której szansę na awans do ostatniej kolejki zachowała każda drużyna. Sprawa rozwiązała się jednak bardzo szybko. Szwedzi po remisie z polską młodzieżówką w drugiej kolejce do meczu ze Słowakami musieli podejść nie na sto, lecz dwieście procent, a to tylko dlatego, że w spotkaniu z rewelacyjną reprezentacją Słowacji byli skazani na pożarcie. Usta wszystkich zapalonych kibiców, rodaków samego Zlatana Ibrahimovicia, którzy tak hucznie bawili się Lublinie (więcej tutaj), bardzo szybko, bo już w 5. minucie, zamknął Martin Chrien. 17. minut później drugą bramkę dorzucił Jaroslav Mihalik. Mecz zakończył się 3:0. Raczej nikt nie spodziewał się innego wyniku jak zwycięstwa podopiecznych Pavela Hapala.
W drugim meczu – tym, który bardziej nas interesuje – wynik był identyczny. Anglicy zdeklasowali reprezentację Polski. Trudno powiedzieć cokolwiek dobrego o reprezentacji prowadzonej przez Marcina Dornę i to nie tylko w kontekście tego meczu, lecz także całego turnieju. Media rozpływają się nad każdym kolejnym angielskim nazwiskiem, my musimy się zadowolić pocieszającymi wyróżnieniami choćby dla Dawida Kownackiego. Matematyczne szanse na awans w 6. minucie odebrał nam Demarai Gray i po tym ciosie było już tylko gorzej. Polacy nie mogli się podnieść przez całe 90 minut, ostatecznie przegrywając 0:3. Najbezpieczniej – nie używając wulgaryzmów – podsumować mecz z Anglikami można tak, jak zrobił to Zbigniew Boniek.
Grupa B
Razem z pierwszym gwizdkiem 3. kolejki Portugalczycy, żeby zająć pierwsze miejsce w grupie, musieli liczyć nie tylko na siebie, ale i Serbów. Warunki były następujące: Portugalia gromi Macedonię, a Serbia zgarnia trzy punkty w meczu z Hiszpanami. Jak wyszło? Portugalczycy rozpoczęli zgodnie z planem. Na prowadzenie wyszli już w 2. minucie, 20 minut później – za sprawą Brumy – było już 2:0. Pięć minut przed przerwą nadzieje Macedończykom przywrócił Enis Barhdi to był potworny cios dla podopiecznych Ruiego Jorge’a, bo na pewno dostali niezbyt przyjemną dla nich informację z drugiego meczu. Ostatecznie plan zrealizowany został w połowie. Wygrali 4:2.











