Wisła Kraków zwycięża Puchar Polski 2023/2024. To „Biała Gwiazda” wygrała na Stadionie Narodowym po niezłym thrillerze, który obie drużyny zafundowały nam w dogrywce. Wydarzenie historyczne, bo przecież zespoły spoza ekstraklasy bardzo rzadko dochodzą do finału krajowego pucharu, co dopiero mówić o końcowym triumfie. Fakty są takie, że Wisła Kraków wraca z Warszawy z pierwszym trofeum od mistrzostwa Polski w sezonie 2010/2011.
Finał tegorocznej edycji Pucharu Polski miał swój wyjątkowy urok. Pogoń Szczecin ostatni raz w finale tych rozgrywek gościła w 2010 roku, a Wisła dwa lata wcześniej. „Portowcy” bez żadnego trofeum na koncie, „Biała Gwiazda” pogrążona w kryzysie, który sprawił, że przed dwoma sezonami legendarny klub spadł z ekstraklasy. Dzisiaj wszystko prezentuje się dużo lepiej.
Minuta. Mniej więcej tyle zabrakło, by ta cała historia zakończyła się zupełnie inaczej. Tuż przed gwizdkiem zamykającym zasadniczą część spotkania bramkę strzelił Eneko Satrustegui. Wisła Kraków w końcówce grała na aferę, bardziej szukała szczęścia, pomyłki bądź niedopatrzenia defensywy Pogoni – otrzymała to na tacy.
Koniec chudych lat?
Strata czegoś bardzo ważnego w ostatnich chwilach meczu. Dla Wisły Kraków brzmi to znajomo. Rok 2011, eliminacje do Ligi Mistrzów, tragiczny błąd Sergeia Pareiki i to Cypryjczycy cieszyli się z awansu do piłkarskiej elity. Od tego momentu Wisła Kraków nie sięgnęła po żadne trofeum, nie wróciła do Europy. Dziś, tym razem dzięki dobrze rozegranej końcówce spotkania i zachowaniu zimnej krwi, wreszcie jakiś puchar jedzie do Krakowa.
Możemy gdybać, czy to jakaś kompozycyjna klamra, która obejmuje ten gorszy okres w historii klubu, a teraz już będzie tylko lepiej. Czy tak jest, dowiemy się w najbliższych tygodniach, bo Wisłę czeka jeszcze walka o ekstraklasę. A nawet jeżeli ta zakończy się fiaskiem, to w lipcu i w sierpniu podopiecznych Alberta Rudego czeka walka o Europę. Brzmi to strasznie abstrakcyjnie, ale to nie sen – to znowu pokręcona rzeczywistość, którą serwuje nam świat polskiej piłki.
Pierwsza połowa pod kontrolą pierwszoligowców
Pierwsza połowa raczej pod dyktando Wisły Kraków. Pogoń Szczecin pozostawiła sporo przestrzeni dla pierwszoligowców, którą ci wykorzystywali. Gdy przychodziło jednak do wykańczania akcji, nieco się podpalali i finalnie pierwsza część zakończyła się bezbramkowym remisem.











