Mecze otwarcia na wielkich turniejach często sprawiają, że liczymy na gigantyczną dawkę emocji i jak najlepszą laurkę dla rozpoczynających się rozgrywek. Nieraz jednak mimo tej całej otoczki i wszechobecnego zachwytu nad organizacją umyka nam czysto sportowa przeciętność takich spotkań. Czy dzisiejszy pojedynek Francji z Rumunią stanowił wyjątek od tej zasady, czy może wkomponował się w obraz meczów inauguracyjnych?
Zaczęło się niezwykle obiecująco. Już na samym początku spotkania Rumuni mogli zafundować gospodarzom zimny prysznic, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do piłki na piątym metrze dopadł Mihai Pintilii, ale trafił prosto w Hugo Llorisa. Dla widzów był to znak, że warto przysunąć fotel bliżej telewizora. W miarę upływu czasu powstałe emocje zaczęły się jednak powoli rozmieniać na drobne.
Wraz z mijającymi minutami Francuzi coraz częściej przypominali nam o tym, że są w gronie faworytów do wygrania turnieju. Świetne zawody rozgrywał przede wszystkim środek Kante-Matuidi-Pogba, co tylko potwierdza rację Deschampsa, który w pierwszej kolejności nie powołał choćby Morgana Schneiderlina.
Nie można jednak przemilczeć kwestii gry Rumunii przez pierwsze 45 minut. Podopieczni „Generała” Iordanescu w istocie momentami zachowywali się jak dobrze wyszkolona armia, przesuwając linię defensywy i skutecznie uprzykrzając grę gospodarzom na własnej połowie. Tak naprawdę jedyne, do czego można było się przyczepić w grze obronnej „Tricolorii”, to regularne zostawianie miejsca Francuzom na ataki skrzydłami. Choć na dobrą sprawę, patrząc na to, co z piłką robił Dimitri Payet, trudno o cokolwiek winić bocznych obrońców w żółtych koszulkach.
Od Francji natomiast oczekiwano jednego – pewnego zwycięstwa i dobrego wejścia w turniej. Podopieczni Deschampsa mieli wyjść na boisko i zagrać tak, aby po końcowym gwizdku rumuńscy kibice powoli bukowali bilety na samolot powrotny do Bukaresztu. Jak to wyglądało? Bardzo nieskuteczny Griezmann i jeszcze bardziej niewidoczny Giroud do przerwy pokazali siłę ofensywną, która nie byłaby w stanie ukłuć nawet Albanii.











