Zdecydowanie najciekawszym pojedynkiem drugiego dnia 8. kolejki holenderskiej Eredivisie było starcie w Nijmegen. Drużyna NEC podejmowała sensacyjnie spisujący się w tych rozgrywkach FC Groningen. Po 84 minutach, gdy miejscowi objęli prowadzenie 2:1 po strzale Youssefa El-Akchaoui z rzutu karnego, a chwilę wcześniej za drugą żółtą kartkę wyleciał z boiska Andreas Granqvist, nikt nie przypuszczał, że podopieczni Maria Beena mogą tego meczu nie wygrać. Ostatnie słowo należało jednak do popularnych „Boeren” i świeżo wprowadzonego Gonzala Garcii-Garcii.

– To był ważny gol dla drużyny, bo dzięki niemu wywalczyliśmy cenny punkt, który pozwala nam cały czas utrzymywać kontakt ze ścisłą czołówką. W tym meczu dopisało mi szczęście, jakiego niestety nie miałem we wcześniejszych spotkaniach. Ot, cały urok piłki. Uważam, że w Nijmegen osiągnęliśmy dobry wynik, zwłaszcza że to NEC prezentowało się lepiej od nas – podsumował napastnik z Groningen.
Radości nie krył również szkoleniowiec przyjezdnych, Ron Jans, który kilka dni temu świętował szóstą rocznicę pracy z klubem z północy Holandii.
– Mniej więcej od 30. minuty pierwszej połowy i później 20 minut po przerwie to NEC był stroną przeważającą. My również mieliśmy taki czas, w którym stworzyliśmy sobie kilka okazji. Pecha miał Andreas Granqvist. Leżał na ziemi, został „nastrzelony” w rękę. Nie dość, że sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, to jeszcze pokazał mu drugą żółtą kartkę. W meczu przeciwko Sparcie w podobnej sytuacji Ruud Knool uniknął jakiejkolwiek odpowiedzialności. To była trochę krzywdząca decyzja i szkoda, że ją podjęto. Oczywiście nie mam pretensji do arbitra, który bardzo dobrze prowadził te zawody. Jedynie nie zgadzam się z interpretacją akurat tamtej feralnej sytuacji. Gol Gonzala był fantastyczny, być może ładniejszy od bramki Wisgerhofa. Co ważne, zdobyliśmy go, grając w liczebnym osłabieniu, w momencie kiedy to my „goniliśmy” wynik. Wypada być zadowolonym z tego cennego punktu – powiedział Jans.
Rozgoryczenia nie krył z kolei trener NEC Mario Been. Z pewnością nie wyobrażał sobie, że jego drużyna wypuści z rąk niemal pewne 3 punkty.

– Jestem bardzo niezadowolony z tego, jak rozegraliśmy pierwsze kilkanaście minut meczu. Nie mam pojęcia, jaka była tego przyczyna. Pozwoliliśmy gościom na zbyt dużą swobodę w polu karnym i skończyło się to dla nas utratą gola. Na szczęście moi zawodnicy w porę złapali właściwy rytm. Znów zaczęliśmy stwarzać sobie sytuacje bramkowe. Wprowadziłem Rutgera Worma za Arka Radomskiego z prostego powodu. Rutger znacznie lepiej radzi sobie w grze ofensywnej, doskonale rozumie się z naszym napastnikiem, Jhonym van Beukeringem, i łatwo utrzymuje się przy piłce. W drugiej połowie udowodniliśmy, że jesteśmy drużyną. Jeśli nie zagrasz na sto procent swoich możliwości, to nie stanowisz prawdziwego teamu. Widziałem to w moim zespole, tę chęć wygranej. FC Groningen nie miał nic do powiedzenia. Na boisku istnieliśmy tylko my. Wypracowaliśmy sobie kilka okazji, z czego wykorzystaliśmy tylko tę jedną, po rzucie karnym. Gdyby w końcówce Tim Janssen zdobył gola, to myślę, że zwycięstwo mielibyśmy w kieszeni. Na słowa uznania zasługują nasi kibice, którzy są zwycięzcą tego meczu – skwitował Been.











