Za nami faza grupowa mistrzostw Europy rozgrywanych na obiektach w Polsce i na Ukrainie. Na tym etapie z rozgrywkami pożegnali się nie tylko Polacy, ale też m.in. Holendrzy, którzy obok Irlandczyków jako jedyni nie zdobyli w tym turnieju punktu. Turniej skończył się także dla Ukrainy, która po dzielnej walce poległa z Anglią.
Renesans Ronaldo
Swój dorobek bramkowy na polsko-ukraińskim turnieju otworzył Cristiano Ronaldo. Gwiazdor Realu Madryt miał olbrzymi udział w pokonaniu Holandii 2:1 i tym samym przekreśleniu matematycznych szans drużyny „Oranje” na awans z grupy B. Wprawdzie wynik spotkania precyzyjnym strzałem zza pola karnego otworzył van der Vaart, jednak zespół Paulo Bento błyskawicznie otrząsnął się po stracie bramki i przejął kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Przebudził się też Ronaldo, który w pierwszej połowie wykorzystał doskonałe prostopadłe podanie, a w drugiej ze stoickim spokojem położył na ziemi van der Wiela, a potem mocnym strzałem nie dał żadnych szans Stekelenburgowi. Kapitan wicemistrzów Europy z 2004 roku miał jeszcze parę świetnych okazji i sam obsłużył doskonałym podaniem Naniego, który w sobie wiadomy sposób trafił z kilku metrów prosto w golkipera Holendrów. Dla piłkarza „Królewskich” była to piąta bramka w historii jego występów na mistrzostwach Europy. Warto dodać, że po raz trzeci trafił do siatki reprezentacji Holandii, której strzelił też gola prawie osiem lat temu w półfinale mistrzostw rozgrywanych w swojej ojczyźnie. W ćwierćfinale na pogromców „Oranje” czekają Czesi, którzy mają ze swoimi najbliższymi rywalami rachunki do wyrównania. Cztery lata temu nasi południowi sąsiedzi polegli bowiem w fazie grupowej z Portugalczykami 1:3, a na listę strzelców wpisał się m.in. nie kto inny jak Ronaldo, który włącza się do walki o tytuł króla strzelców Euro 2012. Grupę B wygrali Niemcy, którzy jako jedyni nie stracili jeszcze punktu. Jubileuszowy – setny – występ w reprezentacji bramką okrasił Lukas Podolski, który od nowego sezonu będzie reprezentował barwy Arsenalu. Wprawdzie Duńczycy wyrównali po bramce Krohn-Dehliego, jednak szale zwycięstwa przechylił Bender, który z bliska pokonał golkipera Duńczyków. Zwycięstwo dla naszych zachodnich sąsiadów było o tyle ważne, że po pierwsze w ćwierćfinale spotkają się z Grecją, a po drugie na stadionie w Gdańsku, co oznacza, że po raz pierwszy nie będą oni musieli podróżować samolotem na mecz.
Geniusz Cesca

Sporych emocji dodali rywalizacji w grupie C Chorwaci, którzy z czterema punktami przed meczem z Hiszpanią wcale nie stali na straconej pozycji, jeśli chodzi o awans do fazy pucharowej. Na boisku od pierwszej minuty nie było mowy o współpracy na rzecz wyeliminowania Włochów – obie drużyny od początku walczyły o zwycięstwo, które dawałoby awans z pierwszego miejsca. Ponownie nieraz w wielkich tarapatach byli Hiszpanie, którym Chorwaci wiele razy poważnie zagrażali. Piłkę meczową miał w 59. minucie Rakitić. Jego uderzenie w fenomenalnym stylu obronił jednak Casillas, który nieraz w tym spotkaniu pokazywał, że jego pozycja w zespole mistrzów świata i Europy jest niemożliwa do ruszenia. Skrzydła ambitnie walczącym Chorwatom podciął Jesus Navas, który sfinalizował świetną akcję zainicjowaną jeszcze lepszym podaniem za plecy obrońców w wykonaniu Cesca Fabregasa. Podopieczni Slavena Bilicia z podniesionym czołem żegnają się zatem z turniejem, w którym ich kosztem pozostają Włosi. Zespół Cesare Prandellego nie pozostawił złudzeń Irlandii, która przegrała to spotkanie 2:0 i kończy turniej bez dorobku punktowego. Dobrą wiadomością dla szkoleniowca „Squadra Azzurra” jest przebudzenie się Mario Ballotellego, który spotkanie zaczął na ławce rezerwowych. W drugiej połowie napastnik Manchesteru City ładnym strzałem podwyższył prowadzenie Włochów na 2:0, gwarantując im drugie miejsce w grupie.











